Kanał La Manche, rosyjska fregata i jacht. Kto otworzył ogień?

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Brytyjski jacht znalazł się niebezpiecznie blisko rosyjskiej fregaty w kanale La Manche. Chwilę później padły strzały ostrzegawcze, a do akcji ruszyła Royal Navy. Kto zaczął? Właśnie to będą teraz badać Brytyjczycy.

Kanał La Manche jest jednym z najbardziej ruchliwych akwenów świata, ale choćby tam strzały ostrzegawcze z okrętu wojennego do cywilnego jachtu nie są czymś normalnym. Tym razem chodzi o rosyjską fregatę Admirał Grigorowicz i brytyjski jacht Bright Future, który płynął w stronę Francji.

Według rosyjskiego resortu obrony fregata oddała strzały ostrzegawcze, bo jacht miał iść niebezpiecznym kursem i nie reagować na próby kontaktu. Londyn potwierdza, iż bada incydent, ale podkreśla, iż strzały nie były wymierzone w jacht i miały zapobiec możliwej kolizji. Załoga cywilnej jednostki przedstawia jednak mniej wygodną dla Rosjan wersję: twierdzi, iż nie była na kursie kolizyjnym, nie widziała flar i nie dostała wezwania radiowego.

Strzały padły między wyspą Wight a Normandią

Do zdarzenia doszło dokładnie 16 czerwca około 11:40 czasu londyńskiego, czyli 12:40 w Polsce. Miejsce jest szczególnie wrażliwe: ok. 20 mil morskich na południe od wyspy Wight, poza brytyjskimi wodami terytorialnymi, ale w rejonie, który Londyn stale monitoruje ze względu na ruch rosyjskich jednostek.

Jacht Bright Future miał około 40 stóp długości i był jednostką cywilną zarejestrowaną w Wielkiej Brytanii. Na pokładzie znajdowała się para emerytowanych Brytyjczyków, Jane i Alan Kelvey. Nie odnotowano obrażeń ani uszkodzeń, a jacht kontynuował rejs w stronę Francji.

Rosjanie twierdzą, iż odpalili flary, użyli sygnałów dźwiękowych i próbowali nawiązać łączność radiową. Gdy dystans miał spaść do ok. 150 m, dowódca fregaty zdecydował o oddaniu strzałów ostrzegawczych z broni strzeleckiej. To wersja, którą Moskwa przedstawia jako działanie zgodne z zasadami bezpieczeństwa na morzu.

Załoga jachtu podważa rosyjską wersję

Najciekawsza część sprawy dotyczy tak naprawdę rozbieżności między wersją rosyjską a relacją ludzi z jachtu. Według Jane Kelvey fregata użyła sygnałów dźwiękowych, na co jacht miał odpowiedzieć zmianą kursu, żeby pokazać, iż ostrzeżenie zostało zauważone. Potem miały paść strzały w powietrze, ale załoga nie widziała flar i nie otrzymała wezwania przez radio.

Na morzu eskalacja powinna mieć jasną kolejność. Najpierw łączność radiowa, potem sygnały dźwiękowe lub świetlne, dopiero na końcu strzały ostrzegawcze. jeżeli jedna ze stron twierdzi, iż część tych elementów nie nastąpiła, robi się z tego nie tylko incydent morski, ale także sprawa polityczna.

Brytyjczycy na razie nie mówią językiem alarmu wojennego. Ich resort obrony traktuje zdarzenie jako incydent do wyjaśnienia i podkreśla, iż nie ma informacji o celowym ostrzale jachtu. Ale sam fakt, iż rosyjski okręt użył broni w pobliżu cywilnej jednostki, wystarczy, by sprawa była bardzo poważna.

Royal Navy była tuż obok

Rosyjskie okręty przechodzące w pobliżu brytyjskich wód są rutynowo śledzone przez Royal Navy. W tym przypadku Admirała Grigorowicza monitorował HMS Mersey, a po zgłoszeniu incydentu HMS Tyne wysłał łódź, aby sprawdzić, czy załoga jachtu jest bezpieczna i zebrać informacje o zdarzeniu.

Brytyjczycy nie byli więc zaskoczeni samą obecnością rosyjskiej fregaty. Takie jednostki są obserwowane, fotografowane, śledzone i eskortowane z dystansu, gdy zbliżają się do newralgicznych akwenów. Zaskoczeniem jest użycie broni w rejonie pełnym ruchu cywilnego.

Admirał Grigorowicz nie jest przy tym zwykłym patrolowcem. To fregata o długości prawie 125 m, z załogą liczącą do 220 osób i uzbrojeniem obejmującym m.in. armatę kalibru 100 mm oraz systemy rakietowe. W zestawieniu z niewielkim jachtem różnica skali była więc absurdalna. Dlatego choćby strzały tylko ostrzegawcze brzmią groźnie.

Tło jest wyjątkowo napięte

Incydent wydarzył się krótko po tym, jak brytyjskie siły zatrzymały na Kanale La Manche tankowiec Smyrtos, łączony z rosyjską flotą cieni i podejrzewany o omijanie sankcji na eksport rosyjskiej ropy.

Rosyjskie jednostki morskie od miesięcy pojawiają się w pobliżu Wielkiej Brytanii, eskortują statki powiązane z flotą cieni, obserwują akweny i testują reakcję państw NATO. Z kolei Brytyjczycy coraz mocniej uderzają w rosyjski transport ropy, sankcje i infrastrukturę finansującą wojnę na Ukrainie.

W takiej atmosferze choćby pozornie drobne zdarzenie na morzu gwałtownie przestaje być tylko zwykłym incydentem. Strzały przy cywilnym jachcie mogą być faktycznie nerwową reakcją rosyjskiego dowódcy na zbyt mały dystans. Mogą też być elementem twardszego zachowania rosyjskich okrętów w regionie, gdzie Londyn właśnie pokazał, iż jest gotów fizycznie zatrzymywać statki powiązane z Moskwą.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Ministerstwo Obrony Rosji / Canva Pro

Idź do oryginalnego materiału