
Kometa C/2019 Y4 ATLAS spektakularnie rozpadła się w 2020 r. Teraz badacze podejrzewają, iż jej trup wciąż krąży po Układzie Słonecznym.
Pod koniec 2019 r. astronomowie z systemu ATLAS zauważyli słabą, rozmytą kropkę daleko za orbitą Ziemi. gwałtownie okazało się, iż to nowa kometa, oznaczona jako C/2019 Y4 ATLAS. Wszystko wskazywało na to, iż wiosną 2020 r. przeleci stosunkowo blisko Słońca i stanie się obiektem widocznym gołym okiem – idealnym gościem na pandemicznym niebie, które wtedy oglądaliśmy głównie z balkonów.
Gdy kometa zaczęła zbliżać się do Słońca, jej jasność rosła w imponującym tempie. Więcej światła zwykle oznacza więcej gazu i pyłu uwalnianego z lodowego jądra, czyli centralnego, zwartego fragmentu komety.
Wszystko wyglądało świetnie do kwietnia 2020 r. Wtedy nastąpił nagły zwrot akcji. Zamiast dalszego powolnego wzrostu jasności astronomowie zobaczyli coś, co przypominało rozbłysk, a potem gwałtowne osłabienie. Obserwacje z dużych teleskopów, w tym z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a, pokazały, iż jądro komety dosłownie rozpadło się na dziesiątki kawałków. Z potencjalnej gwiazdy sezonu została chmura śmieci lecących po tej samej orbicie.
Rozpad nie kończy historii. Naukowcy polują na kometę widmo
W momencie, gdy ATLAS rozsypywała się w pobliżu Słońca, astronomowie śledzili jej fragmenty tak długo, jak pozwalały warunki obserwacji. Na zdjęciach widać było kilka grup odłamków. Z czasem część z nich znikała, inne łączyły się w bardziej rozmyte plamy. W czerwcu 2020 r. sonda obserwująca okolice Słońca zarejestrowała ostatni ślad chmury pozostałej po komecie.
Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak finał całej historii. Kompletny rozpad jądra, resztki rozsmarowane po orbicie, temat zamknięty. Kilka miesięcy później zespół badaczy postanowił jednak sprawdzić, czy wśród szczątków nie przetrwał większy fragment – coś w rodzaju mini-komety, która przestała aktywnie parować, ale przez cały czas krąży po tej samej ścieżce wokół Słońca.
Jesienią 2020 r. naukowcy przeczesali niebo dzięki dużego teleskopu w Arizonie i przeglądu Zwicky Transient Facility, który co kilka dni robi szerokokątne zdjęcia północnego nieba, polując na obiekty pojawiające się i znikające. Nie znaleźli nic, co łatwo dałoby się połączyć z pozostałościami ATLAS.
To jednak nie znaczy, iż po komecie nie został żaden twardy ślad. Klucz tkwi w czułości instrumentów. Z przeprowadzonych obliczeń wynika, iż teleskopy byłyby w stanie wychwycić jedynie fragmenty większe niż mniej więcej 0,5 km. jeżeli więc po katastrofie przetrwał kawałek mniejszy niż ten próg, mógł po prostu zniknąć w tle innych słabych obiektów.
Innymi słowy, brak wykrycia nie jest dowodem na nieistnienie. To raczej wskazówka, iż jeżeli coś zostało z komety ATLAS, musi to być naprawdę małe, ciemne i nieaktywne.
Kiedy kometa naprawdę jest martwa?
W doniesieniach o C/2019 Y4 bardzo często pojawiało się określenie martwa kometa. Warto wspomnieć, iż w nauce to pojęcie jest bardziej zniuansowane.
Kometa żyje w oczach astronomów wtedy, gdy jej jądro aktywnie wyrzuca gaz i pył. To właśnie ta aktywność tworzy otoczkę i warkocz, dzięki którym widzimy obiekt na niebie jako rozmytą, świecącą plamę. Gdy lód się skończy, albo gdy jądro popęka na tak małe kawałki, iż każdy z nich gwałtownie traci resztki lotnych substancji, to kometa gaśnie. Zostaje ciemny, kamienno-lodowy odłamek, który przestaje wyróżniać się na tle zwykłych planetoid.
W przypadku ATLAS jedno jest jasne. Spektakularna aktywność sprzed zbliżenia do Słońca już nie wróci. Pytanie, które stawiają badacze, brzmi jednak inaczej: ile takich rzekomo całkowicie zniszczonych komet wcale nie znika, tylko cicho przechodzi do podziemia, zamieniając się w małe, nieaktywne jądra krążące po dawnych orbitach?
To ważne z kilku powodów. Od liczby i rozmiaru takich uśpionych szczątków zależy, jak dobrze rozumiemy ewolucję całych rodzin komet – np. takich, z których ATLAS prawdopodobnie była jednym z późnych fragmentów. Ponadto małe, ciemne obiekty na wydłużonych orbitach mogą być trudne do zauważenia, a jednak w długiej skali czasu część z nich mogłaby przeciąć orbitę Ziemi.
Nie chodzi o to, iż po komecie ATLAS czai się jakieś większe zagrożenie. Ten konkretny obiekt ma trajektorię, która nie stwarza problemu dla Ziemi. Ale każde takie rozpadnięcie się komety to naturalny eksperyment, który pomaga lepiej policzyć, ile kosmicznych zwłok wciąż kręci się wokół Słońca.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI













