
Kulinarni youtuberzy już grzeją aparaty i kamery, ale czy pojawienie się sieciówki rzeczywiście będzie i powinno być wielkim wydarzeniem?
Taco Bell poinformował o wejściu na polski rynek. A w zasadzie to mowa tu powrocie, bo sieć już u nas była. Otwarty w 1993 r. lokal nie przetrwał zbyt długo i zaledwie po kilku miesiącach zniknął z warszawskiego kulinarnego krajobrazu. Wydaje się, iż wtedy mogło być dużo łatwiej, bo wszystko, co zachodnie, robiło znacznie większe wrażenie. Do tego zresztą jeszcze przejdziemy.
Pierwsza próba była tak krótka, iż może choćby nie powinno zaliczać się jej jako pełnoprawnego wejścia na polski rynek. Teraz plany są dużo ambitniejsze i zakładają dłuższą obecność. Nowy lokal sieć otworzy jeszcze w 2026 r., w czwartym kwartale, a w planach już są kolejne lokalizacje.
– Polska to atrakcyjny rynek dla rozwoju Taco Bell w Europie. Widzimy rosnące zainteresowanie nowymi, wyróżniającymi się konceptami gastronomicznymi i jesteśmy przekonani, iż charakterystyczne menu dobrze odpowie na oczekiwania polskich konsumentów. Doświadczenie operacyjne AmRest oraz bardzo dobra znajomość lokalnego rynku sprawiają, iż jest on dla nas idealnym partnerem do budowania marki w Polsce – mówi Ian Cranna, General Manager Taco Bell Europe.
W prasowym komunikacie zapowiedziano, iż w Polsce marka zaoferuje swoje najbardziej rozpoznawalne produkty: burrito, tacos, quesadille i „inne pozycje obecne w globalnym menu sieci”.
– Taco Bell jest jedną z najpopularniejszych restauracyjnych brandów wśród generacji Z, przyciągając klientów nowym podejściem do kategorii i atrakcyjną ofertą. Jesteśmy przekonani, iż kultowe menu – od tacos po wrapy i burrito – spotka się z zainteresowaniem konsumentów poszukujących wyrazistych smaków, przystępnych cen i wysokiej jakości – mówi Luis Comas, CEO AmRest.
I pewnie może tak być, choćby z samej ciekawości, aby zobaczyć „kultowy fast food”, którego przez lata nie było w Polsce. Ustawią się kolejki, a filmiki z recenzji menu będą zdobywały setki tysięcy wyświetleń? Obawiam się, iż tak.
Dlaczego „obawiam się”?
Nic mi do tego, kto co je, gdzie, jak, kiedy. Ważne, iż mu smakuje. Z pewnym zaskoczeniem obserwuję jednak reakcje na pojawienie się znanych, zagranicznych sieciówek w Polsce. Kiedy w Łodzi otwierał się Popeyes, tłumy zgromadziły się na wiele godzin przed otwarciem. Czekano kilkanaście godzin aż otworzą się wrota. Jasne, dla pierwszych smakoszy czekały nagrody, ale czy naprawdę tylko fanty były powodem aż tak dużej ekscytacji? Czy może chodziło o zasmakowanie słynnej, niedostępnej wcześniej marki?
Podobnie było zresztą w 2023 r. w Warszawie, kiedy sieć otworzyła swój lokal w Złotych Tarasach.
I tak jest za każdym razem, kiedy jakaś zagraniczna marka decyduje się otwierać punkt w Polsce. Spójrzcie, jak opisywane i relacjonowane są tego typu przedsięwzięcia. Ile mocji budzą kebaby i burgery z Berlina, pizzeria z Neapolu we Wrocławiu, amerykańska sieć w Łodzi – za każdym takim ogłoszeniem przechodzi przez ciała dreszczyk podniecenia.
Z jednej strony to rozumiem, bo sam jestem interesujący nowych miejsc i kuchni. Ale jednocześnie jest w tym jakiś… kompleks? Docenili nas! Wreszcie i u nas! Jakbyśmy ciągle potrzebowali dowodów na to, iż nie jesteśmy w tyle. Potwierdzenia, iż w końcu nas zaakceptowano i posadzono przy stole. Albo przy ekranie służącym do zamawiania przekąsek.
Jeszcze jeden dowód na to, iż kręcimy się w kółko, wszystko już było, a nas czeka tylko odtwarzanie minionych wydarzeń
Wielu chce przeżyć coś wyjątkowego, być na początku, doświadczyć przełomu – nawet, jeżeli dotyczy otwarcia sieci fast foodowej.
Kiedy w czerwcu 1992 r. w Warszawie otworzył się pierwszy w kraju McDonald’s, na inauguracji była poetka Agnieszka Osiecka i trener tysiąclecia Kazimierz Górski. Wstęgę przecinał Jacek Kuroń, ówczesny minister pracy i polityki społecznej.
Bardzo dziękuję. Dzieci za to dostały od państwa 40 mln zł [mowa o kwocie sprzed denominacji, czyli równowartości 4 tys. zł], od centrali McDonald’s – 3 tys. dolarów i dwa przeloty do Ameryki i z powrotem. Mogę to przecinać parę razy dziennie – oświadczył Kuroń, cytowany przez „Gazetę Stołeczną”.
Czy to podejście nie tłumaczy, skąd w nas taka ślepa wiara w zagraniczne korporacje i zachwyt nad wszystkim, co robią?
Nie zmienia faktu, iż pewnie to było prawdziwe wydarzenie. W ciągu kilkunastu godzin obiekt odwiedziło ponad 45 tys. osób. „Z wynikiem 13 304 Polacy ustanawiali rekord świata w liczbie transakcji w dniu otwarcia” – wspominała sieć.
Polacy byli wygłodniali wszystkiego, co zachodnie – nowe, wcześniej niedostępne, kojarzące się z odległym światem. Pierwszy McDonald’s był znakiem „nadchodzących zmian społecznych i gospodarczych”, jak wspominała po 30 latach od otwarcia Polska Agencja Prasowa.
Wtedy – można było to jeszcze zrozumieć, choć obecność ówczesnych sław, a choćby ministrów na otwarciu punktu zagranicznej korporacji mimo wszystko po latach szokuje. Inne czasy. Pewnie inaczej bym śpiewał, gdybym miał wtedy kilka lat więcej i mógł spróbować, jak smakuje zachód bez wyjazdu z własnego kraju.
Ale dziś? Naprawdę nie rozumiem, skąd tyle ekscytacji przy debiutach kolejnych sieciówek wchodzących na polski rynek. Nie umiem tego wytłumaczyć powiewem zachodu, skoro tym powietrzem oddycha się na co dzień, ani ciekawością, jeżeli ma się dostęp do wielu bardziej intrygujących doświadczeń.
Może ten głód lepszego, zachodniego świata przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Niby nie mamy się czego wstydzić, nie brakuje świetnych lokali, to do nas przyjeżdża się skosztować ciekawej, oryginalnej, nieznanej nigdzie indziej kuchni. A mimo to i tak ustawią się kolejki do fast foodu z tacosami, choć pewnie w wielu polskich miastach istnieją porządne restauracje serwujące meksykańskie dania.
Rozumiem, czym kusi nostalgia, sam niejednokrotnie – pewnie za często – jestem jej łatwą ofiarą
Wolałbym jednak, żeby odtwarzanie lat 90. pozbawione było tego kompleksu, poczucia niższości, wstydu, iż jest się z innego świata.
Być może się zdziwię i powrót Taco Bell do Polski nie wywoła aż takiego poruszenia. Mam jednak wrażenie, iż będzie jak w przypadku wielu innych znanych sieciówek, które w ostatnim czasie w Polsce się pojawiły i reakcja na ich wejście była przesadnie ekstatyczna. Nie życzę nikomu niepowodzenia, niech się ludzie cieszą, jeżeli im smakuje. Mam tylko poczucie, iż ciągle siedzi w nas to poczucie odstawania. A naprawdę nie ma powodu. Fetowanie kolejnej zagranicznej sieciówki znanej z filmów i seriali? Zostawmy to w latach 90.













