Jedna z podstaw chemii okazała się błędna. Tak uczono całe pokolenia

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Okazuje się, iż jedna z podstaw chemii organicznej wymaga naprawdę dużej poprawki. Efekt indukcyjny jednak działa znacznie krócej, niż uczono.

Na lekcjach rysowano nam na tablicy łańcuch atomów, strzałki i coraz słabsze przesunięcie elektronów przechodzące przez kolejne wiązania. Tak tłumaczono jeden z fundamentów chemii organicznej przez niemal 100 lat. Problem jednak w tym, iż nowoczesne obliczenia pokazują zupełnie coś innego. W neutralnych cząsteczkach tzw. efekt indukcyjny praktycznie nie sięga dalej, niż do najbliższego wiązania. Wszystko, co dzieje się dalej, przez dekady wrzucaliśmy częściowo do niewłaściwej szuflady.

Atom ciągnie elektrony. Tyle iż nie przez pół cząsteczki

Efekt indukcyjny to jedno z podstawowych pojęć wykorzystywanych do tłumaczenia rozkładu elektronów w cząsteczkach. W jego przypadku najłatwiej zacząć od pojedynczego wiązania. o ile łączymy dwa różne atomy, jeden z nich może silniej przyciągać wspólną parę elektronową. Mówimy wtedy o różnicy elektroujemności. Elektrony nie znajdują się idealnie pośrodku i wiązanie staje się spolaryzowane.

Klasyczna wersja efektu indukcyjnego dodawała do tego po prostu kolejne ogniwa. o ile na początku łańcucha znajduje się bardzo elektroujemny atom, np. fluor albo chlor, to jego wpływ miał przesuwać elektrony w pierwszym wiązaniu. To miało wpływać na drugie, drugie na trzecie i tak dalej.

Z każdym kolejnym wiązaniem efekt stawał się słabszy, ale w podręcznikach często przyjmowano, iż da się go odczuć jeszcze 3-4 wiązania dalej. Można to wyobrazić sobie jak szereg ludzi trzymających się za ręce. Pierwszy ciągnie drugiego, drugi trzeciego, trzeci czwartego. Siła maleje, ale impuls biegnie dalej. Tyle iż w neutralnej cząsteczce elektrony najwyraźniej nie zachowują się w ten sposób.

Po jednym wiązaniu efekt adekwatnie się kończy

Mark Elliott z Cardiff University wraz z badaczami z University of Newcastle i University of New England przeanalizował zarówno wcześniejsze dane, jak i własne obliczenia kwantowo-chemiczne. Okazuje się, iż w neutralnej cząsteczce czysty efekt indukcyjny jest w praktyce ograniczony do jednego wiązania. Nie ma więc stopniowego przekazywania stałego przesunięcia ładunku przez długi łańcuch wiązań sigma w formie, którą przez dziesięciolecia rysowano w podręcznikach.

To nie oznacza oczywiście, iż atom umieszczony kilka miejsc dalej nagle przestaje mieć jakikolwiek wpływ na resztę cząsteczki. Problem polega jednak na tym, iż odpowiadają za niego często inne zjawiska, przede wszystkim polaryzowalność, oddziaływania orbitalne, hiper sprzężenie oraz wpływ środowiska i rozpuszczalnika. Innymi słowy, obserwacje były prawdziwe, ale mylące.

Pierwsza rysa pojawiła się wcześniej. Grupy alkilowe robią coś odwrotnego

Zespół Elliotta zaczął podważać podręcznikową wersję już w 2024 r. Jednym z klasycznych elementów kursu chemii organicznej jest informacja, iż grupy alkilowe, czyli fragmenty zbudowane z węgla i wodoru, mają dodatni efekt indukcyjny. Mają pchać elektrony w stronę pozostałej części cząsteczki.

Badacze policzyli wtedy rozkład elektronów znacznie dokładniej i wyszło im coś odwrotnego. W porównaniu z atomem wodoru grupy alkilowe są słabo elektronowyciągające, a nie elektronodonorowe. Nie oznacza to, iż nagle przestały stabilizować np. dodatnio naładowane karbokationy. Stabilizują je jak najbardziej. Tyle iż odpowiada za to przede wszystkim hiper sprzężenie i polaryzacja cząsteczki przez istniejący ładunek, a nie prosty dodatni efekt indukcyjny, który często pojawiał się jako wyjaśnienie.

Pamiętajmy, iż chemia organiczna opiera się właśnie na przewidywaniu, gdzie w cząsteczce znajduje się więcej elektronów, gdzie mniej i które miejsce będzie najbardziej skłonne do wejścia w reakcję. W chemii praktycznej właśnie takie różnice decydują o tym, w którym miejscu uda się zbudować nowe wiązanie węgiel-węgiel.

Nawet klasyczny przykład z kwasami okazał się bardziej skomplikowany

Przez dziesięciolecia jednym z pokazowych dowodów działania efektu indukcyjnego były kwasy karboksylowe zawierające halogeny. Fluor jest bardzo elektroujemny, więc zgodnie z podręcznikowym modelem powinien silniej odciągać elektrony niż chlor. To z kolei powinno wzmacniać kwas. Dane otrzymywane w roztworach rzeczywiście potrafią wyglądać właśnie w taki sposób.

Kiedy jednak chemicy odsuwają na bok wpływ rozpuszczalnika i patrzą na samą cząsteczkę, to coś zaczyna się po prostu nie zgadzać. W fazie gazowej kwas chlorooctowy okazuje się bardziej kwasowy od fluorooctowego. W obliczeniach dla całych serii związków również widać, iż polaryzowalność chloru może mieć większe znaczenie niż sama elektroujemność fluoru.

To świetnie pokazuje, skąd tak naprawdę brał się problem. Chemicy obserwowali rzeczywisty wynik eksperymentu, ale przypisywali go jednemu mechanizmowi. Tymczasem na końcowy efekt nakłada się kilka różnych zjawisk. Dzisiejsze obliczenia pozwalają rozdzielić je w sposób, o którym twórcy pierwotnego modelu mogliby tylko pomarzyć.

Pomysł powstał wtedy, kiedy chemicy nie mogli jeszcze zobaczyć tego, co liczymy dzisiaj

Korzenie całej historii sięgają tak naprawdę jeszcze początku XX w. Już w 1916 r. Gilbert Lewis próbował wyjaśniać adekwatności kwasów przez przesuwanie elektronów w wiązaniach. W 1934 r. Christopher Ingold opisał efekt indukcyjny w sposób bardzo zbliżony do tego, który później trafił do podręczników: kolejne wiązania w łańcuchu miały ulegać coraz słabszej polaryzacji.

Nie była to oczywiście w żaden sposób nierozsądna teoria. Po prostu chemicy mieli wtedy zupełnie inne narzędzia. Nie mogli wykonać współczesnych obliczeń rozkładu gęstości elektronowej ani śledzić orbitali z dokładnością dostępną dzisiejszej chemii kwantowej. Musieli wnioskować o zachowaniu elektronów pośrednio, obserwując adekwatności całych związków.

Obecnie potrafimy już eksperymentalnie odtwarzać choćby trójwymiarowy kształt orbitali elektronowych. Nic więc dziwnego, iż modele stworzone przed erą komputerów zaczynają być sprawdzane znacznie dokładniej.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Idź do oryginalnego materiału