Jeden smukły i względnie lekki laptop do wszystkiego – zadań związanych z AI, pracy kreatywnej, gier oraz nauki. Względnie lekki, wydajny, oferujący długi czas pracy na baterii. Brzmi zbyt pięknie, aby było prawdziwe? Niekoniecznie. Od kilku dni korzystam z jednego z pierwszych modeli laptopów wykorzystujących najnowsze układy NVIDIA RTX Spark N1X. Jest zdecydowanie za wcześnie na publikację wyczerpującej recenzji, ale pierwszymi wrażeniami na jego temat chętnie podzielę się z Wami już teraz.
W moje ręce trafił ASUS ProArt P16 – model wyposażony w mocniejszy wariant RTX Spark N1X z 6144 rdzeniowym GPU Blackwell RTX, 20-rdzeniowy CPU (10x Cortex-X925 + 10x Cortex-A725) NVIDIA Grace opracowany wspólnie z MediaTekiem i 64 GB zunifikowanej pamięci LPDDR5X o szybkości 9400 MT/s. Dodam jeszcze, iż słabszy układ RTX Spark N1X ma 5120 rdzeni CUDA i 18-rdzeniowe CPU (9x Cortex-X925 + 9x Cortex-A725), a w sprzedaży dostępne są jeszcze modele laptopów z 24, 32, 48 lub 128 GB zunifikowanej pamięci RAM. Osoby pragnące czerpać garściami z potencjału uruchamiania lokalnej AI powinny zainteresować się urządzeniami ze 128 GB pamięci RAM, bowiem są one w stanie obsłużyć największe modele.
W moim 64-gigabajtowym egzemplarzu NVIDIA App domyślnie rezerwowała 32 GB pamięci dla GPU, a wielkość tego obszaru może zmienić użytkownik. Nie jest to jednak klasyczny, sztywny podział na RAM i VRAM. Fizycznie CPU i GPU korzystają z tej samej pamięci LPDDR5X, którą Windows dzieli na obszar zarezerwowany dla GPU, pamięć współdzieloną oraz część pozostawioną wyłącznie procesorowi.
Po pierwsze: będzie zwracać uwagę na model, który się kupuje
Podczas prezentacji w San Francisco oglądałem laptopy od łącznie sześciu producentów, które różniły się od siebie między innymi TDP zastosowanego w nich SoC. W przypadku tych modeli limit mocy SoC zawierał się w przedziale od 65 do 80 W (maksimum), choć do sprzedaży trafić ma sprzęt o jeszcze niższym TDP na poziomie 45 W. W testowanym przeze mnie ASUS ProArt P16 RTX Spark N1X legitymuje się TDP na poziomie 80 W, przy czym, aby uzyskać maksymalną wydajność należy uruchomić specjalny tryb wydajność w oprogramowaniu dołączonym przez producenta urządzenia.
Każdy z laptopów z nowymi układami od NVIDIA robił na mnie podobnie znakomite wrażenie od strony wizualnej. ASUS ProArt P16 po chwyceniu go w dłonie daje poczucie obcowania ze sprzętem solidnym, ładnym i drogim. Prawdę mówiąc pod tym względem notebooki te – jak żadne wcześniejsze – przypominają MacBooki Pro od Apple. W ASUS ProArt P16 moją uwagę zwróciła masa wynosząca 1,77 kg, która początkowo wydawała mi się dość duża. Sprzęt ten wyposażono jednak w akumulator o pojemności aż 99,9 Whr, który swoje waży. Warto także pamiętać o tym, iż mamy do czynienia z laptopem o wysokiej wydajności, z dość pokaźnym dwuwentylatorowym układem chłodzenia.
Z tego co zweryfikowałem: nie każdy z notebooków z NVIDIA RTX Spark wykorzystuje komorę parową. Przedstawiciele producentów podawali również sprzeczne informacje co do ewentualnego throttlingu. Od „nie występuje”, przez „nie powinien występować”, po szczery uśmiech sugerujący, iż throttling jest naturalnym efektem wysokiej wydajności.
Laptop z Twoim osobistym agentem AI
Przede wszystkim: rewelacyjne głośniki. Nie wiem jak w innych laptopach z RTX Sparkiem, ale w ASUS ProArt P16 zastosowany system jest szalenie blisko tego, co oferuje najlepszy w tej kwestii Apple MacBook Pro. Po drugie: genialny ekran OLED. W niektórych laptopach zastosowano choćby jeszcze lepszą matrycę Tandem OLED. Dobry ekran i głośniki to podstawa w sprzęcie dedykowanym twórcom, pragnącym wykorzystać sprzęt do montażu, edycji i obróbki zdjęć i filmów.
Od razu po uruchomieniu laptopa zainstalowałem agenta Hermes, stanowiącego niejako pokaz lokalnych możliwości AI oraz przystępności konfiguracji całego procesu. Podajesz agentowi swoje imię, określasz motyw kolorystyczny i… gotowe. Masz do dyspozycji model językowy dobrany do możliwości Twojego laptopa – lokalnie i bezkonieczności wydawania nań choćby jednej dodatkowej złotówki. Co może dla Ciebie zrobić? Potencjalnie – bardzo wiele, choć zależy to od modelu, narzędzi i przyznanych uprawnień. Może odpisywać za Ciebie na maile (o ile dasz mu do nich dostęp), może wygenerować Ci grafikę, może choćby napisać stronę internetową lub pomóc rozwiązać problem sprzętowy, jaki napotkałeś na swoim nowym laptopie. Z odpowiednimi uprawnieniami usunie z dysku zbędne pliki, poprzenosi wszystkie zdjęcia do jednego folderu. Może kierować zapytania do sieci, o ile tylko będziesz chciał, co zwiększy jeszcze bardziej jego możliwości.
Nie jest to jednak (jeszcze) magiczny przycisk rozwiązujący każdy problem. Bardziej złożone zadania wymagają czasu, czasami kończą się błędem, a przy dostępie do poczty, plików czy możliwości wykonywania kodu trzeba bardzo uważnie kontrolować przyznawane agentowi uprawnienia. Sam model może działać lokalnie, ale korzystanie z poczty lub internetu siłą rzeczy wymaga komunikacji z zewnętrznymi usługami.
Co daje tak naprawdę lokalna AI i RTX Spark?
Największą zaletą lokalnej AI nie jest jednak to, iż zawsze odpowiada szybciej lub lepiej od usług działających w chmurze, bo nie zawsze tak jest. Przewaga polega przede wszystkim na kontroli. Poufne dokumenty, niepublikowane zdjęcia, nagrania klientów lub kod projektu mogą pozostać na komputerze, o ile świadomie nie zezwolimy aplikacji na komunikację z internetem. Nie płacimy też dostawcy za każde kolejne zapytanie lub wygenerowany film lub grafikę, choć oczywiście wcześniej zapłaciliśmy niemałą kwotę za sam sprzęt.
Dla porównania z wydajnym komputerem stacjonarnym: w teście generowania obrazów na podstawie tekstu ComfyUI Qwen Image 2.1, mediana dla generowania pojedynczego zdjęcia wynosiła 9,508 s dla komputera z Intel Core i9-13900K i RTX 5080, a ok. 21 sekund dla testowanego laptopa.
To właśnie przy takich zadaniach 64 GB zunifikowanej pamięci jest naprawdę przydatne. W tradycyjnym laptopie ograniczeniem lokalnej AI często okazuje się 8, 12 lub 16 GB pamięci karty graficznej. Tutaj GPU może korzystać ze znacznie większej puli, dzięki czemu na komputerze mieszczą się większe modele językowe, dłuższy kontekst oraz bardziej rozbudowane procesy generowania obrazów i filmów. Większa ilość pamięci nie przyspiesza jednak automatycznie tego samego modelu. Decyduje przede wszystkim o tym, czy dane zadanie da się w ogóle uruchomić.
Twórca nie potrzebuje przy tym agenta, który za wszelką cenę przejmie kontrolę nad całym komputerem. Znacznie bardziej użyteczny może okazać się lokalny asystent wykonujący żmudne czynności otaczające adekwatny proces twórczy. Dziennikarz wykorzysta go do transkrypcji rozmów, przeszukiwania archiwum dokumentów, odnajdywania cytatów i porównywania kilku wersji tekstu. Fotograf może generować warianty koncepcji, opisywać i katalogować zdjęcia, usuwać niechciane elementy lub zwiększać rozdzielczość materiału. Montażysta zyska narzędzie do tworzenia napisów, tłumaczenia dialogów, opisywania ujęć i przygotowywania storyboardów. Wszystko to można wykonać bez wysyłania materiałów klienta na cudzy serwer.
To bardzo specjalistyczny sprzęt
Na tym w mojej ocenie polega najciekawsza cecha RTX Spark. Platforma nie musi wygrywać z laptopami wyposażonymi w GeForce RTX 5060 lub RTX 5070 w każdym klasycznym benchmarku. o ile model, scena 3D albo projekt wideo mieści się w pamięci zwykłego układu graficznego, tańszy notebook x86 może okazać się równie szybki, a czasem szybszy. Przewaga RTX Spark pojawia się dopiero przy zderzeniu ze ścianą pamięci. Wtedy konkurencyjny komputer nie jest po prostu o kilkanaście procent wolniejszy. Może w ogóle nie uruchomić zadania albo drastycznie zwolnić po przeniesieniu części danych do pamięci systemowej.
RTX Spark potrafi zachować dużą część swojej wydajności (niemal 100%) po odłączeniu zasilacza. To podobna sytuacja jak w przypadku chwalonych za to laptopów Apple. Długotrwałe obciążenie GPU błyskawicznie znacznie szybciej rozładuje jednak baterię. Deklaracje o długim czasie pracy dotyczą przede wszystkim internetu, multimediów i lżejszych zadań, a nie ciągłego generowania obrazów, filmów lub odpowiedzi dużego modelu językowego.
Pozostaje jeszcze Windows na Arm. Coraz więcej najważniejszych programów dla twórców ma już wersje natywne, ale sam program to nie zawsze cały warsztat. Problematyczne mogą okazać się starsze wtyczki, kodeki, sterowniki urządzeń przechwytujących albo oprogramowanie do kalibracji. Przed zakupem tak drogiego laptopa warto więc sprawdzić każdy element własnego środowiska pracy. Na obecnym etapie RTX Spark jest bardziej przenośnym laboratorium AI, które może pełnić rolę stacji roboczej, niż uniwersalną stacją roboczą dla absolutnie każdego.
Gry działają… różnie
Laptopy z NVIDIA RTX Spark widziałem już w akcji w Berlinie, gdzie przekonałem się, iż radzą sobie nieźle z grami. Teraz mogłem jednak uruchomić dowolną produkcję z dowolnymi ustawieniami i skonfrontować to z niezależnym pomiarem. Najpierw sięgnąłem po Counter-Strike 2, gdzie w maksymalnych detalach i natywnej rozdzielczości 2880×1800 pikseli uzyskałem średnio około 70 klatek na sekundę. Co to oznacza? Tyle, iż gry na nowej platformie działają różnie.
W Cyberpunku 2077 w wysokich detalach i z włączonym ray tracingiem po aktywowaniu NVIDIA DLSS na jakość i generatora klatek 3x uzyskałem około 55 klatek na sekundę. Bez ray tracingu i DLSS nie miałem problemu z przekroczeniem 45 klatek na sekundę choćby bez technologii generacji klatek. Dodam jednak dla porządku, iż w nieco tylko innych ustawieniach zdarzało mi się doświadczać pojedyncze skoki frametime’u do około 400 ms.
W benchmarku 3DMark Steel Nomad laptop uzyskał blisko 3000 punktów, czyli ponad 3-krotnie mniej od komputera stacjonarnego z Intel Core i9-13900K i NVIDIA GeForce RTX 5080 na pokładzie. Wydajność ASUS ProArt P16 w grach reprezentowała co do zasady poziom odrobinę niższy od laptopowego RTX’a 5060. To wynik świetny biorąc pod uwagę nową architekturę, ale mając wzgląd na cenę laptopa… sami oceńcie. W mojej ocenie gaming to co najwyżej poboczne zastosowanie takiego urządzenia.
Na ostateczny werdykt jeszcze za wcześnie
Po kilku dniach wiem już, iż RTX Spark nie jest po prostu kolejnym procesorem do laptopów. To platforma próbująca połączyć zalety MacBooków Pro z ekosystemem Windows, CUDA oraz dostępem do narzędzi NVIDIA. ASUS ProArt P16 dokłada do tego świetny ekran, rewelacyjne głośniki, smukłą obudowę i ogromną jak na laptop pulę pamięci. Nie oznacza to jednak, iż powstał komputer idealny.
Największy sens zakupu widzę w tej chwili w zastosowaniach związanych z lokalną AI i pracą kreatywną. Nie dlatego, iż RTX Spark wygrywa każdy benchmark, ale dlatego, iż potrafi uruchomić zadania, które nie mieszczą się w pamięci większości mobilnych kart graficznych. Gaming pozostaje dodatkiem, ale gracz poszukujący przede wszystkim jak największej liczby klatek na sekundę bez trudu znajdzie tańszy i bardziej przewidywalny sprzęt. Podobnie będzie z osobą, która nie zamierza korzystać z lokalnych modeli i potrzebuje komputera głównie do multimediów.
ASUS-a ProArt P16 nie jest zabójcą MacBooka Pro – nie wiem choćby czy jest najlepszym laptopem dla *wszystkich* twórców. Przede mną dalsze testy wydajności w aplikacjach kreatywnych, większych modeli AI, czasu pracy na baterii, temperatur, hałasu, throttlingu oraz zachowania na zasilaniu akumulatorowym. Sprawdzę również kompatybilność programów i gier z Windowsem na Arm oraz to, jak często na przeszkodzie stają starsze wtyczki, sterowniki i zabezpieczenia antypirackie. Na te pytania odpowiem już w pełnej recenzji ASUS-a ProArt P16 z NVIDIA RTX Spark, która niebawem pojawi się na łamach Instalki.pl.

4 godzin temu







