
Niektórzy przyczyn agresji doszukiwali się w niesprzyjających warunkach pogodowych, ale zdaniem polskich naukowców szczególnie niebezpieczny jest pośpiech. To oznacza, iż znaleźliśmy się w naprawdę niewesołej sytuacji.
– Podobnie jak ruch „slow food” zmienił nasze podejście do jedzenia, przyszedł czas, aby przemyśleć sposób, w jaki żyjemy. Promowanie wolniejszego stylu życia – czy to w szkołach, miejscach pracy, czy poprzez kampanie społeczne – daje szansę na więcej życzliwości, lepsze relacje, i lepsze samopoczucie – mówi dr Olga Białobrzeska z Wydziału Psychologii w Warszawie Uniwersytetu SWPS, współautorka badań nt. codziennej życzliwości.
Dr Białobrzeska razem z doktorantem Dawidem Żukiem z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego postanowili sprawdzić, czy pośpiech wpływa na okazywanie życzliwości. Jak zwracają autorzy badania jest to temat, któremu dotychczas nie poświęcało się zbyt wiele uwagi. A być może rozpracowanie go może nam pomóc w stworzeniu nieco przyjemniejszej do życia atmosfery.
Już w pierwszym badaniu badacze pokazali, iż panuje powszechne przekonanie, iż w pośpiechu ludzie są mniej życzliwi. Kolejne badania służyły sprawdzeniu, czy powszechna opinia znajduje odbicie w rzeczywistości.
W związku z tym w drugim badaniu wywołano u osób badanych poczucie pośpiechu poprzez skłonienie ich do refleksji nad pośpiechem obecnym w ich życiu, podczas gdy grupa kontrolna myślała o relaksie. Następnie sprawdzano, jak osoby badane zareagują na niewygodną prośbę od znajomego. Wszystkich poproszono, by prośbie odmówili, ale badaczy interesowało, w jaki sposób to zrobią – czy w sposób życzliwy, z troską o samopoczucie znajomego, czy nieprzyjemnie. Uczestnicy doświadczający poczucia pośpiechu przyznali, iż słowa ich odmowy były mniej miłe niż uczestnicy w warunku relaksu – opisuje przebieg badania Uniwersytet SWPS.
W kolejnym badaniu część uczestników musiała wykonać zadanie pod presją czasu, a inni nie musieli przejmować się zbliżającym się terminem. Nagle do akcji wkraczała nieznajoma osoba, która przerywała im pracę. Ci, którzy musieli zerkać na zegarek, przyznawali później, iż mogli potraktować ją mało życzliwie. I nie było to wyłącznie ich wrażenie, bo potwierdziła to nieznajoma.
Ostatni test polegał na pytaniu o natężenie pośpiechu w życiu w ostatnim czasie oraz o to, na ile uczestnicy są ostatnio życzliwi dla innych. Wykazano, iż im więcej pośpiechu doświadczali ostatnio badani, tym mniej byli życzliwi dla innych.
Jest jednak światełko w tunelu – nie było związku pośpiechu z życzliwością u osób o wysokim poziomie uważności. Badacze sugerują więc, iż umiejętność uważnej obecności może niwelować wpływ pośpiechu na okazywanie życzliwości.
– Codzienna serdeczność – małe przyjazne gesty – ma duże znaczenie dla naszego samopoczucia i dla relacji interpersonalnych. Nasze badania pokazują, iż ludzie są mniej życzliwi, kiedy się spieszą, niż kiedy mają czas i czują się zrelaksowani. We współczesnym szybkim życiu, w którym ludzie często się spieszą, ten wynik jest szczególnie ważny. Nasze badania wskazują także na uważność jako możliwy sposób na utrzymanie życzliwości, choćby kiedy jesteśmy pod presją – komentuje dr Olga Białobrzeska z Wydziału Psychologii w Warszawie Uniwersytetu SWPS.
Nie dość, iż świat już gna w szalonym tempie, to jeszcze stale przyspiesza
Odczuwamy to na każdym kroku, nic nowego pod słońcem. Ale jeżeli się nad tym głębiej zastanowimy, może okazać się przerażające, jak zwykłe codzienne sytuacje stale nas poganiają. Nawet, kiedy nie trzeba.
To, iż presję odczuwamy choćby na ruchomych schodach, kiedy wymijają nas wiecznie spieszący się ludzie, albo na drogach, to nic. Można się było do tego przyzwyczaić. Zaskakujące są te niepozorne, często niewidoczne zachęty, aby przyspieszyć.
Jesteśmy w sklepie, wkładamy produkty do kosza, idziemy do kasy samoobsługowej. Wiemy, iż to od nas zależy rozmiar kolejki – im bardziej będziemy się ociągać, tym inni postoją dłużej. „A niech stoją”, pomyślą wyluzowani, ale niektórzy poczują odpowiedzialność. I za chwilę kolejną, już przy wyjściu ze sklepu i skanowaniu paragonu, który otwiera bramkę, ale nie zawsze od razu. A ludzie czekają za plecami.
Wracamy do domu. Czekamy na przystanku, nerwowo tupiemy nogą – autobus bądź tramwaj znowu się spóźnia. W końcu podjeżdża, więc kupujemy bilet w aplikacji. Wchodzimy i musimy działać szybko, żeby skasować go poprzez zeskanowanie kodu QR albo wciśnięcie przycisku, bo inaczej… grozi nam mandat. W Łodzi sprawy choćby trafiały do sądu, a w wyrokach przyznawano, iż kontrolerzy nie dawali zbyt wielu czasu pasażerom na kupno biletów. Czas to dosłownie pieniądz.
Nie inaczej wyglądają zakupy w sieci. Co chwila zasypywani jesteśmy informacjami, iż wyprzedaż lada moment się skończy, trwa odliczanie, zegary odmierzają czas i pokazują, jak kilka zostało do skorzystania z oferty. Niektóre sklepy zresztą w tym przodują i poganiają tak, iż wprowadzają w błąd – na szczęście nie umyka to uwadze Unii Europejskiej, ale to tylko pokazuje, jak skuteczną motywacją jest presja czasu.
Sam się zresztą na tym łapię i częściej korzystam z usług sprzedawców, którzy obiecują, iż paczka będzie na drugi dzień. Najpierw jednak biorę udział w wyścigu, bo muszę zdążyć przed konkretną godziną.
A skoro ja się wyrobiłem, to liczę, iż dostawca również nie będzie się ociągał. Aplikacje kurierskie pozwalają śledzić lokalizację kurierów na żywo, więc możemy pchać kropkę i dopingować w jak najszybszym dotarciu do celu – i denerwować się, iż droga się przedłuża, bo przecież już powinien być, to tylko jedno skrzyżowanie!
Możemy, nie musimy, ale na tym cała zabawa polega – jakby wszystko sugerowało, iż trwa walka z czasem. Raz my czujemy się ponaglani, by za chwilę na innych wywierać presję. I dużą rolę odgrywa w tym technologia.
W końcu choćby odbierając paczkę w automacie paczkowym zobaczymy, iż udało nam się otworzyć skrytkę w tyle i tyle sekund. Jasne, możemy poklepać się po plecach, iż tym razem byliśmy naprawdę w formie, ale wyświetlony wynik może działać też w drugą stronę. Będzie przypominał, iż ciągle jest pole do poprawy, kilka sekund da się urwać, trzeba tylko opracować lepszą taktykę.
Gdzieś tę ciągłą presję trzeba odreagować
Skoro naukowcy wykazują, iż życie w pośpiechu czyni z nas mniej życzliwe osoby, to jak tu się dziwić, iż ludzie nie tylko w sieci gotowi są pokłócić się o wszystko.
Oczywiście to nie tak, iż ludzie stali się niemili dopiero niedawno. Skala agresji w ostatnich latach musi jednak zaskakiwać. Pamiętam naiwną wiarę w to, iż głównym problemem internetu jest anonimowość. Gdyby tylko ludzie pod własnym imieniem i nazwiskiem mogli komentować, w znaczący sposób ograniczalibyśmy liczbę niemiłych komentarzy! Nic bardziej mylnego – autorzy szokujących wpisów nie przejmują się tym, iż inni wiedzą, kim są, jak wyglądają, gdzie pracują. To żaden straszak.
Może więc pośpiech ma w tym swój udział? Może gdyby faktycznie udało nam się nieco zwolnić – cóż za utopia, przyznaję! – odczulibyśmy to od razu? Nie twierdzę, iż to główna przyczyna internetowej i nie tylko nienawiści, ale taki eksperyment byłby ciekawy. Może dalibyśmy sobie radę bez tych wszystkich niepotrzebnych ponagleń. Zaakceptowali fakt, iż można zdjąć nogę z gazu.
Teraz mamy naukowy dowód, iż warto spróbować.