
Po prawie 4 latach LOT wrócił na jedną z najważniejszych tras krajowych. Ryanair odpowiedział większą liczbą rejsów i wygodniejszym rozkładem.
LOT wrócił na trasę między Krakowem a Gdańskiem z dużymi ambicjami i jeszcze większymi samolotami. Wszystkie rejsy miały wykonywać Boeingi 737 MAX 8. Minęło jednak zaledwie kilka tygodni, a przewoźnik zaczął podstawiać znacznie mniejsze Embraery. Oferta dostępnych miejsc skurczyła się o 38 proc. Ryanair najwyraźniej nie zamierzał bez walki oddawać jednej z najpopularniejszych tras krajowych.
LOT wrócił po prawie 4 latach przerwy
Bezpośrednie połączenie Kraków-Gdańsk nie jest dla LOT-u nowym eksperymentem. Nasz narodowy przewoźnik obsługiwał je od 2008 r., a ostatnie rejsy przed dłuższą przerwą wykonał w październiku 2022 r. Trasa wróciła 29 maja 2026 r. jako połączenie sezonowe, dostępne do 28 września. LOT zaplanował 4 loty tygodniowo – w poniedziałki, czwartki, piątki i niedziele. Podróż miała trwać około 1 godz. i 15 min, dzięki czemu samolot stał się ciekawą alternatywą dla całodziennej jazdy samochodem albo kilku godzin spędzonych w pociągu.
Początkowe plany wyglądały naprawdę okazale. Wszystkie 71 rotacji, czyli lotów z rejsem powrotnym, miały być wykonywane Boeingami 737 MAX 8. To samoloty mogące zabrać około 180 pasażerów, znacznie większe od regionalnych odrzutowców, które zwykle kojarzymy z krajową siatką LOT-u.
Łącznie przewoźnik chciał zaoferować około 26,8 tys. miejsc. Innymi słowy, zakładał, iż w wakacje pomiędzy 2 największymi miastami turystycznymi Polski będzie można wozić całkiem pokaźne tłumy.
Jak pisaliśmy w tekście: LOT tańszy od Pendolino? Sprawdzam nową trasę nad morze, pierwsze ceny wyglądały bardzo zachęcająco, szczególnie dla osób kupujących bilety z wyprzedzeniem. Zapowiadała się fajna walka samolotu z koleją, samochodem i oczywiście z Ryanairem.
Zamiast Boeingów będą znacznie mniejsze Embraery
Rzeczywistość gwałtownie jednak zweryfikowała rozkładowy optymizm. LOT nie usunął trasy i nie zmniejszył liczby dni, w których lata, ale zaczął podmieniać samoloty. Boeingi wykonają ostatecznie tylko 11 z 71 zaplanowanych rotacji. Pozostałe rejsy przejmą Embraery E175, E190, E195 oraz najnowsze E195-E2. W zależności od wersji zabierają one od około 80 do 136 pasażerów, a więc zauważalnie mniej niż 737 MAX.
W efekcie liczba dostępnych miejsc spadnie z około 26,8 tys. do 16,7 tys. LOT wycofał więc z rynku ponad 10 tys. foteli, redukując swoje oferowanie o 38 proc. Przewoźnik przez cały czas lata 4 razy w tygodniu. Pasażer nie musi nagle szukać innego dnia podróży, ale w sprzedaży znajduje się znacznie mniej biletów.
Podstawienie mniejszej maszyny jest w lotnictwie zupełnie normalnym ruchem. Linie analizują rezerwacje i dopasowują samolot do rzeczywistego zainteresowania. Lepiej wysłać wypełnionego Embraera niż Boeinga, w którym kilkadziesiąt foteli pozostanie pustych. Problem polega na skali korekty. Gdy oferta kurczy się o ponad 1/3 już w pierwszym sezonie po powrocie, oznacza to, iż początkowe założenia były po prostu zbyt optymistyczne.
Ryanair lata częściej i nie znika po wakacjach
LOT wrócił na trasę, na której Ryanair zdążył się już bardzo wygodnie urządzić. Irlandzka linia w okresie letnim lata między Krakowem a Gdańskiem 6 razy w tygodniu, czyli niemal codziennie z wyjątkiem soboty.
We wrześniu liczba rejsów spada do 5 tygodniowo, ale w październiku Ryanair planuje choćby 6-7 lotów. Zimą połączenie przez cały czas pozostanie w rozkładzie i będzie obsługiwane 4 razy w tygodniu.
LOT ma więc w tym momencie dwa problemy. Pierwszym jest sama częstotliwość. Ryanair daje pasażerom więcej dni i godzin do wyboru, co ma ogromne znaczenie na trasie krajowej. Osoba lecąca na weekend, spotkanie biznesowe albo rodzinne wydarzenie często nie może przesunąć wyjazdu o dzień tylko dlatego, iż akurat wtedy lata jej ulubiona linia.
Drugim problemem jest całoroczność. LOT zakończy operacje pod koniec września, podczas gdy Ryanair pozostanie na trasie. Pasażerowie przyzwyczajają się więc do rozkładu konkurenta, jego aplikacji, zasad bagażowych i cen. Kiedy LOT wróci w kolejnym sezonie (o ile wróci) ponownie będzie musiał zdobywać klientów praktycznie od początku.
Ryanair poprawił też godziny lotów. Połączenie nie jest już ograniczone wyłącznie do późnego wieczoru i nocy, które bywały mało wygodne dla części podróżnych. To istotna zmiana, bo na krótkiej trasie sam czas przelotu jest podobny u obu przewoźników. Prawdziwa walka odbywa się więc rozkładem i ceną.
To jedna z najpopularniejszych tras krajowych
Słabszy od oczekiwań popyt LOT-u nie oznacza, iż Polacy nie chcą latać między Krakowem a Gdańskiem. Wręcz przeciwnie. W zestawieniach wyszukiwań krajowych połączeń lotniczych ta trasa potrafiła zajmować 1. miejsce.
Jak pisaliśmy w tekście: Zamiast auta czy pociągu Polacy wolą samolot. Ranking krajowych tras lotniczych, połączenie Gdańsk-Kraków wyprzedzało pod względem zainteresowania choćby część tras prowadzących do Warszawy.
Problemem nie jest więc brak rynku, ale sposób, w jaki został podzielony. Ryanair przez niemal 4 lata nie musiał walczyć z bezpośrednim połączeniem LOT-u. Mógł zbudować rozpoznawalność i przyzwyczaić pasażerów do swojej obecności. Narodowy przewoźnik wrócił później, sezonowo i z mniejszą liczbą rejsów.
LOT oferuje wprawdzie produkt sieciowy, program lojalnościowy, możliwość nadania bagażu i standard obsługi różniący się od taniej linii. Na trasie trwającej kilka ponad godzinę wiele osób patrzy jednak głównie na 3 rzeczy: cenę, godzinę wylotu i dostępność konkretnego dnia.
Tu Ryanair ma bardzo mocne karty. Ma bazy zarówno w Krakowie, jak i Gdańsku, dużą liczbę Boeingów oraz rozbudowaną siatkę, dzięki której łatwiej przesuwać samoloty i układać rotacje. LOT musi natomiast godzić krajowe połączenie z obsługą własnego hubu w Warszawie oraz rozwijaną siatką międzynarodową.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: M-Production, Shutterstock













