Mam dość powiadomień w telefonie. Ale nie jestem w stanie ich wyłączyć

konto.spidersweb.pl 21 godzin temu

Ciągłe pikanie, wibracje i ekran wybudzający się co kilka sekund – szum informacyjny przytłacza nas każdego dnia. Dlaczego mimo zmęczenia nie potrafimy wyłączyć powiadomień w telefonie i jak paraliżuje nas strach przed przegapieniem czegoś ważnego?

Mam serdecznie dość powiadomień w telefonie. Męczy mnie ten ciągły napływ wszystkiego – pikanie, wibracje na blacie biurka i ekran, który wybudza się co kilkadziesiąt sekund. Chciałbym wejść w ustawienia i wyciąć to wszystko w pień. Ale nie mogę. Gdy tylko próbuję, od razu łapie mnie FOMO, czyli lęk przed przegapieniem istotnych informacji lub wydarzeń.

Moja głowa uważa, iż każdego z tych powiadomień potrzebuję. Każdego jednego.

Dlaczego nie potrafię wyciszyć powiadomień?

Weźmy takiego Instagrama. Trzymam go na pełnych uprawnieniach, bo co, jeżeli akurat teraz wydarzy się coś ważnego? Muszę móc zerknąć na ekran i od razu sprawdzić, co się dzieje. Obok działa Meta AI. Tego też nie wyłączę, bo aplikacja jest mi potrzebna do ciągłej synchronizacji okularów z telefonem. Dalej leci Xiaomi Home – przecież muszę wiedzieć, kiedy wydarzy się coś w moim smart domu. Brzmi poważnie, a w praktyce chodzi o komunikat, iż air fryer skończył piec. Dokładnie tak samo traktuję aplikacje do robotów sprzątających DJI Home. Fakt, udało mi się wyłączyć powiadomienia w DJI Mimo, czyli apce do kamer, ale to jedyny wyjątek na długiej liście.

Screenshot
Screenshot
Różnica 10 sekund. I kolejne powiadomienie

Za to w folderze z aplikacjami miejskimi mam otwartą pełną bramkę. Uwaga: Uber, Bolt, FreeNow, Uber Eats, Wolt, Pyszne.pl. Jest tego od groma. Jak bardzo chciałbym mieć to wszystko wyciszone na co dzień, tak nie mogę tego ruszyć. Kiedy zamawiam jedzenie, coś kupuję albo jadę przez miasto, muszę widzieć na bieżąco statusy na pasku powiadomień. Przeklikiwanie się przez ustawienia systemowe za każdym razem, gdy biorę kurs albo zamawiam obiad, żeby włączyć i wyłączyć dymki dla jednej apki, nie ma sensu. Zostawiam więc włączone wszystko.

O mailach choćby nie wspominam. Mam podpiętych ponad sześć czy siedem skrzynek, a na co najmniej trzech powiadomienia muszą działać przez całą dobę. Przeraża mnie ta skala.

Ściana powiadomień po dwóch godzinach ciszy

W ostatnich dwóch dniach byłem dwa razy w kinie. Nowy Baranek Shaun jest swoją drogą świetny. Przez te półtorej, dwie godziny siedziałem w fotelu całkowicie odłączony od świata, z wyciszonym telefonem schowanym głęboko w kieszeni.

Wychodzę z seansu, włączam telefon i… Boże, sto powiadomień. Dokładniej, było ich ok. 60 z dwóch godzin, które są kompletnie bezsensowne i do niczego mi się nie przydadzą. Przewijam tę ścianę tekstu kciukiem, widzę ten śmietnik, a moja głowa i tak twardo uważa, iż wszystkich tych powiadomień potrzebuję i nie pozwala mi odpiąć żadnego z nich.

Przebodźcowanie i ciągły przesyt informacji

Straszne jest to, iż w obecnych czasach nie potrafimy się od tego odciąć. Mamy ciągły przesyt informacji i jesteśmy już tak znieczuleni tym nieustannym napływem bodźców, iż realistycznie mówiąc – sami tych powiadomień chcemy.

Na szczęście, mnie one nie odciągają od pracy. Widzę kątem oka, iż ekran się świeci, ignoruję to i robię swoje. Wiem jednak, iż u wielu osób każde pojedyncze brzęknięcie potrafi rozbić skupienie i oderwać od pracy czy jakiegokolwiek innego zajęcia. Żeby nie było: w jakimkolwiek czasie wolnym, choćby te bezdźwięczne, odwracają uwagę jak auto marki BMW o 3:00 z pierdzącym wydechem.

A o ile macie włączone powiadomienia i sprawdzacie je za kółkiem, to proszę, przestańcie jeździć. Pociąg czy autobus to sensowniejsze rozwiązanie.

Co przyniesie przyszłość?

Nie mam pojęcia, jak wyłączyć ten cały szum i jednocześnie nie czuć FOMO. Boję się tego, jak to wygląda dzisiaj, a jeszcze bardziej przeraża mnie przyszłość.

Zaraz dokładnie te same setki komunikatów będziemy mieli wyświetlane bezpośrednio przed oczami – w wyświetlaczach-okularach od Mety, w okularach, które wypuści Apple, i w sprzętach kolejnych firm. Wtedy od powiadomienia o jedzeniu czy alertu z air fryera nie uciekniemy już choćby w kinie.

Wyobraźcie sobie ten koszmar: oglądamy wzruszającą scenę w filmie, a na środku pola widzenia wyskakuje komunikat, iż za 500 metrów ma skręcić kurier z pizzą albo iż robot sprzątający utknął przez kota. Będziemy mrugać oczami, żeby odrzucić powiadomienia, gestykulować w powietrzu na przystanku autobusowym jak wariaci, próbując zamknąć wirtualne okienka, i narzekać, iż bateria w naszych smart-okularach padła tuż przed kolacją.

Przyszłość wcale nie zapowiada oczyszczenia tego chaosu – zmęczenie technologią osiągnie punkt kulminacyjny, gdy granica między nami a cyfrowym szumem zniknie. I najgorsze w tym wszystkim jest to, iż pewnie i tak kupię te okulary z wyświetlaczem w dniu premiery. I sprawdzać będę, czy przyszedł mail z pracy.

Idź do oryginalnego materiału