Korzystałem ze świetnego patentu w fotelach LOT-u. Kawałek plastiku zmienia wszystko

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Nowe fotele w LOT otrzymały zintegrowane miejsce na telefon na wysokości wzroku pasażera. Plus, znalazło się miejsce na jeszcze więcej udogodnień.

Kiedy ostatnio wsiadałem na pokład jednego ze zmodernizowanych Boeingów 737 MAX 8 w barwach LOT-u, spodziewałem się po prostu standardowej podróży w klasie ekonomicznej. Znacie ten schemat: szybkie ulokowanie bagażu, wciśnięcie się w fotel, a potem nerwowe rozkładanie całego swojego sprzętu.

Zazwyczaj wygląda to tak, iż opuszczam stolik, kładę na nim telefon, podpieram go kubkiem po wodzie i modlę się, żeby podczas najmniejszych turbulencji całość nie zjechała mi prosto na kolana. Tym razem jednak czekała na mnie niespodzianka, która od razu przykuła moją uwagę.

Zauważyłem na oparciu fotela przede mną drobny, ale najważniejszy element, którego próżno szukać u wielu innych linii lotniczych.

To dedykowany uchwyt na urządzenia mobilne, sprytnie zintegrowany z konstrukcją nowego fotela RECARO. W przeciwieństwie do konkurencji, która często ignoruje tę potrzebę pasażerów, LOT postawił na konkretne rozwiązanie.

I sam sprawdziłem różnicę – zamiast budować na stoliku chwiejne konstrukcje, po prostu wsunąłem telefona w stabilny uchwyt. Pasował idealnie.

Koniec z niewygodnym oglądaniem filmów

Zacząłem testować to rozwiązanie już w trakcie kołowania. Telefon znalazł się dokładnie na wysokości mojego wzroku, co natychmiast wyeliminowało konieczność garbienia się nad opuszczonym nisko stolikiem.

Kto chociaż raz próbował obejrzeć pełnometrażowy film, trzymając urządzenie na kolanach, ten doskonale wie, jak bardzo potrafi to obciążyć kark. Tutaj problem zniknął całkowicie.

Mogłem swobodnie odchylić głowę, skorzystać z nowych, całkiem wygodnych, sześcioosiowych zagłówków i po prostu odpalić ściągnięty wcześniej serial.

Co więcej, uchwyt jest na tyle stabilny, iż telefon nie drgnął choćby podczas mocniejszego wchodzenia w chmury. Wreszcie miałem wolne obie ręce i mogłem bez stresu zjeść drobną przekąskę bez konieczności odkładania telefonu.

Na lotach z Krakowa to nie Putka, a Gala jest rozdawana jako przekąska.

Sprytne połączenie z gniazdem ładowania

Kolejną rzeczą, która mocno zaplusowała w moich oczach, było umiejscowienie nowego gniazda USB-C o mocy 60 W. Znajduje się ono tuż obok samego uchwytu.

Podpiąłem więc swój kabel i mogłem zapomnieć o problemie plączących się po całym ciele przewodów, ciągnących się gdzieś z samego dołu podłokietnika.

Wszystko miałem spakowane i zorganizowane na małej przestrzeni dokładnie przed sobą. Niby to tylko kawałek odpowiednio wyprofilowanego plastiku i jedno gniazdko, ale z perspektywy zwykłego pasażera robi to absolutnie kolosalną różnicę w odbiorze całej, kilkugodzinnej podróży.

I tak, tym razem narodowy przewoźnik ewidentnie odrobił pracę domową z ergonomii. Oby to małe, a jakże znaczące udogodnienie jak najszybciej stało się absolutnym standardem we wszystkich maszynach latających w naszej przestrzeni powietrznej.

Idź do oryginalnego materiału