Kropka kwantowa kropce nierówna. Jak nie dać się nabrać na marketingowe hasła przy zakupie telewizora?

4 godzin temu

Technologia Quantum Dot (kropki kwantowe) stała się rynkowym standardem w telewizorach klasy premium.

Problem w tym, iż dla wielu producentów to dziś wyłącznie chwytliwe hasło marketingowe. Półki sklepowe uginają się od ekranów „QLED”, jednak w praktyce sposób implementacji tej technologii drastycznie się od siebie różni. Wyjaśniamy, na co zwracać uwagę, by nie kupić kota w worku.

Kropki kwantowe to w dużym skrócie półprzewodnikowe nanocząsteczki, które po naświetleniu emitują niezwykle czyste i nasycone barwy. To dzięki nim współczesne telewizory potrafią wyświetlać tak realistyczny obraz i zachowywać głębię detali w jasnych scenach HDR. Sęk w tym, iż w pogoni za niższymi kosztami produkcji, na rynku pojawiło się wiele urządzeń, które nazywają się „kwantowymi” nieco na wyrost.

Pełna warstwa kontra tanie mieszanki

O końcowej jakości obrazu decyduje nie sam fakt użycia kropek kwantowych, ale to, jak zostały zintegrowane z matrycą. Według Samsunga pełna warstwa kropek kwantowych nałożona na podświetlenie z niebieskich diod LED pozwala uniknąć utraty światła i gwarantuje precyzyjne, czyste odwzorowanie barw.

Swoją drogą, czy wiedzieliście, czemu podświetlenie jest z niebieskich diod LED? Fotony drgające z częstotliwością odpowiadającą barwie niebieskiej mają największą energię spośród fotonów pasma widzialnego dla ludzkiego zmysłu wzroku. Uderzenie fotonu z podświetlenia w nanocząstkę, właśnie w ową kropkę kwantową, powoduje zmianę stanu energetycznego i emisję fotonu o niższej energii co odpowiada np. barwie zielonej (niższa energia od niebieskiego), czy czerwonej (najniższa energia w paśmie widzialnym). Co decyduje o długości fali fotonu emitowanego po uderzeniu w kropkę kwantową? To proste, wielkość kropki.

Jak to wygląda u tańszej konkurencji? Często producenci stosują rozwiązania hybrydowe, łącząc kropki kwantowe z tańszymi materiałami (np. luminoforem), co spotyka się na przykład w prostszych telewizorach LCD z filtrem Quantum Dot. W efekcie separacja kolorów ulega zaburzeniu, barwy zaczynają się ze sobą mieszać, a ich intensywność i klarowność zauważalnie spada. Na papierze telewizor przez cały czas posiada dumną naklejkę „Quantum Dot”, ale w rzeczywistości nie oferuje pełni możliwości tej technologii. Zwykły luminofor to nie nanocząstki, fizyki nie oszukamy.

Szukaj certyfikatów, nie tylko obietnic

Aby ułatwić konsumentom odróżnienie pełnoprawnej technologii od marketingowych zapewnień, na rynku pojawiły się niezależne certyfikaty. Instytut badawczy TÜV Rheinland przyznaje wybranym matrycom oznaczenie „Real Quantum Dot Display”.

Podczas rygorystycznych testów sprawdzane jest między innymi spektrum światła emitowanego przez ekran. Certyfikat otrzymują tylko te urządzenia, które potrafią wyraźnie odseparować od siebie światło czerwone, zielone i niebieskie, co jest najważniejsze dla wiernego odwzorowania kolorów. Wymogi te spełniają na przykład czołowe modele z portfolio Samsunga (serie Neo QLED 8K i 4K), które dodatkowo posiadają certyfikację PANTONE potwierdzającą wierność wyświetlanych barw.

Warto również zwrócić uwagę na kwestie bezpieczeństwa i ekologii. Wiele tanich matryc na rynku wciąż wykorzystuje szkodliwe pierwiastki. Warto wiedzieć, iż na przykład technologia kropek kwantowych rozwijana od lat przez firmę Samsung jest całkowicie wolna od toksycznego kadmu, co zostało oficjalnie potwierdzone przez międzynarodową organizację badawczą SGS.

Wniosek przed zakupem nowego ekranu do salonu jest prosty: sama naklejka QLED na pudełku to dziś za mało. O prawdziwej jakości decyduje budowa panelu i niezależne certyfikaty.

Samsung liderem rynku telewizorów od 20 lat. Nowe dane Omdia

Jeśli artykuł Kropka kwantowa kropce nierówna. Jak nie dać się nabrać na marketingowe hasła przy zakupie telewizora? nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału