
Czy jednak kamera może zmienić prawie wszystko w kwestii koszenia trawnika? Wychodzi na to, iż tak.
O ile bowiem poprzednie generacje robotów Stiga pokazały mi, iż za nic nie chcę już wracać do robotów koszących z przewodem ograniczającym, tak tegoroczna A 6v pokazała mi jeszcze jedną rzecz z listy „muszę to mieć”. Chodzi oczywiście o kombinację lokalizacji z wykorzystaniem GPS RTK i kamery.
Ale po kolei.
Czym w ogóle jest Stiga A 6v?

Najmniejszym i najtańszym w tej chwili oferowanym robotem Stiga z serii robotów wyposażonych w system Stiga Vista. Pod tą nazwą kryje się wbudowana kamera oraz oczywiście cały powiązany z nią pakiet rozwiązań umożliwiających wykrywanie przeszkód, granic trawnika czy… trawy poza tymi granicami.
Powyżej A 6v, która jest w stanie skosić maksymalnie 600 m2, ulokowano A 8v (800 m2), A 10v (1000 m2), A 15v (1500 m2) i A 25v (2500 m2). Gdyby komuś i to nie wystarczyło, to są jeszcze warianty do zadań specjalnych, czyli A 50v, A 100v i A 140v, które mogą jeździć bez przerwy prawie 6 godzin i skosić do 14 tys. m2.
Stiga A 6v jest jednak modelem dużo skromniejszym od tych sprzętów.
Co może być – jeżeli dobrze dobierzemy ją do powierzchni trawnika – całkiem sporym argumentem. A 6v jest bowiem nie tylko malutka, ale też lekka i niesamowicie wręcz cicha.

I o ile pewnie mało kto narzeka na niedostatek miejsca potrzebnego na instalację bazy, o tyle kompaktowość tego robota ma sporo zalet. Po pierwsze – jest na tyle lekki, iż choćby na mniej zbitym czy lekko wilgotnym gruncie nie zostawia ani zdartych śladów, ani kolein. Po drugie – pracuje tak cicho, iż choćby siedząc dwa czy trzy metry od niego trudno się zorientować, iż coś tam się w ogóle dzieje.
Ta kompaktowość ma jednak swoją cenę.
Właściwie jedną jedyną, którą zresztą można wywnioskować ze specyfikacji czy choćby deklaracji producenta.
To nie jest model z najbardziej pojemnym akumulatorem. Co ciekawe, według producenta maksymalny czas pracy na jednym ładowaniu to 50 minut – w moim przypadku natomiast dość często po takim czasie robot miał jeszcze spory zapas energii i po godzinie pracy wracał do bazy mając jeszcze ponad 10 proc. naładowania.

Nie zmienia to jednak faktu, iż A 6v nadaje się raczej do małych i średnich ogrodów, a tych 600 m2 traktowałbym jako wartość dobowo absolutnie maksymalną. Natomiast na plus trzeba zaliczyć fakt, iż robot ładuje się naprawdę gwałtownie – w mniej niż godzinę od pełnego rozładowania jest gotowy do kolejnej sesji, która u mnie pokrywa ok. 65-70 m2 bardzo trudnego fragmentu ogrodu (nierówne granice, seria przeszkód, dziwny kształt, góry i dołki do podjeżdżania) razem z obrzeżami. Mniej niż godzina i koszony jest kolejny fragment, tym razem prostszy i z zapasem przekraczający 100 m2 – i tak dalej, i tak dalej.
Zresztą przyznaję, iż poza testowym monitorowaniem tego robota przeważnie niespecjalnie zwracam na niego uwagę. Ma harmonogram, ma wbudowany czujnik deszczu, więc wie, kiedy kosić, kiedy nie kosić i to, czy koszenie zajmie mu pół godziny czy pół dnia niespecjalnie cokolwiek dla mnie zmienia.
Chyba jedyne, czego mi pod względem nadzoru trochę brakuje, to dostępu do historii pracy. O ile mogę sprawdzić, ile godzin sumarycznie robot u mnie przejeździł, o tyle historii poszczególnych koszeń tutaj brak.
Wynagradza to jednak w dużym stopniu banalnie prosta obsługa i konfiguracja.

Która jest mniej więcej dokładnie tak prosta, jak można byłoby oczekiwać. Mimo korzystania z systemu GPS RTK / Stiga AGS, nie ma tutaj żadnej potrzeby stosowania zewnętrznych, dodatkowych anten dla stacji referencyjnych. Jest to o tyle przyjemne, iż sprowadza pierwszy montaż robota do – i nie przesadzam – zamontowania bazy szpilkami, podłączenia jej do zasilania, podpięcia robota i odpalenia aplikacji. Potem zostaje już tylko narysować granice trawnika, ustawić harmonogram, wysokość koszenia i kierunki koszenia i… to tyle.
Jednocześnie, choćby pomimo braku stacji referencyjnej, trudno mi znaleźć jakiekolwiek jakościowe różnice w porównaniu do wcześniej pracującej w moim ogrodzie Stigi A1200, której stację referencyjną zamontowałem na dachu domu. I to choćby pomimo tego, iż stacja dokująca robota stoi przy samej ścianie domu, więc teoretycznie wszystko powinno być odrobinę trudniejsze.
Praktyka pokazuje, iż nie jest. A 6v jeździ niemal jak po sznurku po moim trawniku, choćby pomimo tego, iż ten jest dość gęsto zasłonięty drzewami.
I to właśnie w kwestii nawigacji i jazdy ta kamera robi robotę.

A1200 – jakkolwiek bardzo przypadła mi do gustu i pięknie kosiła trawnik – miała dwa problemy. Po pierwsze – nie wiedziała, co się tak naprawdę dzieje na trawniku. Stałe przeszkody trzeba jej było wrysowywać, w ruchome przeszkody po prostu wjeżdżała. Zdarzało się jej też – to ta druga wada – czasem lekko zagubić i wyjechać tam, gdzie nie powinna wyjeżdżać. Trafiało się to bardzo, bardzo rzadko, ale jednak.
W przypadku A 6v żadnego z tych problemów nie ma. Przez niemal 100 godzin pracy nowa Stiga nie miała najmniejszych problemów z nawigowaniem po jednak dość skomplikowanym ogrodzie, trzymaniem się granic czy omijaniem większości przeszkód. choćby funkcja dokaszania krawędzi z wykorzystaniem analizy otoczenia kamerą okazała się bardziej przydatna, niż początkowo sądziłem. A już na pewno bardziej sensowna i wydajna, niż próby manualnego rysowania „granic poza granicami”, co stosowałem wcześniej.
W skrócie: tak, teraz to jest naprawdę bezobsługowe. I o to chodzi.
Oczywiście nie ma rozwiązań idealnych i też Stiga Vista ma swoje – czasem zabawne – słabsze strony. Przykładowo po punktowym piaskowaniu trawnika, w miejsca, gdzie były same połacie czystego piasku, A 6v odmawiała wjazdu za wszelką cenę. Dopiero gdy piasek został lekko przysypany ziemią, robot uznał, iż jest tam już bezpiecznie.
Z drugiej strony – to chyba jedyny tak wyraźny przypadek, gdzie coś poszło nie tak (choć lepiej w tę stronę nie tak). Poza tym A 6v bardzo dobrze radzi sobie chociażby ze słupem od antresoli, krzesłami ogrodowymi czy choćby losowymi porzuconymi przedmiotami, takimi jak piłki czy klapki.
Mam też wrażenie, iż A 6v potrafi się „wyratować” kamerą w sytuacjach, w których następuje gwałtowne pogorszenie zasięgu. Mam fragment trawnika, który jest w „załamaniu” domu, do tego pod daszkiem i przy wysokim płocie. A1200 potrafiła tam czasem odrobinę zwariować. A 6v – co interesujące – też potrafi się w tym miejscu przestawić na mapie, ale jednocześnie – jak zakładam – dzięki kamerze przez cały czas przestrzega przeszkód czy naturalnych granic trawnika, żeby potem bardzo gwałtownie odnaleźć się ponownie na mapie.
Trochę mi tylko brakuje kilku dodatków smart.

Oczywiście nie oznacza to, iż A 6v nie ma żadnych smart dodatków czy rozbudowanych ustawień – wręcz przeciwnie.
Możemy ustalać wzory koszenia, kąty koszenia, wysokości koszenia (20-60 mm), czas odczekiwania po deszczu, długość startowego wyjazdu, możemy tworzyć harmonogramy, strefy, wybierać dla każdej strefy osobno, czy ma być w ogóle włączona kamera czy nie, czy robot ma omijać przeszkody, czy dojeżdżać do nich, czy ma przejeżdżać obok nich blisko, czy daleko i jak dokładnie ma kosić krawędzie (trzy opcje). Można choćby ustawić, na których odcinkach obrzeża ma być wykonywane dodatkowe dokaszanie na krawędzi/za krawędzią, a gdzie nie.
W skrócie: można tutaj ustawić niemal wszystko, a do tego muszę przyznać, iż kolejne aktualizacje od premiery nie tylko dodają nowe funkcje, ale też realnie poprawiają sposób, w jaki robot realizuje założenia dotychczas dostępnych funkcji.
Czego mi więc brakuje? Drobiazgów. Przykładowo np. funkcji automatycznego wykrywania wąskich fragmentów trawnika i zmiany kierunku koszenia w tym miejscu. Szybki przykład – mam ustawione koszenie idealnie prostopadle do ściany domu, bo wtedy robot wykonuje najdłuższe ciągłe przejazdy (szerokość koszenia – 18 cm). Jednocześnie mam wąski fragment trawnika, który jest równoległy do domu i A 6v i tak kosi go prostopadle, co sprawia, iż robot jedzie kilka centymetrów, a potem zawraca i tak w kółko.
Oczywiście wiem, iż po prosty wystarczy wydzielić ten fragment i go skonfigurować oddzielnie. Wiem to, bo sam to zrobiłem i zajęło to może 5 minut albo i mniej. Ale i tak wolałbym, żeby to całe AI zrobiło to za mnie.
Modyfikacja obszaru to zresztą jedna z większych zalet robotów z GPS RTK. I przy okazji Stigi.
Robotów z GPS RTK, bo wiadomo – nie ma żadnego przewodu, granice są wirtualne i można je przesuwać.
Stigi, bo… dwie rzeczy.
Po pierwsze – czy to wirtualne przesuwanie w aplikacji, czy fizyczne, z wykorzystaniem robota i rysowaniem nim jakiegoś fragmentu od nowa – modyfikacja obszaru koszenia jest banalnie prosta i niesamowicie wygodna. Wiem to, bo tylko w tym sezonie robiłem to kilkanaście razy, regularnie modyfikując trawnik i jego okolice. I tak, czasem wystarczyło wybrać w aplikacji odcinek, który chciałem przesunąć, kliknąć „daj go 10 cm w prawo” i było idealnie.

Po drugie, co wcale aż takim standardem nie jest, Stiga umożliwia przenoszenie stacji dokującej bez rysowania od nowa wszystkich granic i stref. Wystarczy narysować nową ścieżkę „dokującą” i już – gotowe.
Jest też coś, co w sumie trudno opisać inaczej niż wrażenie.
Nie ma to większego znaczenia z użytkowego punktu widzenia, ale jest w tym robocie – mimo jego umiarkowanej ceny – jakiś taki element wrażenia premium. Albo może po prostu dopracowania.
O co chodzi? O trudne do opisania odczucia na temat tego, jak ten robot jeździ. Nie pędzi, nie spieszy się, nie robi jakichś dramatycznie szybkich ruchów, które po chwili koryguje. Każdy ruch jest spokojny, wyliczony, składa się w jakąś spójną z resztą ruchów całość.
Tak najzwyczajniej w świecie po prostu lubię czasem wyjść z kawą na krzesło za domem i patrzeć, jak ten robot sobie jeździ.
Co bym zmienił w A 6v?

W zasadzie, to poza wspomnianymi wcześniej drobiazgami – raczej niewiele. choćby trudno mi narzekać na koszt elementów eksploatacyjnych, bo zapasowe nożyki (12 sztuk, czyli na 3 wymiany) kosztują 155 zł, więc niespecjalnie się wykosztujemy. Dalej wprawdzie przeraża mnie cena przewodów przedłużających (255 zł za 5 m, 530 zł za 15 m), ale od kiedy nie jest potrzebna stacja referencyjna, to o tych dodatkowych przewodach też nie muszę myśleć.
Może też trochę bym chciał, żeby robota dało się dodać do zewnętrznych ekosystemów, ale z drugiej strony – pracuje adekwatnie całkowicie autonomicznie, więc dałoby mi to najwyżej frajdę z ikonki „robot jedzie” w mojej ulubionej aplikacji smart dom. Co zresztą udało mi się zrobić, aczkolwiek nie było to rozwiązanie ani przesadnie łatwe, ani przesadnie eleganckie.
Ach, gdyby ktoś pytał – robot w ogóle nie potrzebuje dostępu do WiFi. Zamiast tego dostajemy pakiet komunikacyjny na 10 lat (!), więc instalacja jest naprawdę tak banalna, jak tylko może być.
Stiga A 6v – czy warto?

Napiszę może tak – o ile byłem naprawdę zadowolony z poprzedniej generacji robotów, o tyle teraz już wiem jedno. Nie tylko nie chcę już nic z przewodem ograniczającym, ale też nie chcę robota, który nie ma kamery.
Tak jest po prostu dużo lepiej, jeżeli chodzi o koszenie. I przede wszystkim – wygodniej. choćby w sytuacji, kiedy ktoś ma bardzo skomplikowany ogród z kiepskim dostępem do nieba.
Stiga A 6v – zalety
- absolutnie banalna instalacja i konfiguracja, choćby zasięg WiFi nie jest nam potrzebny;
- pakiet komunikacyjny na 10 lat;
- sensowne ceny podstawowych części eksploatacyjnych;
- kamera + GPS RTK naprawdę robią robotę, choćby w trudnych warunkach;
- bardzo rozbudowana konfiguracja wykorzystania kamery i AI podczas koszenia;
- możliwość tworzenia stref bez aktywnej kamery;
- banalne modyfikowanie obszaru koszenia, przeszkód i tym podobnych w aplikacji;
- ekstremalnie cicha praca, szczególnie jeżeli porównamy ze zwykłymi kosiarkami;
- sprawna obsługa z poziomu aplikacji i harmonogramy;
- solidne, równe koszenie, choćby na nierównym terenie;
- brak problemu z podjeżdżaniem choćby pod całkiem okazałe wzniesienia;
- niska masa – nie zostawia śladów na trawniku, choćby jeżeli dosypana ziemia nie została niczym zagęszczona (no co, pierwszy raz to robiłem);
- brak stacji referencyjnej.
Stiga A 6v – wady
- bez zaskoczenia – to jest robot dla raczej małych i średnich trawników;
- doceniłbym kilka „AI-usprawnień”, takich jak automatyczna zmiana kierunku koszenia w wąskich przejazdach;
- 18 cm szerokości koszenia trudno uznać za rekordowe (choć wystarcza);
- może chciałbym zakres koszenia powyżej 60 mm, żeby w wyjątkowo upalne dni i mieć skoszoną trawę, i zostawić jej bezpieczny zakres wysokościowy.













