Każdy, kto kiedykolwiek próbował używać elektroniki podczas siarczystego mrozu, zna to uczucie frustracji. telefon nagle gaśnie, latarka świeci słabym, żółtym blaskiem, a powerbank przestaje ładować. Problem z działaniem akumulatorów w niskich temperaturach jest znany od lat i dotyczy przede wszystkim powszechnie stosowanej technologii litowo-jonowej. Na szczęście widać pewne światełko w tunelu, a raczej w mroźnej zamieci.
Z Kanady nadchodzi propozycja, która ma rozwiązać ten problem raz na zawsze, choć jak to z nowinkami technologicznymi bywa, warto przyjrzeć się jej z lekkim dystansem.
Sód zamiast litu
Klasyczne baterie litowo-jonowe mają poważną awersję do zimna. Gdy słupek rtęci spada poniżej zera, zachodzące w nich reakcje chemiczne dramatycznie zwalniają, a elektrolit gęstnieje, prowadząc do gwałtownego spadku napięcia i mocy. W ekstremalnych warunkach takie ogniwo po prostu przestaje działać. Założyciele startupu Sodiumfrostglow z Saskatoon w Kanadzie doświadczyli tego na własnej skórze, mieszkając w regionie, gdzie temperatury -40°C nie są niczym niezwykłym. Ich odpowiedzią na ten problem jest przejście na akumulatory sodowo-jonowe.
Sód jako materiał ma kilka zasadniczych przewag. Przede wszystkim jest znacznie bardziej dostępny i tańszy w pozyskaniu niż lit, a jego wydobycie jest mniej obciążające dla środowiska. Co najważniejsze z punktu widzenia użytkownika, ogniwa sodowo-jonowe zachowują stabilność działania w znacznie szerszym zakresie temperatur. Jak podkreślają twórcy, kluczowa jest tu nie tylko lepsza wydajność, ale i bardziej zrównoważone podejście do produkcji energii.
fot. sodiumfrostglow.comParametry latarki
Sam gadżet, czyli latarka Sodiumfrostglow, prezentuje się całkiem solidnie. Jej sercem jest bateria sodowo-jonowa o pojemności 10 000 mAh. Taka pojemność ma zapewniać choćby 24 godziny świecenia w trybie ekonomicznym lub 5 godzin przy maksymalnej mocy, która wynosi 2500 lumenów. To wystarczająco dużo, by skutecznie oświetlić obiekt oddalony o 240 metrów. Światło ma chłodną, białą barwę w zakresie 6000-8000K.
Konstrukcja pozwala na regulację wiązki od szerokiego rozproszenia do wąskiego, precyzyjnego snopa światła dzięki suwakowego systemu zoomu. Obudowę wykonano z wytrzymałego stopu aluminium z twardym anodowaniem, a całość ma klasę ochrony IP44, co oznacza odporność na zachlapania i pył. Urządzenie waży 640 gramów, a jego wymiary to 271 na 51 na 38 milimetrów.
Bardzo praktyczną funkcją jest możliwość wykorzystania latarki jako powerbanku, dzięki portowi USB-A o mocy 15 W można w awaryjnej sytuacji naładować telefon lub nawigację GPS. Bateria jest wymienna, a producent deklaruje, iż wytrzyma około 3000 pełnych cykli ładowania, co teoretycznie może oznaczać choćby dekadę użytkowania. Co ciekawe, ogniwo sodowo-jonowe ma podobno zachować zdolność do ponownego uruchomienia choćby po wielu miesiącach przechowywania w stanie całkowicie rozładowanym.
Nie jest to jednak rozwiązanie idealne. Producent wyraźnie ostrzega, iż samej baterii nie wolno ładować w temperaturze 0°C lub niższej. Zalecany zakres ładowania to przedział od 0°C do +45°C. Na szczęście samo używanie latarki jest możliwe w dużo szerszym zakresie, od mrozu -40°C aż do upału +50°C.
fot. sodiumfrostglow.comKickstarter i ryzyka
Projekt jest w tej chwili w fazie zbiórki funduszy na platformie Kickstarter. Planowana cena detaliczna ma wynieść około 85 dolarów, co po przeliczeniu daje mniej więcej 379 złotych z VAT. Osoby wspierające kampanię mogą zamówić latarkę w cenie promocyjnej 57 dolarów, czyli około 254 zł. Dodatkowa bateria ma kosztować 18 dolarów (około 80 zł).
Wysyłkę do wspierających zaplanowano dopiero na marzec 2026 roku, co jest dość odległym terminem i zawsze rodzi pewne ryzyko opóźnień typowe dla projektów crowdfundingowych. Produkt ma objąć 18-miesięczna gwarancja, a wsparcie techniczne ma być zlokalizowane w Ameryce Północnej. Twórcy widzą zastosowanie swojego wynalazku w ekstremalnych warunkach: podczas ekspedycji polarnych, zimowego biwakowania, akcji ratunkowych czy pracy w przemyśle. Pomysł jest niewątpliwie ciekawy, a technologia sodowo-jonowa potrzebuje właśnie takich, realnych testów. Czas pokaże, czy kanadyjski startup dotrzyma obietnic i czy nowy typ ogniw rzeczywiście zrewolucjonizuje sprzęt dla miłośników outdooru i profesjonalistów pracujących w skrajnie trudnych warunkach.
fot. sodiumfrostglow.comDla mnie Sodiumfrostglow to przede wszystkim bardzo interesujący eksperyment: wreszcie ktoś próbuje realnie wykorzystać akumulatory sodowo-jonowe tam, gdzie litowo-jonowe od lat zawodzą, czyli na mrozie. Na papierze wszystko wygląda świetnie: duża pojemność, sensowna moc, możliwość użycia jako powerbanku i deklarowana praca przy -40°C sprawiają, iż to brzmi jak wymarzona latarka na zimowe wyjazdy.
Z drugiej strony cały czas mam z tyłu głowy, iż to wciąż projekt z Kickstartera, z dostawą planowaną dopiero na 2026 rok i z ograniczeniem ładowania tylko w dodatnich temperaturach. Technologia aż prosi się o sprawdzenie w praktyce, ale zanim nazwę to „rewolucją”, chciałabym zobaczyć, jak ten sprzęt poradzi sobie w realnym, a nie tylko marketingowym mrozie.








