
Polska armia coraz wyraźniej odchodzi od myślenia, iż walka z dronami zaczyna się dopiero wtedy, gdy bezzałogowiec pojawia się na radarze. W razie konfliktu odpowiedź ma obejmować nie tylko wykrywanie i zestrzeliwanie maszyn, ale także uderzanie w zaplecze, z którego takie ataki są przygotowywane.
Obrona przed dronami to znacznie więcej niż tylko zestrzeliwanie wrogich maszyn nad własnym terytorium. Jak zauważył gen. dyw. pil. Ireneusz Starzyński, to fundament kompleksowej walki o dominację w powietrzu. Wystąpienie na Defence24 Days rzuca światło na ewolucję wojskowego podejścia do tego zagrożenia. Skuteczna tarcza wymaga ostrego komponentu uderzeniowego, a siły zbrojne muszą dysponować potencjałem do proporcjonalnego reagowania, co oznacza zdolność do przeniesienia działań operacyjnych bezpośrednio na zaplecze agresora.
To ważna zmiana w sposobie mówienia o zagrożeniu, które przez ostatnie lata stało się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów wojny prowadzonej tuż za polską granicą. Drony samobójcze, czyli bezzałogowce zaprojektowane do jednorazowego ataku na cel, nie są już traktowane wyłącznie jako problem dla obrony przeciwlotniczej. Coraz wyraźniej widać, iż samo strącanie nadlatujących maszyn może być niewystarczające.
Polska nie chce tylko zestrzeliwać dronów
Walka z dronami zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie, gdy obiekt pojawia się w polskiej przestrzeni powietrznej albo zbliża się do chronionego celu. o ile przeciwnik ma zakłady produkcyjne, magazyny, system dystrybucji, operatorów i przygotowaną logistykę, to każda kolejna fala dronów jest tylko końcowym efektem całego procesu. Obrona może ograniczać skutki ataku, ale nie zawsze zatrzyma samo źródło zagrożenia.
Właśnie dlatego w wojskowym myśleniu coraz większe znaczenie zyskuje połączenie obrony z możliwością odpowiedzi. Nie chodzi o przypadkową eskalację, ale o zdolność do proporcjonalnego działania tam, gdzie przeciwnik przygotowuje lub umożliwia ataki z użyciem bezzałogowców.
Istota tego podejścia sprowadza się do systemowego paraliżowania zdolności operacyjnych przeciwnika u samych ich źródeł. Proponowana lista celów uderzeniowych to w zasadzie mapa całego cyklu życia drona bojowego. Obejmuje ona zakłady produkcyjne, punkty dystrybucji, składy sprzętu i infrastrukturę treningową. To celowe działanie wymierzone w fundamenty wojskowego łańcucha dostaw. Neutralizacja tych krytycznych obiektów sprawia, iż wrogi system sypie się na długo przed tym, zanim maszyny zdążą w ogóle wystartować do jakiejkolwiek misji.
Prace są na etapie koncepcji i dialogów technicznych
Na razie mowa nie o gotowym, ujawnionym programie bojowym, ale o pracach koncepcyjnych, rozmowach i dialogach technicznych z potencjalnymi wykonawcami. Wojsko analizuje więc, jakie zdolności są potrzebne, jakie rozwiązania można pozyskać i jak zbudować system pozwalający prowadzić takie działania w razie konfliktu.
Dialog techniczny służy sprawdzeniu, co może zaoferować przemysł, jakie technologie są dostępne, jakie mają ograniczenia i ile czasu może zająć ich wdrożenie. Przy tak złożonym zadaniu nie wystarczy kupić pojedynczego typu uzbrojenia. Potrzebne są rozpoznanie, wskazywanie celów, łączność, dowodzenie, środki rażenia i zdolność oceny skutków uderzenia.
To szczególnie ważne w przypadku celów związanych z dronami, bo takie zaplecze może być rozproszone. Produkcja podzespołów, montaż, magazynowanie i szkolenie operatorów nie muszą odbywać się w jednym miejscu. Skuteczna odpowiedź wymaga więc nie tylko broni dalekiego zasięgu, ale też informacji pozwalających odróżnić cel istotny od pozornego.














