
Kolejki pod względem najbardziej irytujących rzeczy zajmują niby drugie miejsce, ale to aż, a nie tylko srebro – w końcu to naprawdę dziwne, iż w 2026 r. tak banalna kwestia musi być utrapieniem.
Według badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Cursor, dla 31 proc. ankietowanych największą zmorą dzisiejszych zakupów są palety, kartony oraz wózki z towarem, które utrudniają poruszanie się po alejkach. To też zabawne – w czasach, kiedy również logistyka jest słowem odmienianym przez wszystkie przypadki, kiedy szuka się najkrótszych, najwygodniejszych i przez to najbardziej opłacalnych dróg, bo przecież czas to pieniądz, zorientowanie się w sklepowej przestrzeni jest wyzwaniem. Tak, wyznaczenie optymalnych tras jest istotne, ale tylko w drodze z magazynu do magazynu. W sklepach panują inne realia.
Sieci serwują więc nam tory przeszkód, a z własnych obserwacji mogę dodać, iż nie dotyczy to wyłącznie dyskontu, do którego przylepiono tę łatkę i wyśmiewa się go w memach. Aż człowiek zaczyna być podejrzliwy i zastanawia się, czy to aby na pewno przypadek, iż dojście do mąki wypada tak, iż zahacza się jeszcze o dział z ciasteczkami, napojami albo innymi rozpraszaczami. Efekt jest taki, iż koszyk jest dziwnie ciężki i pełen produktów, których się w nim nie spodziewaliśmy.
Kolejki przegrywają z paletami, ale nieznacznie – 30 proc. pytanych wskazało, iż irytuje ich konieczność stania w długiej linii nim wreszcie dotrą do kas
Jak wynika z badania, częściej krew zalewa mężczyzn (na problem uwagę zwróciło 33 proc. przy 27 proc. kobietach) i młodych. Wśród osób w wieku 18-24 lata na tę kwestię poskarżyło się aż 38 proc. ankietowanych.
I wcale mnie to nie dziwi. Oburzenie jest zasadne, bo nie tak to powinno wyglądać. Doskonale zdajemy sobie sprawę, iż młodzi mają prawo być poirytowani, iż rzeczywistość nie wygląda tak, jak obiecywano to dawniej. Starsi do tych rozczarowań zdążyli przywyknąć, a niewykluczone, iż już dawno zapomnieli, iż kiedyś marzono o czymś więcej. Ale serio – w 2026 r. dalej musimy stać w kolejkach? choćby tego nam nie darowano?
Rzecz jasna już nikt nie pyta, za czym kolejka ta stoi, jak w PRL-owskim przeboju, ale nie zmienia to faktu, iż kolejki jak były, tak przez cały czas są. Czasy niedoboru, czasy przepychu – godzi je sznur ludzi czekających na to, by zapłacić za swoje zakupy. Przynajmniej można pozwolić sobie na wiele, zaspokoić najbardziej szalone potrzeby – ostatnio irytowałem się, iż mógłbym z łatwością kupić mrożoną rybę z najdalszych zakątków świata, egzotyczne owoce były na wyciągnięcie ręki, ale do suszonych polskich grzybów nie udało mi się w dyskoncie dokopać – ale i tak finisz będzie ten sam. Długi, mozolny, uciążliwy.
I to naprawdę powinno irytować, bo powinno wyjść inaczej. Obiecywano nam coś innego. Czyż kasy samoobsługowe nie miały być remedium na kolejki? Technologia jednak nie okazała się być zbawcą – może i kasujemy sami, ale to wcale nie trwa krócej.
Mało tego, coraz bardziej zaczynam wierzyć w to, iż w sklepach dziś spędza się jeszcze więcej czasu
Nie mam na to twardych dowodów, a jedynie skromne doświadczenia, które mogą prowadzić do wyciągania pochopnych wniosków, ale mam wrażenie, iż cały zakupowy proces zwyczajnie się wydłuża. Nie jesteśmy jeszcze aż tak biegli w rozpoznawaniu owoców i pieczywa, szukamy długo kodów kreskowych do zeskanowania, popełniamy błędy, które weryfikować i naprawiać musi pracownik. A iż jest jeden na ponad 10 samoobsługowych stanowisk to nie robi tego od ręki. Z nadzieją zerkamy więc w stronę nowych czujników i kamer, licząc na to, iż wreszcie się uda i nasze życie stanie się łatwiejsze, wygodniejsze, przyjemniejsze. Tylko czy na pewno?
Współczesny świat daje mnóstwo powodów zasługujących na krytyczne oceny, świadczące o naszym rozczarowaniu. Ten dowód jest mikroskopijny, rzecz niby nieistotna. Ale też bez przesady z jej marginalizowaniem, bo mowa przecież o codziennym doświadczeniu milionów rodaków. Tymczasem z opisywanego badania wynika, iż 92 proc. klientów irytuje się na mniejsze lub większe sklepowe patologie, jak wskazuje Tomasz Staszczuk, dyrektor ds. merchandisingu w Cursor.
Nawet zakupy nie mogą być bezproblemowe, choćby one muszą być źródłem problemów
Może właśnie na tym przykładzie widzimy źródło wszelkich współczesnych komplikacji. Mało komu – tak, chciałem napisać nikomu, ale mój niepoprawny optymizm i wiara się nie poddają, walcząc resztkami sił – zależy na tym, aby to nam było dobrze. To akurat jest najmniej istotne. Interes musi się kręcić, liczy się zysk, Excel świecący się na zielono. A przecież skoro kolejki się tworzą, to znaczy, iż ludzie chcą przychodzić i nie przeszkadzają im choćby palety ani inne zakupowe zmory. Optymalizacja, owszem, ale w magazynach, na drogach, z dala od wzroku klientów. Ci sobie poradzą, bo muszą. Niby gdzie pójdą?
Kolejki na lotniskach. Kolejki na szlakach. Kolejki na dworcach. Kolejki w sklepach. Kolejki do kolejek. Przyczyn tworzenia się zatorów jest wiele, kolejka kolejce nierówna, jedne wynikają z ogromnego zainteresowania, chwilowej mody, wybuchają i dziwią, inne są elementem szarej, zwykłej codzienności. To wszystko jasne. Ale i tak powinniśmy zadawać sobie pytania: czy w 2026 r., w bardzo nowoczesnym świecie, nie mamy dostępu do narzędzi, które powinny to wszystko przewidywać, analizować, planować tak, abyśmy jednak zyskiwali sekundy, a nie tracili. Wielu rzeczy, których nam obiecywano, nie dostarczono – ale chociaż coś, chociaż to!
Z rozbawieniem wracam do dawnych prognoz, gdy obawiano się, iż człowiek przyszłości (czyli my) zwariuje od nadmiaru wolnego czasu. Nie będzie wiedział, co ze sobą robić, gdy nie będzie musiał tak długo pracować, gdy będzie wyręczany we wszystkim.
Niepotrzebnie się baliście, wielcy wizjonerzy. Owszem, nudzimy się, mitrężąc czas. Tyle iż nie we własnych czterech ścianach, gapiąc się bezmyślnie w ściany, a stojąc w kolejkach.
Zdjęcie główne: tomeqs / Shutterstock

















