
O fakty można się wręcz potknąć, ale najlepszą odpowiedzią wcale nie jest ta najprostsza – susza to według opinii niektórych efekt kombinacji z pogodą.
„Bieszczadzkie Morze” odsłania dno, jak informuje portal esanok.pl. Lokalny serwis opisuje, iż jezioro Solińskie „wyraźnie zmieniło swój wygląd”. Jak możemy przeczytać, w rejonie Wołkowyi „różnica jest wręcz uderzająca”, bo „zamiast tafli jeziora pojawiły się rozległe połacie wilgotnego i wyschniętego dna”.
Krajobraz iście kosmiczny. I niestety wcale nie chodzi o zachwyt, a to, iż scenografia przypomina wyobrażenie nt. odległych planet. Tymczasem to nasze Bieszczady – tam, gdzie powinna być woda, widać jeszcze mokre dno.
Winny? Główne podejrzenie musi paść na suszę. Rzeczywiście, brak opadów istotnie przyczynił się do zaistniałej sytuacji. Portal nowiny24.pl już pod koniec września relacjonował, iż wody w tym sztucznym akwenie brakuje. Jezioro powstało w 1968 r., by pełnić funkcję sztucznego zbiornika zaporowego na Sanie.
Przez lata trafiało do niego to, co przypłynęło wraz z rzeką. Serwis zaznacza, iż jest to „proces naturalny i nie da się go zatrzymać”, ale prowadzi do tego, iż zwłaszcza płytkie zatoki tracą głębokość.
W Wołkowyi z brzegu widać tylko szeroki pas dna jeziora. Tam, gdzie jeszcze niedawno zaczynała się woda, teraz można przejść pieszo. Niski poziom wody pozwala zobaczyć pozostałości dawnej miejscowości i miejsce związane z zatopionym kościołem. To dla turystów niewątpliwa atrakcja, ale jednocześnie obraz tego, jak bardzo zmienia się krajobraz zbiornika w czasie suszy – podkreślał lokalny serwis.
Wójt gminy Solina Adam Piątkowski chciałby pogłębiać zatoki. „Ten sezon pokazał, iż zamulenie jeziora jest tak duże, iż o ile nie przystąpi się do prac pogłębiających, będziemy mieć coraz mniej jeziora do rekreacji” – tłumaczy. Same chęci to za mało, bo proces jest bardzo drogi i skomplikowany.
Słowem: seria niefortunnych zdarzeń. Procesy, które zachodzą naturalnie, łączą się z suszą trwającą od miesięcy. Efekt widać gołym okiem.
Chociaż w tym przypadku kropki są blisko siebie i aż proszą się o połączenie, to niektórym ta zagadka wydaje się być aż za prosta. Pod nagraniem pokazującym stan jeziora, zamieszczonym na facebookowym profilu esanok.pl, jedna z komentujących nie ma wątpliwości: „sterują pogodą”. I wyjaśnia:
Te miesiące które powinny być najbardziej „opadowe” czyli marzec, kwiecień, maj u nas nie padało ani razu dopiero w czerwcu trochę ale to i tak jak kot napłakał zieleń nie mogła się wznieść, teraz widzę iż jest to samo wrzesień, październik i listopad prawie wogule deszczu nie zapowiadają jest katastrofa, jest bardzo sucho!!!! Nie trzeba być niewiadomo jakim Einsteinem żeby widzieć co się dzieje, nigdy tak nie było żeby nie padało ale ci na górze wiedzą jak zrobić żeby nam zaszkodzić (zachowano oryginalną pisownię).
Gdzieś dzwoni, ale nie do końca wiadomo, w którym kościele
Raz jeszcze muszę wrócić do cytatu z książki Naomi Klein „Doppelganger. Podróż do lustrzanego świata”. Wybaczcie, iż znowu po niego sięgam, ale to wcale nie efekt intelektualnego lenistwa, a jedynie zachwyt nad tym, jak trafnie opisuje naszą rzeczywistość.
Autorka zauważała, iż osoby wierzące w teorie spiskowe „błędnie pojmują fakty, ale często prawidłowo interpretują uczucia”.
wrażenie, iż się żyje w świecie, gdzie są Krainy Cienia, iż każde ludzkie nieszczęście przynosi komuś innemu korzyść, iż ważne prawdy skrywa się przed ludźmi. Nazwa systemu, który podsyca te uczucia, zaczyna się na „k”, ale jeżeli nikt nas nigdy nie nauczył, jak działa kapitalizm, wmawiano nam natomiast, iż to wolność, blask słońca, Big Maki i przestrzeganie zasad, żeby dostać to, na co się zasługuje, to łatwo dostrzec, iż można pomylić go z innym słowem na „k” – konspiracją.

W dużym uproszczeniu w słowach komentującej faktycznie coś się kryje – ludzie faktycznie wpływają na klimat. Nie dzieje się to wcale za zamkniętymi drzwiami, a dość jawnie. Knujący wcale się nie ukrywają. Miliarderzy, wielkie korporacje, rządy. Dowodów na to, jak człowiek przyczynił się do katastrofy klimatycznej i dalej napędza kryzys, jest aż nadto.
To jednak zbyt oczywiste, zbyt proste, zbyt przyziemne. Coś się dzieje! Zaczęło się! To już!
Kilka lat temu gmeranie w pogodzie miało spowodować w Polsce silne przymrozki
Przyczyną tegorocznych wysokich temperatur było, a jakże, sterowanie pogodą. „My mamy zbankrutować, załamać się i oddać ziemię za darmo” – pisał jeden z komentujących, cytowany przez bizblog.pl.
Niektórzy już wcześniej przewidywali, iż wraz z postępującymi ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi wyparcie będzie tylko rosnąć. Zrzucenie winy na tajną grupę trzymającą władzę poniekąd usprawiedliwia. Mamy związane ręce. Oni są silniejsi. Z wyprzedzeniem planują kolejny krok. Możemy tylko ze smutkiem oglądać efekty ich niszczycielskich działań.
Nie trzeba się zastanawiać, co można zrobić, jakie zmiany wprowadzić, do czego dążyć. Nie trzeba też zadawać niewygodnych pytań: na ile moje działania również się do tego przyczyniają. Nie trzeba, bo wszystko to oni.
Odpowiedź jest już całkiem blisko. Nie można dalej udawać, iż nic się nie dzieje, iż latem zawsze człowiek się roztapiał, a deszcz był świętem. choćby reakcje na śnieżną zimę po latach pokazują, iż od normalności się odzwyczailiśmy – nie mówiąc już o tym, iż tego śniegu wcale nie było tak dużo, jak nam się wydawało. Owszem, długo się utrzymywał, ale opadów jako takich było niewiele. Stąd rosnący problem z suszą wiosną i latem.
Wcale nie jest normalnie i tak jak zwykle – coraz więcej osób gotów jest to przyznać. Tylko co z tego, skoro dalej poszukiwana jest alternatywna odpowiedź.














