Smartfony HUAWEI przez cały czas są telefonami bardzo niszowymi, a powody ku temu są oczywiste. Ich możliwości warto jednak znać, zwłaszcza te fotograficzne, bo w tym zakresie chiński producent naprawdę lubi się wykazywać. Nieinaczej jest w przypadku najnowszych flagowców, które w końcu, po długich miesiącach, trafiają do sprzedaży i w Polsce. Od dłuższego czasu w moich rękach jest HUAWEI Pura 90s Pro Max i dlatego dzisiaj mogę podzielić się z Wami moimi wrażeniami z użytkowania tego telefonu.
Specyfikacja i cena
Zacznijmy od podstaw, czyli tego co na papierze. Sercem urządzenia jest procesor Kirin 9030S. Na pokładzie znajdziemy też 12 GB pamięci RAM (niestety nie 16) oraz akumulator o pojemności 5270 mAh, a do tego mamy duży, 6,9-calowy ekran LTPO OLED.
Co do zaplecza fotograficznego, to urządzenie łączy 50-megapikselowy aparat główny z fizyczną, zmienną przysłoną (f/1.4-4.0) i matrycą 1/1.28”, 40-megapikselowy obiektyw ultraszerokokątny oraz 200-megapikselowy teleobiektyw (f/2.6) z optyczną stabilizacją obrazu 4-krotnym zoomem optycznym, osadzony na równie wielkiej matrycy 1/1.28”. Z przodu umieszczono kamerkę 13 MP.
Pełną specyfikację znajdziecie poniżej, a jeżeli chodzi o cenę, to HUAWEI Pura 90s Pro Max kosztuje w Polsce 6999 złotych, przy czym do 15 listopada 2026 roku można go kupić o 1500 złotych taniej.
HUAWEI Pura 90s Pro Max – specyfikacja techniczna:
Budowa i jakość wykonania
HUAWEI Pura 90s Pro Max to na pewno kawałek telefonu. Przy wymiarach 164 x 77,1 x 8,1 mm i masie wynoszącej 230,5 grama, ten telefon po prostu czuć – w dłoni, w kieszeni spodni czy w torebce. jeżeli szukacie kompaktowego urządzenia do obsługi jedną ręką, to zdecydowanie pomyliliście adresy, bo przy 6,9-calowym ekranie o jakiejkolwiek ergonomii dla mniejszych dłoni można zapomnieć. Podoba mi się jednak, iż producent zrezygnował z zaokrągleń i postawił na bardziej kanciastą bryłę, bo ten model leży w dłoniach znacznie pewniej niż Pura 80 Ultra. Mam też wrażenie, iż jest dużo lepiej wyważony, choć wyspa aparatów wciąż jest monstrualna.
Jakość wykonania to z kolei absolutna ekstraklasa, do której chiński producent zdążył nas już zresztą przyzwyczaić na przestrzeni lat. Spasowanie wszystkich elementów jest wręcz wzorowe, ramki są chłodne i przyjemne w dotyku. Wolałabym jednak, żeby wszelkie powierzchnie nie były tu błyszczące, bo odciski palców widać na nich wręcz doskonale.
Pura 90s Pro Max nie boi i się pyłu i zanurzenia w wodzie, ponieważ posiada certyfikaty IP68 i iP69, a przód chroni tu odporne na zarysowania i ograniczające odblaski szkło Kunlun Glass Crystal Armor. Ponadto ja dostałam w zestawie przezroczyste etui, ale przed zakupem koniecznie sprawdźcie, czy zestaw dostępny w sklepach na pewno je zawiera.
Co ciekawe, czytnik linii papilarnych nie został tu ukryty pod ekranem, a po staremu w przycisku bocznym. Uważam, iż to niestety kiepskie rozwiązanie, bo przycisk znajduje się na tyle wysoko, iż sięganie do niego kciukiem jest po prostu mało wygodne.
Wyświetlacz
Front modelu Pura 90s Pro Max zdominował panel LTPO OLED o przekątnej aż 6,9 cala. Z racji takich gabarytów od razu możecie zapomnieć o komfortowej obsłudze jedną ręką – to po prostu wielki ekran, wymagający zaangażowania obu dłoni. Od strony technicznej trudno mu jednak cokolwiek zarzucić. Rozdzielczość 2890 × 1308 pikseli i zagęszczenie na poziomie 460 PPI zapewniają odpowiednią ostrość obrazu, a odwzorowanie kolorów jest dokładnie takie, jakiego oczekuje się od flagowca. Nie ma tu rewolucji, jest po prostu rzetelnie odrobiona praca domowa.
Co do jasności, to nią o dziwo producent się w specyfikacji nie chwali. Ekran wykazuje się jednak bardzo dobrą czytelnością w słońcu, więc w tym temacie absolutnie nie ma powodów do narzekania. Również kolory są odwzorowane bardzo dobrze, a treści HDR można tu odtwarzać choćby w zainstalowanych przez GBox aplikacjach Netflix i YouTube.
Pozostałe parametry to sprawdzony standard. Mamy tu adaptacyjne odświeżanie w zakresie od 1 do 120 Hz, które po prostu robi swoje – system działa płynnie, a podczas czytania statycznych treści oszczędza baterię. Reakcja na dotyk (próbkowanie 300 Hz) jest bezproblemowa. Na plus zapisuję obecność zaawansowanego przyciemniania PWM, dzięki czemu używanie telefonu w nocy na minimalnej jasności nie męczy wzroku migotaniem. Jest też możliwość włączenia AOD, także pełnoekranowego. Podsumowując: to bardzo dobry, solidny wyświetlacz.
Oprogramowanie i łączność
Przejdźmy do kwestii, która w przypadku telefonów Huawei od lat budzi najwięcej kontrowersji, czyli oprogramowania. Pura 90s Pro Max pracuje pod kontrolą systemu EMUI 16. Co ciekawe, to oprogramowanie bazujące na dużo nowszym Androidzie niż poprzednie wydanie, bo na Androidzie 16.
Sama nakładka jest dobrze zoptymalizowana, przejrzysta i pod kątem płynności działania trudno jej cokolwiek zarzucić. Nie ma się jednak co oszukiwać – głównym tematem wciąż pozostaje brak natywnych usług Google. w tej chwili najrozsądniejszym ratunkiem jest wykorzystanie rozwiązań takich jak GBox oraz integracja wtyczki microG, co pozwala na uruchomienie i w miarę normalne korzystanie z aplikacji pokroju Map Google, YouTube’a czy Google Chrome, a choćby sklepu Google Play. Udało mi się tu też aktywować i skonfigurować pobraną z Google Play aplikację mBanku.
Niestety na urządzeniu standardowo znalazły się foldery z proponowanymi do zainstalowania aplikacjami, co według mnie w taki drogim telefonie nie powinno mieć miejsca. Huawei jest też w tyle za konkurencją w temacie AI, bo asystetka Celia nie jest zbyt zaawansowana, a ale mamy do dyspozycji przynajmniej odpowiednik gumki AI w aplikacji Galeria oraz Mistrza fotografii AI w aplikacji aparatu, który umożliwia inteligentne rozpoznawanie obiektów i scen i odpowiednio optymalizuje ustawienia aparatu.
Co do łączności, to mamy tu moduły obsługujące Wi-Fi 7, Bluetooth 6.0 oraz NFC. Oprócz pojedynczej karty nano SIM w telefonie możemy aktywować kartę eSIM, a miłą niespodzianką jest to, iż ten model obsługuje również transmisję 5G.
Wydajność
Sercem Pura 90s Pro Max jest autorski, 8-rdzeniowy układ Kirin 9030S, wykonany w 5-nanometrowym procesie litograficznym, który współpracuje tu z 12 GB pamięci RAM – kryzys na rynku pamięci dotknął więc i Huawei, bo poprzednik miał RAMu 16 GB. Powiedzmy to sobie od razu i do bólu wprost: jeżeli jesteście fetyszystami cyferek i kupujecie flagowca po to, by brylować w rankingach wydajności, to źle trafiliście. W benchmarkach nie osiąga on rekordowych wyników. Jest od nich wręcz daleki.
Oczywiście w codziennym użytkowaniu telefon działa jednak bardzo płynnie, a aplikacje uruchamiają się szybko. Dlatego w normalnych scenariuszach w ogóle nie odczujecie różnicy między tym modelem a sprzętami konkurencji. Telefon w ułamku sekundy reaguje na każde polecenie i nie ma tu mowy o żadnych nieprzyjemnych pauzach czy gubieniu klatek animacji. jeżeli jednak uwielbiacie wymagające mobilne gry, takie jak Wuthering Waves, to te nie będą tu działać tak dobrze, jak na innych flagowcach.
Kulturę pracy również trzeba zapisać na spory plus. Ogromna, masywna obudowa najwyraźniej świetnie radzi sobie z odprowadzaniem ciepła, bo przy typowym obciążeniu Pura 90s Pro Max pozostaje przyjemnie chłodna. Urządzenie robi się zauważalnie cieplejsze dopiero podczas długich sesji grania czy po dłuższym nagrywaniu wideo.
Bateria
Przejdźmy do kwestii zasilania. HUAWEI sięgnął tu po ogniwo o pojemności 5270 mAh, przy czym oczywiście w Chinach ta pojemność jest większa. Nie jest to też wartość rekordowa, zwłaszcza w porównaniu do urządzeń z bateriami krzemowo-węglowymi. To powiedziawszy, jeżeli nie zamierzacie obciążać telefonu długimi sesjami z grami, półtora dnia intensywnej pracy z dala od gniazdka jest tu absolutnie bezproblemowe do osiągnięcia, a przy bardziej umiarkowanym użytkowania można mówić i o dwóch dniach działania.
Proces ładowania przebiega dość sprawnie, bo Pura 90s Pro Max obsługuje nie tylko przewodowe ładowanie z mocą 100 W, ale też bezprzewodowe z mocą 80 W. W dedykowany zasilacz trzeba wyposażyć się oddzielnie, ale pozwala on uzupełnić zapas energii od 0 do 100 procent w około godzinę. To jednak czas aż o 20 minut dłuższy niż w przypadku Pury 80 Ultra o tej samej mocy ładowania.
Możliwości fotograficzne
Przyznam szczerze – kiedy pierwszy raz poznałam specyfikację tego telefonu, poczułam delikatny zawód. Gdzie ten niesamowity, wysuwany mechanicznie obiektyw i topowa, 1-calowa matryca, które tak intrygowały mnie w modelu 80 Ultra? Huawei tym razem zrezygnował z tych fajerwerków na rzecz bezpiecznej ewolucji, oddając w nasze ręce 50-megapikselowy aparat główny na mniejszym sensorze 1/1.28”, ale na szczęście z fizyczną, zmienną przysłoną (f/1.4-4.0). I choć na papierze brzmi to jak krok w tył, w codziennym pstrykaniu ten aparat po prostu robi świetną robotę. Ostre detale, naturalne kolory i ten przyjemny, prawdziwy bokeh, którym tak lubię bawić się podczas robienia zdjęć z bliska – to wszystko sprawia, iż gwałtownie wybaczyłam mu brak sprzętowych innowacji. Muszę też pochwalić fakt, iż jest to teraz matryca typu LOFIC. W praktyce oznacza to fantastyczną rozpiętość tonalną i świetne radzenie sobie z bardzo jasnymi oraz bardzo ciemnymi punktami w kadrze.
Dla mnie najważniejszą rzeczą, dla której warto ten telefon w ogóle warto rozważyć, jest 200-megapikselowy peryskopowy teleobiektyw z 4-krotnym zoomem optycznym. Sama matryca jest tu wręcz ogromna (1/1.28”) jak na ten typ aparatu. Zoom na poziomie 4x czy hybrydowe 10x daje tak cudownie ostre, plastyczne obrazki, iż z przyjemnością łapałam detale miejskiej architektury czy bawiłam się w telemakro. Optyczna stabilizacja radzi sobie świetnie z drżeniem rąk, chociaż muszę zaznaczyć, iż przy mocniejszych, cyfrowych zbliżeniach algorytmy zaczynają już zauważalnie „rysować” detale po swojemu.
Szeroki kąt (40 MP) to w wielu flagowcach wciąż traktowany po macoszemu dodatek, z którego rzadko korzystam, bo po prostu odstaje jakością. Tutaj muszę Huawei oddać honor. Szerokie kadry nie są rozmydlone na brzegach, a kolory wreszcie nie „rozjeżdżają się” drastycznie po przełączeniu z głównego oczka. Z przodu z kolei mamy sprawdzoną, 13-megapikselową kamerkę z autofokusem. Nie robi z twarzy porcelanowej lalki, ładnie wyostrza i zachowuje naturalne odcienie skóry, co przy obecnej modzie na agresywne upiększanie jest dla mnie sporą ulgą.
A jak ten zestaw sprawdza się po zmroku? Pura 90s Pro Max to wciąż nocny marek z krwi i kości. Kiedy główny aparat otwiera przysłonę do f/1.4, łapie mnóstwo światła, ale oddaje ten specyficzny, wieczorny klimat z pięknie zarysowanymi neonami i latarniami, bez irytującego szumu czy prześwietleń. Pozostałe aparaty również wypadają w tych warunkach bardzo dobrze. Podsumowując: to szalenie uniwersalny i godny zaufania sprzęt fotograficzny, który w mojej kieszeni sprawdził się znakomicie. I choć technicznie nie jest to rewolucja na miarę ubiegłorocznej „Ultry”, to na codzień generuje po prostu przepiękne, cieszące oko obrazy.
Nagrywanie wideo
Jeśli chodzi o nagrywanie wideo, HUAWEI Pura 90s Pro Max utrzymuje wysoki, flagowy poziom, choć tu również obyło się bez rewolucji. telefon pozwala na rejestrowanie obrazu w rozdzielczości 4K przy 60 klatkach na sekundę, i to z użyciem wszystkich obiektywów, co dla mnie jest ogromnym plusem. Nie ma opcji nagrywania w 8K, ani w Logu, a tryb Pro jest dość ograniczony, ale zarówno jakość obrazu, jak i stabilizacja obrazu stoją tu na wysokim poziomie. Przykładowe wideo zostawiam Wam poniżej.
Podsumowanie
HUAWEI Pura 90s Pro Max to bez wątpienia telefon, obok którego trudno przejść obojętnie – chociażby ze względu na jego potężne gabaryty i zjawiskowy, 6,9-calowy ekran LTPO OLED. Pod kątem jakości wykonania chiński producent po raz kolejny udowadnia, iż należy do absolutnej czołówki. Precyzyjne spasowanie elementów, odporność potwierdzona podwójnymi certyfikatami IP68 i IP69 oraz świetna kultura pracy sprawiają, iż obcowanie z tym sprzętem to czysta przyjemność, o ile oczywiście jesteście miłośnikami naprawdę masywnych urządzeń.
Niestety, ten flagowy wizerunek psują dość wyraźne kompromisy, które w telefonie wycenionym na 6999 złotych mogą być trudne do przełknięcia. Autorski procesor Kirin 9030S pod względem czystej wydajności zostaje daleko w tyle za rynkowymi konkurentami, choć na plus jest to, iż w końcu pozwala cieszyć się łącznością 5G. Do tego dochodzi wciąż obecna kwestia braku natywnych usług Google – choć rozwiązania takie jak GBox czy wtyczki microG ratują sytuację i działają coraz sprawniej, to wciąż pozostają obejściami wymagającymi od użytkownika dodatkowego zaangażowania.
Mimo tych sprzętowo-systemowych mankamentów, najnowsza Pura ma w rękawie asa, który dla wielu okaże się decydujący: wybitne możliwości fotograficzne. Połączenie rewelacyjnego, 200-megapikselowego teleobiektywu z nową matrycą LOFIC i zmienną przysłoną w głównym aparacie daje efekty, które po prostu zachwycają plastyką, szczegółowością i naturalnością. Ostatecznie jest to więc sprzęt skierowany do bardzo konkretnej niszy – świadomych entuzjastów mobilnej fotografii, którzy szukają unikalnych kadrów i są gotowi zaakceptować codzienne ustępstwa w zamian za optykę najwyższej klasy.
Mocne strony:
- Wysoka jakość wykonania
- Wybitny 200-megapikselowy peryskopowy teleobiektyw z rewelacyjnym zoomem
- Wszechstronny aparat główny z nową matrycą LOFIC i zmienną, fizyczną przysłoną (f/1.4-4.0)
- Certyfikaty IP68/IP69
- Bardzo dobra kultura pracy
- Obecność łączności 5G oraz wsparcie dla kart eSIM
- Szybkie ładowanie
- Jasny wyświetlacz LTPO OLED
- Bardzo dobra jakość wideo
Słabe strony:
- Brak natywnych usług Google (wymaga posiłkowania się rozwiązaniami typu GBox)
- Wydajność procesora Kirin 9030S znacznie odstaje od tegorocznej flagowej konkurencji
- Niewygodnie umiejscowiony czytnik linii papilarnych
- Niepotrzebny bloatware

4 godzin temu






