
MacBook Neo to komputer, którego premiera mnie uspokoiła. Nie planuję go kupować, ale jest dowodem na to, iż iPadOS nie zastąpi macOS-a. Kamień z serca.
Korzystam od ponad dekady z komputerów Apple’a i nie wyobrażam sobie lepszych maszyn do pracy. W mojej głowie zaczął jednak w ostatnich latach kiełkować niepokój o ich przyszłość. Apple wiele uwagi poświęca iPadom, a chociaż obecny na nich system operacyjny iPadOS przez cały czas nie jest w stanie w pełni zastąpić desktopowego macOS-a, to z czasem zacząłem się obawiać, czy firma z Cupertino z czasem nie uzna go za dobry półśrodek i nie zrezygnuje z konsumenckich Maków.
MacBook Neo dowodem na to, iż macOS nigdzie się nie wybiera.
Apple w ostatnich dniach zaprezentował wiele odświeżonych sprzętów. Są nimi iPhone 17e, iPad Air z Apple M4, MacBook Air z Apple M5, MacBooki Pro z Apple M5 Pro i M5 Max oraz nowe monitory z rodziny Apple Studio Display. Dzisiaj do oferty firmy z Cupertino dołączył zaś zupełnie nowy komputer, który jest całkowitą nowością ze względu na swoją konstrukcję.
fot. AppleMacBook Neo jest przy tym, przede wszystkim, tani. Apple co prawda miał już w ofercie kilka notebooków z tej najniższej półki, ale nowy różni się od nich w sposób zasadniczy – to maszyna z obudową laptopa, do której wepchano podzespoły z telefonu. Mimo to systemem operacyjnym, który na niej uruchamiamy, nie jest iOS ani jego fork w postaci iPadOS-a, tylko macOS 26 Tahoe.
Sercem komputera w bazowej wersji jest chip Apple A16 sprzed dwóch lat mający dostęp do jedynie 8 GB pamięci operacyjnej. Producent uznał, iż ta specyfikacja w pełni wystarczy, by uciągnąć oprogramowanie klasy desktopowej. Co prawda nie spodziewam się, iż odpali Cyberpunka 2077, a oprogramowanie dla profesjonalistów go pewnie zarżnie, ale to maszyna do pisania dla mas, a nie stacja robocza.
MacBook Neo z macOS-em to świetne wieści dla prosumentów.
Apple od lat dopieszcza profesjonalistów, a jego kolejne komputery kierowane w ich stronę to pasmo sukcesów. Ogromna wydajność, w tym na zasilaniu z akumulatora, a nie tylko sieciowym, w połączeniu z wysoką kulturą pracy zapewnianą przez architekturę ARM, okazała się strzałem w dziesiątkę. Kolejne iteracje chipów Apple Silicon przesuwają kolejne granice.
fot. ApplePrzyszłość systemu macOS od dawna nie wyglądała lepiej niż dziś, ale nie miałem pewności, czy dotyczy to również rynku konsumenckiego. iPady mają w końcu swojego iPadOS-a, który powstał na kanwie iOS-a i pod względem funkcjonalności goni macOS-a. Dostaliśmy z czasem system zarządzania plikami, możliwość pracy w oknach, pełnoprawny kursor, opcję podłączania zewnętrznych ekranów…
Nie zdziwiłbym się, gdyby desktopowy system docelowo stał się oprogramowaniem kierowanym wyłącznie do tzw. poweruserów, a MacBook Neo z chipem Apple A16 z iPhone’a, o którym plotki słyszeliśmy od jakiegoś czasu, dostał dotykowy ekran i pracował pod kontrolą zmodyfikowanego iPadOS-a. Na szczęście tak się nie stało. Dla mnie to dowód na to, iż macOS zostaje w segmencie konsumenckim na lata.
Apple’u, błagam: daj nam wreszcie macOS-a na iPady!
Uspokojony tym, iż macOS-a na MacBooku Neo nie zastąpiło oprogramowanie rodem z iPadów, mam do firmy z Cupertino w tej chwili tylko jedno życzenie: skoro oprogramowanie desktopowe faktycznie działa na chipach mobilnych, a nie tylko czysto teoretycznie, a do tego w iPadach montowane są te same procesory, co w laptopach, to pora na to, by tablety nie były skazane na iPadOS-a.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone marce Apple:
Z perspektywy osoby, która w domu pracuje na komputerze stacjonarnym Apple’a, a poza nim na iPadzie, optymalną sytuacją byłaby ta, w której dostałbym od firmy wybór w kwestii tego, którego systemu chcę używać. Marzy mi się albo nowa wersja macOS-a z interfejsem dotykowym, która odpala tabletowe apki mobilne, albo jakaś hybryda systemu z komputerów połączona w trzewiach z iPadOS-em.
Z mojej perspektywy byłoby to rozwiązanie idealne, bo iPad mógłby stać się moim jedynym komputerem – w wersji mobilnej z Magic Keyboard poza domem i z podłączonym monitorem w domu. Technicznie rzecz biorąc nic nie stoi na przeszkodzie, by to marzenie się spełniło. Zdaję sobie jednak sprawę, iż to marzenie ściętej głowy, bo nie jest to na rękę… producentowi, który na tych sprzętach zarabia.
Tak jak Apple premierą MacBook Neo uspokoił mnie w kwestii tego, iż macOS nie będzie zarezerwowany dla najdroższych sprzętów, tak w interesie firmy nie leży, aby iPad zastąpiły Maca. I tak jak pod kątem biznesowym to rozumiem, bo lepiej sprzedać dwa urządzenia zamiast jednego, tak żywię nadzieję, iż firma wpadnie na pomysł, co zrobić, aby Excel był syty, a użytkownik zadowolony całkowicie…
