
Kometa C/2024 E1, znana szerzej jako kometa Wierzchoś, minęła właśnie naszą planetę. Ten lodowy gość wielkości sporego miasta odkryty został przez polskiego astronoma. Obiekt zostanie wystrzelony z Układu Słonecznego niczym z procy i podzieli los słynnej komety 3I/Atlas.
W świecie astronomii takie historie rozpalają wyobraźnię najmocniej. Nie chodzi tylko o sam przelot ciała niebieskiego, ale o jego niezwykłą historię i polski ślad, który w tym przypadku jest kluczowy. Kometa C/2024 E1 (Wierzchoś) to obiekt, który przez miliony lat podróżował z najdalszych zakątków naszego układu, by ten jeden jedyny raz odwiedzić okolice Ziemi. Jednak grawitacja Słońca właśnie podpisuje na nią wyrok eksmisji w przestrzenie międzygwiezdne.
Wielki sukces polskiego astronoma
Historia tego odkrycia zaczęła się w marcu 2024 r. w obserwatorium Mount Lemmon w Arizonie. To tam polski astronom, Kacper Wierzchoś, obsługujący teleskop o średnicy 1,5 m, dostrzegł lodowy obiekt żeglujący w naszą stronę. Wierzchoś, który ma już na koncie szereg sukcesów w polowaniu na obiekty bliskie Ziemi, tym razem trafił na kometę o trajektorii, która od razu zaintrygowała badaczy. gwałtownie nadano jej nazwę C/2024 E1 (Wierzchoś), honorując odkrywcę.
Obiekt wzbudził tak duże zainteresowanie, iż skierowano na niego oczy, a adekwatnie zwierciadła, Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba (JWST). To absolutna elita instrumentów badawczych.
Dane z Webba ujawniły, iż w komie komety, czyli w chmurze pyłu i gazu otaczającej jej jądro, znajdują się znaczne ilości dwutlenku węgla. To właśnie sublimacja tych gazów odpowiada za gwałtowne pojaśnienie komety, które obserwujemy w ostatnich dniach.
Kosmiczna góra lodu wielkości Wrocławia
Początkowe analizy danych przesłanych przez teleskop Webba sugerowały, iż mamy do czynienia z prawdziwym gigantem. Szacowano, iż jądro komety Wierzchoś ma średnicę około 13,7 km. To mniej więcej wielkość Wrocławia. Taka bryła lodu pędząca przez kosmos robi wrażenie. Prędkość komety to 56 km/s.
Kometa Wierzchoś przybyła do nas z Obłoku Oorta, hipotetycznego, gigantycznego rezerwuaru komet i lodowych ciał, który otacza Układ Słoneczny niczym bańka.
Eksperci przypuszczają, iż obiekt ten leciał w kierunku Słońca od 1 do choćby 3 mln lat. To prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz, kiedy zawitała do wewnętrznego Układu Słonecznego.
Więcej na Spider’s Web:
Bilet w jedną stronę do gwiazd
Najbardziej fascynujący jest dalszy los tego obiektu. Kometa minęła Słońce (peryhelium) 20 stycznia, zbliżając się do niego na odległość 84 mln km. Teraz, w okolicach 17-18 lutego, mija Ziemię w odległości około 151 mln km, niemal tyle ile dzieli nas od naszej dziennej gwiazdy. Ale to nie koniec podróży, a dopiero początek wielkiej tułaczki.
Eksperci nie mają wątpliwości, iż grawitacyjny kopniak, jaki kometa otrzymała od Słońca, wystarczy, by wyrzucić ją z naszego sąsiedztwa na zawsze. Gdy już przekroczy tę granicę, C/2024 E1 (Wierzchoś) stanie się kometą międzygwiezdną. Będzie dryfować przez Drogę Mleczną przez miliony, a może miliardy lat, sporadycznie mijając inne systemy gwiezdne, niczym kosmiczna butelka z listem wysłana przez nasz układ.















