
Podczas demonstracji jeden członek załogi po mniej niż 30 minutach szkolenia kierował głosem rojem dronów, jednocześnie obsługując pojazd i wykonując swoje normalne obowiązki.
Żołnierz nie wyciąga dodatkowego kontrolera i nie odrywa rąk od wyposażenia pojazdu. Wystarczy, iż po prostu mówi do mikrofonu w zestawie słuchawkowym, a oprogramowanie przekłada polecenie na zadania dla zespołu autonomicznych maszyn. Rheinmetall i australijski startup Breaker pokazały takie rozwiązanie na kołowym wozie rozpoznawczym Boxer CRV. Jeden pojazd załogowy ma stać się centrum własnej grupy robotów bez dokładania kolejnych operatorów.
Żołnierz mówi, drony zajmują się resztą
Rheinmetall Defence Australia i Breaker połączyły siły, żeby wprowadzić do pojazdów opancerzonych rozwiązanie określane jako Human Machine Teaming. Pod tą nazwą kryje się kooperacja człowieka z autonomicznymi systemami, które nie są jedynie zdalnie sterowanymi narzędziami, ale przejmują część szczegółowych czynności potrzebnych do wykonania zadania.
W australijskim Boxerze ma za to odpowiadać tactical orchestration agent rozwijany przez Breaker. Oprogramowanie zostało zintegrowane z otwartą architekturą elektroniczną pojazdu i pozwala załodze przekazywać głosowe polecenia całym zespołom systemów autonomicznych.
Podczas demonstracji nie przygotowano przy tym operatorowi osobnego stanowiska z dodatkową klawiaturą czy specjalnym mikrofonem. Żołnierz korzystał ze standardowego zestawu słuchawkowego Boxera. Po mniej niż 30 minutach szkolenia pojedynczy członek załogi był w stanie głosem dowodzić rojem dronów, a jednocześnie wykonywać swoje zwykłe obowiązki związane z obsługą pojazdu.
Rój jest bezużyteczny, jeżeli potrzebuje armii operatorów
Jeden bezzałogowiec można prowadzić dzięki klasycznego kontrolera. Przy 5, 10 albo kilkudziesięciu maszynach taki model się po prostu nie sprawdza. Nie da się posadzić jednego człowieka przed każdym dronem i przez cały czas mówić o efektywnym wykorzystaniu autonomii.
Pentagon właśnie dlatego rozwija systemy, w których rój ma sam dzielić zadania pomiędzy poszczególne maszyny. Człowiek określa cel misji, a szczegóły dotyczące tras, podziału obszaru czy reakcji na utratę jednego z bezzałogowców mogą zostać przeniesione na oprogramowanie.
Breaker idzie bardzo podobną drogą od strony interfejsu. Operator nie musi sterować każdym robotem osobno ani przekopywać się przez kolejne menu. Ma powiedzieć systemowi, czego oczekuje, podobnie jak wydawałby rozkaz innemu członkowi załogi.
Tak naprawdę to właśnie taki poziom uproszczenia może decydować o tym, czy autonomiczne maszyny rzeczywiście da się masowo wykorzystać w walce. Załoga Boxera już teraz musi obserwować otoczenie, prowadzić pojazd, obsługiwać sensory, uzbrojenie i łączność. Dodanie do tego kilku osobnych ekranów dla dronów zamiast pomagać mogłoby tylko zwiększyć obciążenie.
Boxer staje się centrum własnej formacji
Rheinmetall opisuje nową funkcję jako sposób na zwiększenie zasięgu obserwacji oraz możliwości bojowych pojazdu bez zwiększania liczby żołnierzy. Dron może polecieć przed Boxerem i sprawdzić teren, zanim załoga sama znajdzie się w zasięgu przeciwnika. Inny autonomiczny system może obserwować flankę albo wejść w obszar, którego sprawdzenie przez człowieka byłoby zbyt niebezpieczne.
Najważniejsze jest jednak to, iż człowiek przez cały czas określa, co ma zostać zrobione, ale nie musi manualnie prowadzić maszyny przez każdy etap zadania. Rheinmetall mówi wręcz o przekształceniu każdego pojazdu w centrum własnej autonomicznej formacji. Nie należy rozumieć tego jako gotowego systemu, w którym Boxer sam wypuszcza kilkadziesiąt uzbrojonych robotów. Demonstracja dotyczyła przede wszystkim warstwy dowodzenia i sposobu współpracy załogi z bezzałogowcami.
Podobną zmianę widać także w lotnictwie. BAE Systems pracuje nad hełmem, który ma pozwolić pilotowi myśliwca wskazywać cele i jednocześnie kierować współpracującymi z nim dronami. W obu przypadkach chodzi o ten sam problem: człowiek ma dowodzić grupą autonomicznych maszyn, ale nie może zostać zasypany sposobem ich obsługi.
Zrobili to w pół roku
Tempo integracji jest równie interesujące jak sam pokaz. Firmy najpierw w ciągu kilku tygodni wprowadziły oprogramowanie Breaker do symulatora Rheinmetalla. Działający system na prawdziwym Boxerze pokazano mniej niż 6 miesięcy po rozpoczęciu współpracy.
Pomogła w tym otwarta architektura pojazdu. Rheinmetall opisuje integrację nowego systemu jako zbliżoną do podłączania kolejnego modułu zamiast przebudowy całego elektronicznego wnętrza maszyny.
To coraz ważniejsza cecha nowego sprzętu wojskowego. Pojazd może służyć przez 20 albo 30 lat, podczas gdy oprogramowanie, drony i algorytmy zmieniają się w ciągu miesięcy. Konstrukcja zamknięta na nowe rozwiązania może więc technologicznie zestarzeć się znacznie wcześniej niż jej podwozie czy opancerzenie.
Australijskie Boxery powstały w ramach programu LAND 400 Phase 2. Rheinmetall ma dostarczyć łącznie 211 wozów, które będą służyć w australijskiej armii przez kolejne dekady. Możliwość dokładania nowych cyfrowych zdolności ma więc znaczenie nie tylko podczas pojedynczego pokazu.
Ciężki pojazd i rój zaczynają być jednym systemem
Jeszcze kilka lat temu pojazd opancerzony i rój niewielkich dronów mogły wyglądać jak technologie z dwóch różnych epok. Pierwszy powstaje w dużej fabryce przemysłu zbrojeniowego i waży dziesiątki ton. Drugie mogą być produkowane szybko, tanio i wymieniane po kilku miesiącach.
Dzisiaj te światy zaczynają się mocno łączyć. Niemcy pokazali już ciężarówkę Zetros wyposażoną w system pozwalający wysyłać całe grupy dronów kamikadze. Australijski Boxer pokazuje drugi element tej samej układanki: jak człowiek znajdujący się wewnątrz klasycznego pojazdu ma nad tym wszystkim zapanować.
Odpowiedzią coraz częściej nie będzie kolejny joystick ani dodatkowy ekran. Zadaniem żołnierza ma być określenie zamiaru, a nie manualne wykonywanie każdej czynności za maszynę. o ile takie interfejsy zaczną działać niezawodnie w warunkach bojowych, operator będzie mógł powiedzieć zespołowi robotów, czego potrzebuje, a chwilę później wrócić do prowadzenia własnego pojazdu. To właśnie może być jeden z najbardziej widocznych znaków przejścia od armii posiadającej drony do armii, w której autonomiczne maszyny stają się zwykłymi członkami zespołu.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Rheinmetall














