Mojej Ukochanej P.
pierwsi, którzy wyruszyli z zamiarem
ocyganienia przodków – skończyli marnie, banda
średniowiecznych dewotów przeraziła się
zapachu spalin z agregatu prądotwórczego.
diabeł! czary! szatańska machina!
– wrzeszczały bezzębia rozdzierając czasonautuów.
więc poszedłem sam. po rozum do głowy,
następnie – z gigantycznym powerbankiem
w plecaku. i w jeszcze głębszą przeszłość.
wyświetliłem twoje zdjątko w wielkim mieście,
na ścianie kościoła. ryknąłem, iż przynoszę cud.
padłe na kolana tłumy trwożnie przyznały rację.
filmiki z tobą, przebraną za anielicę, mówiąc
potocznie `robią robotę`: przemawiasz do klęczących,
z których żaden nie zorientował się, iż
nie odbywa się to w czasie rzeczywistym,
(żywy obraz? wyrywek czasu? nie od pojęcia!).
zapowiadasz swoje rychłe zniebazstąpienie
w cielesnej i bezskrzydłej formie.
niedługo wnikniesz, kochana, w mroczne czasy,
by rozpalić i rozkrzewić. oboje wiemy, iż twój kult
zetrze z powierzchni ziemi inne religie.
naprawi się teraźniejszość, wreszcie będzie porządek.







