Lekki laptop ze świetną baterią, ale i pewnymi kompromisami. Recenzja Acer Swift Air 14

2 godzin temu

Rynek stosunkowo przystępnych cenowo, smukłych laptopów dawno nie był tak gorący. Kiedy Apple pokazało „budżetowego” MacBooka Neo, producenci sprzętów z Windowsem musieli gwałtownie odpowiedzieć. Jednym z najciekawszych graczy w tym wyścigu jest nowy Acer Swift Air 14 (SFA14-I31). Na papierze ma wszystko, by odnieść sukces: aluminiową obudowę, świetny zestaw portów, ekran 120 Hz i genialną baterię. Ale jak wypada w codziennym użytkowaniu?

W skrócie to sprzęt, który po wyjęciu z pudełka robi naprawdę dobre wrażenie, choć nie jest wolny od kompromisów. Po więcej zapraszam do lektury!

Ile nowy Acer Swift Air 14 kosztuje w Polsce? Cena i specyfikacja techniczna

Tego laptopa już możecie kupić w naszym kraju, a trafił on do sklepów w dwóch dwóch odważnych wersjach kolorystycznych – zielonej i różowej. Do wyboru mamy też dwa warianty sprzętowe:

  • Wersję z Intel Core 5 320, 8 GB RAM i 512 GB SSD, wycenioną w oficjalnym sklepie producenta na 3999 zł
  • Wersję z Intel Core 7 350, 12 GB RAM i 512 GB SSD, wycenioną w oficjalnym sklepie producenta na 5299 zł.

W moje ręce trafił ten pierwszy wariant, więc to właśnie jego miałam okazję testować. Jego pełną specyfikację zostawiam Wam do wglądu poniżej.

Acer Swift Air 14 – specyfikacja techniczna:

Aluminiowa obudowa i niska masa. Tańszy laptop nie musi wyglądać biednie

Mój pierwszy kontakt z Acerem Swift Air 14 oceniam bardzo pozytywnie. Producent postawił tu bowiem na aluminiową konstrukcję (wykonaną metodą diamentowej obróbki CNC), która waży zaledwie 1,19 kg przy wymiarach 314 × 223 × 18 mm. Laptop jest więc minimalnie lżejszy od MacBooka Neo (ok. 1,22 kg) i naprawdę wyobrażam sobie codzienne wożenie go na uczelnię czy do pracy. Bez problemu mieści się w torbie, na stoliku w pociągu i nie ciąży na plecach.

Oczywiście nie jest to pancerne aluminiowe unibody znane z droższych konstrukcji. Obudowa ma nieco mniejszą sztywność – przy mocniejszym chwycie czy próbie lekkiego skręcenia bazy można wyczuć uginanie się materiału, ale w tej klasie sprzętu trudno jednak uznać to za dyskwalifikującą wadę.

Zapewne są tu miłośnicy czarnych lub srebrnych obudów, ale mnie bardzo spodobało się to, iż dostałam różowego laptopa. Zawsze jest to sprzęt, który jakoś się wyróżnia. jeżeli lubicie bardziej stonowane kolory, to wygląda na to, iż wariant zielony dość subtelny odcień zieleni.

Jeśli chodzi o porty, to tu producent nie zmusił nas kompletnie do noszenia ze sobą przejściówek. Ten laptop ma dwa pełnoprawne porty Thunderbolt 4 (USB-C), które można wykorzystywać także do ładowania, pełnowymiarowe złącze USB-A 3.2 Gen 1 oraz gniazdo audio jack 3,5 mm. Adaptera będą potrzebować przede wszystkim Ci, którzy chcieliby podłączyć to urządzenie do monitora z użyciem klasycznego kabla HDMI.

Za komunikację bezprzewodową odpowiadają moduły Wi-Fi 6E oraz Bluetooth 5.3, a nad ekranem znalazła się kamerka 1920 × 1200 px ze wsparciem dla logowania twarzą przez Windows Hello. To bardzo przydatna funkcja, bo dzięki niej przy uruchamianiu systemu nie trzeba wpisywać hasła. Miłośnicy prywatności powinni jednak wiedzieć, iż kamerka ma fizyczną zasłonę.

Ekran 120 Hz i wygodna klawiatura, ale o pracy w pełnym słońcu zapomnij

Acer w miarę nie oszczędzał przesadnie na elementach, z którymi obcujemy przez cały czas, a przynajmniej starał się tego nie robić. Klawiatura ma przyjemny, głęboki skok, wyraźny punkt aktywacji i dobrą stabilizację klawiszy, dzięki czemu świetnie sprawdza się jako mobilna „maszyna do pisania”. Nie brakuje w niej też podświetlenia. Towarzyszy jej duży, pokryty szkłem touchpad, który precyzyjnie odczytuje gesty i klika dość przyjemnie.

Sam wyświetlacz to 14-calowy panel IPS o proporcjach 16:10 i rozdzielczości 1920 × 1200 pikseli (WUXGA). Jego największą zaletą jest odświeżanie na poziomie 120 Hz ze wsparciem dla VRR (zmiennej częstotliwości odświeżania) oraz 100-procentowe pokrycie przestrzeni sRGB. Przewijanie stron i animacje systemowe wyglądają dzięki temu znacznie płynniej niż na 60-hercowych ekranach. Gdzie jest haczyk? W jasności maksymalnej. 350 nitów wystarcza w pomieszczeniach i w pociągu, ale przy ostrym świetle słonecznym ekran bywa po prostu zbyt ciemny. Na szczęście powierzchnia jest tu matowa, a nie błyszcząca, bo wyświetlacz przynajmniej nie zamienia się w jasnym otoczeniu w lustro.

Muszę też przyznać, iż choćby w 14-calowym ekranie rozdzielczość WUXGA jest dla moich oczu nieco zbyt niska. Osobiście preferowałabym laptop z ekranem o rozdzielczości WQXGA, czyli 2560 x 1600 pikseli.

Nowy procesor Intel Wildcat Lake i 8 GB RAM w 2026 roku. Jak to działa w praktyce?

Sercem bazowego modelu jest układ Intel Core 5 320 z rodziny Wildcat Lake, wyprodukowany w zaawansowanym procesie litograficznym Intel 18A. Choć technologia wykonania brzmi dumnie, to w praktyce jest to jednostka stricte budżetowa i niskonapięciowa – wyposażona w zaledwie 2 rdzenie Performance oraz 4 rdzenie Low Power Efficient (bez obsługi wielowątkowości), wspierana przez układ NPU oraz bardzo podstawowy, dwurdzeniowy układ graficzny.

Pod względem surowej mocy obliczeniowej układ ten plasuje się w okolicach mobilnego procesora Apple A18 Pro, który napędza MacBooka Neo. Oznacza to jedno: to sprzęt stworzony do przeglądania sieci, obsługi pakietu biurowego, poczty i oglądania wideo. O graniu w cokolwiek bardziej wymagającego czy sprawnym montażu wideo nie ma tu mowy.

Nie pomaga tu fakt, iż w tańszej wersji procesor pracuje tylko z 8 GB pamięci RAM, a w 2026 roku to bardzo mało, a przynajmniej w przypadku systemu Windows. Jeszcze podczas pracy z tekstem czy oglądaniu treści wideo laptop radzi sobie jak najbardziej w porządku, ale multitasking jest tu utrudniony. To nie sprzęt dla tych, którzy lubią mieć otwarte multum kart w Chrome.

Największy wróg tego laptopa? Oprogramowanie

Nie zrozumcie mnie źle. Nie należę do tych, które uważają Windowsa 11 i Windowsa w ogóle za zło wcielone. To według mnie bardzo dobry system, bogaty w przydatne funkcje i sam w sobie wcale nie tak zasobożerny. Problemem na wielu laptopach i tym także jest jednak to, co systemowi towarzyszy.

W konfiguracji z 8 GB RAM-u i budżetowym procesorem każdy megabajt pamięci i każdy cykl procesora są na wagę złota. Tymczasem po pierwszym uruchomieniu i konfiguracji użytkownik musi przebić się tu przez ścianę zbędnych powiadomień, także reklamowych, oraz szereg preinstalowanych aplikacji i usług działających w tle. W stanie po wyjęciu „prosto z pudełka” komputer potrafi zatem wyraźnie zamulić i zająć lwią część zasobów, zanim jeszcze uruchomimy przeglądarkę.

Acer po prostu przesadził tu z preinstalowanymi aplikacjami. Programów ze słowem „Acer” w nazwie jest tu mnóstwo, a do tego pozostało zbędny antywirus McAfee, który wyświetla irytujące banery i chociażby ExpressVPN.

Jedna z większych zalet, czyli bateria na 20 godzin

W tej kwestii Acer Swift Air 14 na pewno dowozi. Połączenie energooszczędnego układu Wildcat Lake z całkiem sporym akumulatorem o pojemności 70 Wh daje bardzo dobre rezultaty.

Ten laptop pod umiarkowanym obciążeniem bez trudu może cały dzień i jeszcze kawałek, a jeżeli obniżycie jasność ekranu i będziecie wykonywać zadania przede wszystkim przeglądarkowo-biurkowe, wyciągniecie z niego choćby 20 godzin pracy. Co ważne, zaskakująco dobrze spisuje się tu również tryb uśpienia, bo gdy na kilka dni zamknęłam pokrywę laptopa, nie zniknął ani jeden procent naładowania, a to w przypadku Windowsa bywa loterią.

Niestety do zestawu z tym sprzętem nie jest dołączona ładowarka, ale jako iż ładowanie odbywa się tu przez złącze USB-C, to w dobraniu do niego zasilacza macie sporą dowolność. Ja użyłam jednej ze 100-watowych ładowarek, które miałam w domu, i przekonałam się, iż tego laptopa można naładować do 50% w 30 minut, a do 100 procent w około 1,5 godziny.

Podsumowanie. Czy warto kupić Acer Swift Air 14?

Acer Swift Air 14 to laptop pełen kontrastów, ale w ogólnym rozrachunku jest to naprawdę udana konstrukcja. Pod względem czysto sprzętowym producent odrobił pracę domową: dostajemy tu lekką, aluminiową obudowę w przyciągających wzrok kolorach, wygodną klawiaturę, rewelacyjny czas pracy na baterii oraz zestaw portów, przy którym posiadacze MacBooka Neo mogą tylko westchnąć z zazdrości. Matowy ekran 120 Hz również spisuje się dobrze na co dzień, choć do pełni szczęścia zabrakło mi nieco wyższej rozdzielczości i lepszej jasności maksymalnej.

Największym problemem testowanego przeze mnie wariantu za 3999 zł okazało się połączenie skromnych 8 GB pamięci RAM z ogromną liczbą preinstalowanych śmieciowych aplikacji. Acer zdecydowanie przesadził z dodatkowymi programami, przez co zaraz po wyjęciu z pudełka trzeba poświęcić dłuższą chwilę na odinstalowanie zbędnego balastu.

Dla kogo jest ten sprzęt? jeżeli szukasz zgrabnej, mobilnej „maszyny do pisania” na uczelnię, do pociągu czy do pracy z dokumentami i zależy Ci na tym, by zapomnieć o noszeniu ze sobą ładowarki oraz przejściówek – Acer Swift Air 14 sprawdzi się świetnie. Musicie tylko pamiętać o dwóch rzeczach: po pierwszym uruchomieniu czeka Was małe sprzątanie systemu, a przy wymagającym multitaskingu 8 GB RAM-u gwałtownie przypomni o swoich granicach. Z kolei dopłata aż 1300 zł do wariantu z 12 GB RAM (5299 zł) wydaje się już mało opłacalna, bo w tym budżecie konkurencja potrafi zaoferować znacznie wydajniejsze podzespoły.

Mocne strony:

  • Bardzo dobry czas pracy na baterii
  • Szybkie ładowanie przez USB-C
  • Praktyczny zestaw portów
  • Lekka, zgrabna obudowa
  • Atrakcyjny różowy wariant kolorystyczny
  • Wygodna, podświetlana klawiatura i niezły touchpad
  • Matowy ekran z odświeżaniem do 120 Hz
  • Kamerka z fizyczną zaślepką i Windows Hello

Słabe strony:

  • Duża ilość preinstalowanego bloatware’u
  • Tylko 8 GB RAM w wersji bazowej
  • Dość skromna wydajność procesora Intel Core 5 320
  • Przeciętna jasność maksymalna ekranu i rozdzielczość tylko na poziomie WUXGA
  • Brak zasilacza w zestawie
HUAWEI MatePad Pro Max – recenzja. Ten tablet to gigant lekki jak piórko
laptopy
Idź do oryginalnego materiału