Ludzie uciekają do galerii handlowych. Nie po zakupy, tylko po chłód

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Ludzie pytają na lokalnych grupach, czy w galerii działa klima. To nie fanaberia, tylko objaw problemu z przegrzanymi mieszkaniami.

Ostatnio widziałem, jak na lokalnej grupie ktoś pyta, czy w galerii handlowej działa klimatyzacja. Jeszcze kilka lat temu pomyślałbyś, iż pyta jakiś zblazowany snob, który boi się spocić przy wyborze t-shirtu. Dzisiaj? Dzisiaj to zdanie jest brutalną, społeczno-technologiczną diagnozą tego, co się dzieje dookoła. Ludzie nie idą tam po zakupy. Pytają o jedyne miejsce w promieniu kilku kilometrów, gdzie da się po prostu normalnie zaczerpnąć powietrza. Chłód w Polsce przestał być zachcianką. Stał się towarem deficytowym, krytyczną infrastrukturą przetrwania i brutalnym sprawdzianem z tego, jak bardzo zepsuliśmy nasze miasta.

Piekarnik z termoobiegiem na czwartym piętrze

Zaczyna się od porannego oszukiwania samego siebie. Zasłonisz rolety, zrobisz przeciąg, jakoś to będzie. Koło czternastej przestaje być zabawnie. Odpalasz wiatrak z marketu. Wiesz, co on robi? Dokładnie to samo, co termoobieg w piekarniku. Jak pisaliśmy już na Spider’s Web, wentylator fizycznie nie obniża temperatury w pokoju. On po prostu mieli to samo gorące, ciężkie powietrze, rzucając je prosto w twoją spoconą twarz.

Prawdziwy koszmar zaczyna się jednak w nocy. W betonowym bloku, na ostatnim piętrze, z oknami od południa jesteś wręcz ugotowany. Ściany oddają ciepło, które chłonęły przez cały dzień, a powietrze stoi.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) nie owija w bawełnę. W swoich oficjalnych wytycznych na czas upałów rzuca twardymi liczbami: w dzień w domu ma być poniżej 32°C, w nocy absolutnie poniżej 24°C. Dlaczego? Bo to, co nazywasz strasznym gorącem, dla twojego serca, nerek i układu krążenia jest stanem alarmowym. Ryzyko wyczerpania rośnie z każdą godziną, a udar cieplny jest coraz bliżej. Tyle teorii. A teraz idź wytłumaczyć te 24 stopnie ludziom, którym nocą termometr w sypialni pokazuje 30 kresek. Ich mieszkania z azylu zamieniły się w śmiertelne pułapki cieplne, więc uciekają.

Galeria, czyli miejski schron dla ubogich w chłód

I tu na białym koniu (a adekwatnie na potężnych agregatach chłodniczych) wjeżdża lokalne centrum handlowe. Zjawisko, z którego śmieszkujemy na forach, organizacje międzynarodowe traktują ze śmiertelną powagą. UNEP (Program ONZ ds. Środowiska) w wytycznych survivalowych na upały mówi wprost: jeżeli dom ci się przegrzewa, szukaj klimatyzowanych bibliotek, kin, centrów społecznościowych albo właśnie galerii handlowych.

W normalnych, cywilizowanych krajach funkcjonuje coś takiego jak centra chłodzenia albo schronienia klimatyczne. Publiczne, darmowe strefy, do których wchodzisz, by organizm mógł odpocząć. Badania potwierdzają (m.in. na łamach Applied Geography), iż to jedna z najtańszych i najskuteczniejszych opcji zapobiegania śmierci i powikłaniom z przegrzania. Autorzy zwracali uwagę, iż takie miejsca są jedną z najczęściej stosowanych interwencji podczas ekstremalnego gorąca, ale ich skuteczność zależy od dostępności, lokalizacji, wiedzy mieszkańców i tego, czy osoby najbardziej zagrożone faktycznie mogą do nich dotrzeć.

A w Polsce? W Polsce tę robotę za rząd odwala prywatny biznes. Galerie pomagają, owszem. Mają ławki, darmowe toalety, czasem dystrybutor z wodą. Tyle iż to są obiekty nastawione na drenaż twojego portfela. Jesteś tam mile widziany tylko tak długo, jak długo sprawiasz wrażenie klienta. jeżeli prywatna, betonowa świątynia konsumpcji staje się dla mieszkańców jedynym ratunkiem przed upałem, to znaczy, iż samorząd koncertowo oblał test z polityki miejskiej. Po prostu się na nas wypiął.

Chłód to nowa linia frontu

Upał bezlitośnie obnaża nierówności. Kto ma dom pod miastem, nowoczesnego splita na ścianie i drzewa za oknem, dla tego fala gorąca to okazja do wrzucenia fotki z drinkiem. A teraz spójrz na gościa, który wynajmuje poddasze u przedsiębiorczego landlorda. Montaż klimatyzacji? Zapomnij, wspólnota nie pozwala ingerować w elewację, a właściciel nie da ani grosza. Albo na seniora z parteru przy ruchliwej ulicy, który w nocy choćby nie uchyli okna, bo zjedzą go spaliny i ryk silników. Zaczynamy na poważnie mierzyć się z letnim ubóstwem energetycznym. Skończyliśmy płakać nad tym, kogo stać na węgiel zimą, a zaczynamy liczyć, kto ma prawo przeżyć lato bez tachykardii. Chłód to nowy przywilej.

Z drugiej jednak strony, każdy klimy mieć nie może. Jak pisaliśmy przy okazji tekstu: Polska sieć szykuje się na klimatyzatory. Mamy zapewnienie władz, rosnące zużycie klimatyzacji to duże wyzwanie dla systemu energetycznego. Międzynarodowa Agencja Energetyczna od lat ostrzega, iż chłodzenie będzie jednym z głównych motorów wzrostu zapotrzebowania na energię. W raporcie The Future of Cooling IEA jeszcze w 2018 r. pisała, iż bez działań efektywnościowych klimatyzacja może stać się ogromnym obciążeniem dla sieci, zwłaszcza w godzinach szczytu.

To jest klasyczny paradoks adaptacji. Klimatyzacja jest potrzebna, bo chroni zdrowie i życie. Ale jeżeli jedyną odpowiedzią na przegrzewające się miasta będzie prywatny klimatyzator w każdym mieszkaniu, to zrobimy z chłodu kolejny rachunek, kolejną nierówność i kolejne obciążenie systemu.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Elnur, Canva Pro

Idź do oryginalnego materiału