
Europa ma wreszcie własnego kosmicznego giganta, który nie musi potulnie czekać, aż najważniejsze technologie przyjdą zza oceanu. ICEYE pozyskało ponad 1 mld euro finansowania i zostało wycenione na ponad 10 mld euro.
Najnowsza runda finansowania obejmuje 450 mln euro świeżego kapitału oraz dodatkową sprzedaż udziałów na rynku wtórnym, dzięki czemu całkowita wartość transakcji przekroczyła 1 mld euro. Inwestorzy wycenili ICEYE na ponad 10 mld euro. Oznacza to wejście do grona tzw. decacornów, czyli firm prywatnych wartych co najmniej 10 mld dol.
Na czele rundy stanął General Atlantic, jednak lista inwestorów pokazuje, iż nie chodzi wyłącznie o klasyczne venture capital. W finansowanie weszły także fińskie fundusze i instytucje, Qatar Investment Authority, TCV oraz Nokia.
ICEYE podaje, iż w 2025 r. osiągnęło ponad 250 mln euro przychodów i ponad 100 mln euro EBITDA, a portfel zakontraktowanych zamówień przekroczył 1,5 mld euro. To bardzo odróżnia firmę od wielu szumnych, kosmicznych obietnic, które są w tej branży na porządku dziennym. Tutaj nie ma już wyłącznie samej wizji. Są konkretne satelity, kontrakty, armie, rządy i pieniądze.
Te satelity widzą wtedy, gdy inni ślepną
Przewaga ICEYE wynika przede wszystkim z wykorzystania technologii SAR, czyli radaru z syntetyczną aperturą. Taki satelita nie robi zwykłych zdjęć optycznych. Zamiast czekać na światło słoneczne, wysyła własny sygnał radarowy w kierunku Ziemi i analizuje jego odbicie.
Dzięki temu może obserwować teren w nocy, przez chmury, dym, deszcz, pył i mgłę. Dla wojska to prawdziwy gamechanger. Przeciwnik nie zatrzymuje kolumny pojazdów tylko dlatego, iż zapadł zmrok albo pogoda popsuła się nad frontem. Satelita optyczny może wtedy mieć problem. Radarowy SAR przez cały czas widzi.
Takie systemy stały się jednym z fundamentów nowoczesnego rozpoznania. Chodzi tu przede wszystkim o sprawdzenie, czy na lotnisku pojawiły się samoloty, czy w porcie stoją okręty, czy na granicy rośnie aktywność, czy most został uszkodzony i czy jednostki przeciwnika przesuwają się w stronę frontu.
Europa nie chce już prosić o oczy z kosmosu
Europa przez lata przyzwyczaiła się do tego, iż najważniejsze zdolności kosmiczne mają przede wszystkim Amerykanie. To działało, dopóki nikt poważnie nie pytał o suwerenność danych, priorytety w czasie kryzysu i dostęp do usług wtedy, gdy sytuacja polityczna robi się niewygodna. Teraz coraz więcej państw sobie uświadamia, iż własna infrastruktura z kosmosu jest tak naprawdę swoistym ubezpieczeniem bezpieczeństwa narodowego.
Polsko-fiński startup trafił w doskonały moment. ICEYE sprzedaje nie tyle same zdjęcia satelitarne, ale całe suwerenne systemy. Państwo może kupić własną konstelację, własny segment naziemny, własne procedury i własny dostęp do danych. To zupełnie inna liga, niż proszenie kogoś z zewnątrz o obraz wtedy, gdy czas liczy się w minutach.
Polska już to sprawdziła w praktyce
ICEYE to firma, z którą nasze wojsko już współpracuje. Firma w mniej niż 12 miesięcy od podpisania umowy dostarczyła Siłom Zbrojnym RP system MikroSAR, znany jako POLSARIS. W tym czasie zbudowano i wyniesiono na orbitę 4 satelity radarowe, przeszkolono operatorów i oddano wojsku narzędzie, z którego może korzystać samodzielnie, bez oglądania się na zewnętrznych dostawców.
Tradycyjne programy satelitarne potrafią ciągnąć się latami, a bywa, iż gdy w końcu trafiają do użytku, to część pierwotnych założeń zdąży się już zestarzeć. ICEYE działa inaczej, bo stawia przede wszystkim na szybką produkcję, mniejsze satelity, częste starty i regularne aktualizacje. Dzięki temu całą konstelację można rozbudowywać stopniowo, bez czekania przez dekadę na gotowy efekt.
Polskie satelity SAR mają dostarczać obrazowanie niezależnie od pogody i pory dnia, z rozdzielczością sięgającą 25 cm. Oznacza to zdolność do obserwacji infrastruktury, granic, portów, lotnisk, jednostek wojskowych i obszarów kryzysowych bez czekania na okno pogodowe.
Konkurencja może mieć problem z tempem
ICEYE chce podwoić produkcję z około 50 satelitów rocznie do 100 rocznie od 2028 r. To liczba, która zmienia wyobrażenie o satelitach wojskowych. Dawniej państwo kupowało kilka wielkich, drogich i wrażliwych satelitów, a ich utrata była strategicznym ciosem. Teraz coraz ważniejszy staje się model roju: wiele mniejszych urządzeń, częstsze przeloty nad celem, większa odporność i szybsze uzupełnianie strat. To nie znaczy oczywiście, iż tradycyjne, duże satelity przestaną być całkowicie potrzebne. Oznacza jednak, iż w wielu zastosowaniach liczy się nie pojedynczy kosmiczny kolos, ale tempo odświeżania danych.
Miliard euro finansowania nie sprawi oczywiście, iż konkurencja zniknie. Amerykanie przez cały czas mają potężny ekosystem kosmiczny, a Chiny budują własne zdolności w skali państwowej. Jednak dzięki temu finansowaniu ICEYE może już wyjść poza etykietę obiecującego europejskiego startupu i wejść do grona najważniejszych firm sektora kosmicznego. To już gracz, który chce sprzedawać państwom własne oczy na orbicie.















