
Urząd antymonopolowy bada, czy producent Windowsa wymusza na OEM‑ach wyłączność Edge’a. Tym razem ten nie dominuje na rynku – to jednak kilka zmienia w świetle prawa.
Historia lubi się powtarzać – a w branży technologicznej wręcz uwielbia zataczać pełne koło. Gdy w latach 90. Microsoft wpakował się w największy w dotychczasowej historii IT proces antymonopolowy za wciskanie Internet Explorera wszystkim i wszędzie to wielu obserwatorów zakładało, iż firma już nigdy nie powtórzy podobnego błędu. A tymczasem mamy powtórkę z rozrywki. Déjà vu.
Brazylijski urząd antymonopolowy CADE prowadzi właśnie szeroko zakrojone postępowanie wobec Microsoftu i aż dziesięciu największych producentów komputerów. Powód? Zarzuty, iż firma z Redmond miała wykorzystywać program partnerski Jumpstart do wymuszania na OEM‑ach wyłącznego preinstalowania przeglądarki Edge na nowych komputerach z Windowsem. Brzmi bardzo znajomo.
Jumpstart brzmi dobrze dla partnerów. To jednak niezupełnie program charytatywny, co piętnuje Opera
CADE wysłał do producentów – w tym do firm Dell, HP, Lenovo, Asus, Acer, Samsung czy LG – szczegółowe zapytania dotyczące ich udziału w programie Jumpstart. Regulator chce wiedzieć m.in. ile komputerów sprzedali w latach 2020-2025, ile z nich objęto programem Jumpstart, jakie oprogramowanie mogli a jakiego nie mogli preinstalować, jakie kary lub zachęty finansowe wiązały się z nieprzestrzeganiem zasad programu i czy umowy były negocjowalne, czy raczej przedstawiane jako take it or leave it.
Innymi słowy Brazylijski regulator bada, czy Microsoft nie wykorzystywał swojej pozycji, by ograniczać OEM‑om możliwość instalowania konkurencyjnych przeglądarek – co mogłoby stanowić klasyczny przykład praktyk wykluczających.
Microsoft EdgeCała sprawa zaczęła się od skargi norweskiej Opery, która twierdzi, iż Microsoft daje Edge’owi nieuczciwą przewagę – zarówno poprzez umowy z producentami sprzętu, jak i projekt samego Windowsa, który ma stosować mechanizmy utrudniające użytkownikom zmianę domyślnej przeglądarki.
To nie pierwszy raz, gdy Opera idzie na zwarcie z gigantem z Redmond. W 2024 r. firma pozwała Komisję Europejską za to, iż Edge został wyłączony spod regulacji DMA. Teraz jednak sprawa ma potencjał, by odbić się globalnym echem – bo jeżeli CADE uzna zarzuty za zasadne to może to pociągnąć za sobą konsekwencje również poza Brazylią.
Ćwierćwiecze to najwyraźniej zbyt długi czas dla pamięci Big Techa
Przecież to przeglądarka Microsoftu była bohaterką pierwszego wielkiego procesu antymonopolowego w historii branży. W latach 90. firma była oskarżana o zmuszanie producentów komputerów do rezygnacji z Netscape’a i promowania Internet Explorera jako jedynej słusznej opcji. Sprawa zakończyła się głośnym wyrokiem i latami nadzoru regulacyjnego.
Dziś sytuacja jest inna – rynek przeglądarek jest bardziej zróżnicowany, a użytkownicy mają większą świadomość i łatwiejszy dostęp do alternatyw. Ale logika zarzutów jest zaskakująco podobna: jeżeli Microsoft wykorzystuje swoją dominującą pozycję systemu Windows, by promować własną przeglądarkę kosztem konkurencji, regulatorzy mogą uznać to za powrót do starych, niechlubnych praktyk.
Przeciętny użytkownik może wzruszyć ramionami – przecież i tak mogę pobrać Chrome’a czy Firefoksa – sprawa ma znaczenie systemowe. Preinstalacja i domyślność to potężne narzędzia wpływu. jeżeli nowy komputer uruchamia się z Edge’em, a system aktywnie zniechęca do zmiany to konkurencja ma utrudniony start. A to przekłada się na mniejszą innowacyjność, wolniejszy rozwój i mniejszą presję na poprawę jakości usług.
Temat dopiero się rozkręca, a echo tej sprawy może być głośniejsze, niż Microsoft by sobie życzył. Edge potrzebuje rozgłosu, zwłaszcza iż to całkiem udana przeglądarka. Zdecydowanie nie takiego.








