Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje na rychły koniec komputerów osobistych, a przynajmniej w znanym do dziś kształcie. Fatalna sytuacja na rynku dysków SSD, pamięci RAM DDR5 i kart graficznych wymusza na producentach urządzeń kontrowersyjne decyzje. Wygląda na to, iż konsumentów czeka powrót laptopów z 4 GB pamięci RAM.
Wracają laptopy z 4 GB RAM. To najgorszy efekt boomu na AI
Producenci laptopów już dłuższy czas temu zrezygnowali z konfiguracji wyposażonych w zaledwie 4 GB pamięci RAM. Entuzjaści elektroniki użytkowej przyjęli to rzecz jasna niemałym zadowoleniem. Wszystko wskazuje jednak na to, iż w związku z globalnymi zawirowaniami notebooki takie zaliczą triumfalny powrót. Niemiecki oddział Acer przy okazji premiery nowych układów Qualcomm Snapdragon C poinformował o debiucie wyposażonych w nie laptopów Acer Aspire Go 15. Konfiguracje mają zawierać „do 8 GB pamięci RAM”. Dopisek „do” z pewnością nie jest przypadkowy – to najwydajniejsza konfiguracja.
Źródło: AcerWedług Microsoftu do uruchomienia systemu Windows 11 wystarczy 4 GB pamięci RAM. Spróbujcie jednak uruchomić na komputerze wyposażonym w taką ilość pamięci przeglądarkę internetową Google Chrome i jakikolwiek inny program. Dowiecie się wtedy, czym jest cierpienie wynikające z korzystania z tego rodzaju sprzętu. Nie wiem, dlaczego ktokolwiek miałby z własnej nieprzymuszonej woli kupić taki komputer. Wiem jednak, dlaczego producenci decydują się na ich produkcję. Ceny pamięci RAM DDR5, także dla laptopów, wzrosły kilkukrotnie.
Tani komputer osobisty przestaje być oczywistością
Problem z potencjalnym powrotem laptopów z 4 GB pamięci RAM nie polega wyłącznie na tym, iż ktoś znowu próbuje sprzedać konsumentom sprzęt ledwie spełniający minimalne wymagania Windowsa. To raczej objaw znacznie większej choroby rynku PC. Komputery osobiste przez lata miały jedną podstawową przewagę nad wieloma innymi kategoriami elektroniki: dało się je kupić, rozbudować, naprawić i sensownie używać przez długi czas. Dziś ten model zaczyna trzeszczeć. Właśnie na ten problem zwraca uwagę Gamers Nexus w swoim obszernym materiale o kryzysie komputerów osobistych.
W tle są nie tylko wysokie ceny kart graficznych, ale też rosnące koszty pamięci RAM, nośników SSD, podzespołów i gotowych zestawów. Gdy infrastruktura AI pochłania ogromne ilości pamięci i mocy obliczeniowej, konsument zaczyna przegrywać walkę o dostęp do tych samych zasobów. Producenci centrów danych kupują dużo, płacą dużo i gwarantują dostawcom większe marże. Zwykły użytkownik, który chce kupić tani laptop do szkoły, pracy biurowej albo przeglądania internetu, staje się w tym układzie klientem drugiej kategorii.
Efekty widać coraz wyraźniej. Team Group ostrzega, iż ceny pamięci DRAM i SSD przez cały czas będą rosły, a powodem jest przede wszystkim popyt ze strony branży AI i serwerów. Według wypowiedzi szefa firmy duża część podaży pamięci jest już związana z zamówieniami dla centrów danych, a presja na rynek konsumencki może utrzymywać się jeszcze przez dłuższy czas. To oznacza, iż producenci laptopów mają przed sobą trzy nieprzyjemne opcje: podnieść ceny, obniżyć marże albo ciąć konfiguracje. Najłatwiej tnie się to, czego wielu klientów nie sprawdza dokładnie przed zakupem, czyli pamięć RAM i pojemność dysku.
Dlatego powrót laptopów z 4 GB RAM, choćby jeżeli dziś może brzmieć absurdalnie, wcale nie musi być abstrakcją. Dla konsumentów to fatalna wiadomość, bo tani laptop z małą ilością RAM de facto nie tanieje. Konsument musi pogodzić się z wolniejszą pracą systemu, dłuższym uruchamianiem aplikacji, doczytywaniem danych z dysku, frustracją i krótszym realnym życiem urządzenia. No i płaci o wiele więcej za de facto gorszy sprzęt.
Tymczasem oficjele firm czerpiących największe zyski z rynku AI starają się przekonać konsumentów, iż na zmianie rynku mogą tylko zyskać. Hmmm…

13 godzin temu














