HUAWEI FreeBuds Neo są bardzo małe, lekkie, nie cechuje ich przesadne podbicie basu i oferują sensowne ANC. Producent wycenił je w Polsce na 549 złotych, choć w chwili pisania tego tekstu dało się je kupić za 449 złotych. Konkurencja jest ogromna, a ja sprawdziłem, czym produkt ten chce wyróżnić się od wielu innych podobnych urządzeń.
Te słuchawki naprawdę są małe
Słuchawki HUAWEI FreeBuds Neo zadebiutowały w Polsce 2 września tego roku, a ja od początku zastanawiałem się, jak wpasują się one pomiędzy rewelacyjne i flagowe w niemal każdym calu HUAWEI FreeBuds Pro 5, a średniopółkowe HUAWEI FreeBuds 7i. Teraz znam już odpowiedź.
W zestawie oprócz etui o ciekawym kształcie są cztery rozmiary silikonowych końcówek, od XS do L. Te w rozmiarze M założono domyślnie na słuchawki i to właśnie one okazały się optymalnymi dla mojego ucha. Warto poświęcić chwilę na ich dobranie, bo różnica jest większa, niż mogłoby się wydawać. Przy zbyt małych gumkach słuchawki przez cały czas siedzą wygodnie, ale tracą część basu, a ANC ma znacznie mniej do powiedzenia.
W doborze idealnych gumek pomaga odpowiednia opcja w aplikacji HUAWEI Audio Connect. Po dobraniu adekwatnego rozmiaru wkładek dousznych słuchawki trzymały się u mnie pewnie również podczas szybszego marszu i lekkich ćwiczeń. Do biegania te słuchawki w moim przypadku się nie nadawały.
Każda słuchawka HUAWEI FreeBuds Neo waży około 4,8 grama. Niewielki korpus nie uciskał mojego ucha, a dobrze rozłożony ciężar zapobiegał powolnemu wysuwaniu się słuchawek z uszu. Podczas pracy przy komputerze potrafiłem nosić je przez kilka godzin bez charakterystycznego uczucia, iż uszy domagają się przerwy. Z czasem wolałem je wykorzystywać w podróży.
Słuchawki otrzymały certyfikację IP55, więc pot lub lekki deszcz nie powinny być dla nich problemem. Etui takiej ochrony już nie ma, co poczytuję jako drobną wadę.
Samo etui jest małe, obłe i bez problemu mieści się choćby w ciasnej kieszeni spodni. Waży około 31 gramów, dobrze leży w dłoni i nie ma ostrych krawędzi. Zawias w moim egzemplarzu pracował pewnie, a magnesy bezbłędnie przyciągały słuchawki na miejsce. Wkładanie słuchawek do etui również nie wymaga wypracowywania sobie dodatkowych przyzwyczajeń, co w przypadku tego typu urządzeń nie zawsze jest rzeczą oczywistą.
Do jakości wykonania tak słuchawek jak i etui trudno mi się przyczepić, choć błyszczące powierzchnie słuchawek gwałtownie zbierały odciski palców. Na ciemniejszych wersjach kolorystycznych będzie to bardziej widoczne niż na wariancie srebrnym. Nie jest to wielka wada, a cena za efektowny, nieco biżuteryjny w przypadku testowanej wersji wygląd.
Sterowanie: miniaturyzacja ma swoją cenę
Krótka nóżka wygląda dobrze, ale zostawia mniej miejsca na gesty. HUAWEI zastosował sterowanie dotykowe: podwójne i potrójne stuknięcie, przytrzymanie oraz przesunięcie palcem odpowiadające za głośność. W teorii nie trzeba wyciągać telefonu z kieszeni, aby ściszyć muzykę albo zmienić tryb redukcji hałasu. Problem polega na tym, iż w tak małą powierzchnię trzeba trafić dość precyzyjnie, więc mimo to wolałem sterowanie z poziomu ekranu.
Przyznam szczerze, iż nie istnieją słuchawki dokanałowe, które z przyjemnością obsługiwałbym gestami. W tym modelu sprawiało mi to więcej kłopotu niż w wielu innych. Odtwarzanie i pauza nie sprawiały mi problemów, ale już regulacja głośności w ruchu wymagała większego skupienia, niż powinna. Kilka razy niepotrzebnie przemieściłem słuchawkę w uchu zamiast wykonać gest albo przesunąłem palcem zbyt krótko. Po paru dniach było już lepiej, jednak przez cały czas wolę ściskane nóżki znane z droższych modeli FreeBuds Pro. Dają większy margines na błędy.
Same słuchawki prawidłowo rozpoznają wyjęcie z uszu i wstrzymują odtwarzanie. Można też odbierać albo odrzucać połączenia ruchem głowy. Funkcja ta działa, choć traktuję ją bardziej jako interesujący dodatek niż coś, czego używałbym codziennie.
Zdjęcie: HuaweiDo konfiguracji służy aplikacja HUAWEI Audio Connect dostępna na Androida i iOS. Pozwala zmienić gesty, wybrać profil korektora, uruchomić dźwięk przestrzenny, sprawdzić stan akumulatorów i odnaleźć zagubioną słuchawkę. Interfejs jest czytelny, ale kolejna aplikacja do obsługi jednego akcesorium nie jest dla mnie czymś pożądanym. Funkcja wyszukiwania online, pozwalająca lokalizować słuchawki poprzez sprawdzenie ich pozycji na mapie, działa tylko ze telefonami lub tabletami Huawei z systemem HarmonyOS 2.0 lub nowszym. Poza telefonami Huawei niedostępny jest też kodek L2HC.
Duży plus przyznaję za połączenia multipoint. HUAWEI FreeBuds Neo mogą być połączone jednocześnie z dwoma urządzeniami, także pracującymi pod różnymi systemami operacyjnymi. Słuchałem materiału na laptopie, po czym odbierałem połączenie z telefonu bez manualnego przełączania źródła. Stabilność Bluetooth 6.0 nie dawała mi powodów do narzekania. W mieszkaniu mogłem odejść od telefonu do sąsiedniego pomieszczenia bez pogorszania jakości dźwięku. Pamiętajcie o tym, iż finalnie wszystko zależy od rozmiaru pomieszczeń, grubości ścian i kilku innych czynników.
Konkretne brzmienie, ale bez efektu wow
Za dźwięk we HUAWEI FreeBuds Neo odpowiada pojedynczy, 11-milimetrowy przetwornik dynamiczny. Konstrukcja nie jest tak zaawansowana jak w modelach Pro, ale HUAWEI dobrze wykorzystał niewielką kubaturę słuchawek. FreeBuds Neo grają żywo, dość ciepło i równo. Bas ma wyraźne uderzenie, ale nie jest rozlany i nie przykrywa wokali. W muzyce elektronicznej potrafi zejść nisko, a w rocku stopa perkusji nie zmienia całego nagrania w jednostajne dudnienie dość typowe dla tanich konstrukcji.
Środek pasma jest czytelny, dlatego podcasty, rozmowy i filmy brzmią bardzo dobrze choćby przy umiarkowanej głośności. Wokale są lekko wysunięte, ale nie syczą. Góra dostarcza wystarczająco dużo detali, nie próbując za wszelką cenę udawać analitycznego sprzętu. Nie chcę przy tym robić z Neo słuchawek audiofilskich. W gęstych, mocno skompresowanych utworach droższe konstrukcje lepiej oddzielają instrumenty i budują głębszą scenę. HUAWEI gra bardziej bezpośrednio, a najdrobniejsze szczegóły potrafią chować się w tle. Przy tej cenie najważniejsze jest jednak to, iż już fabryczny profil brzmi dobrze i nie zmusza do ratowania dźwięku korektorem.
Na zgodnym telefonie z systemem Android można włączyć kodek LDAC. Różnica przy dobrym materiale oraz odpowiednio wrażliwym słuchu będzie subtelna, zwłaszcza w wybrzmiewaniu wysokich tonów. Warto pamiętać o tym, iż kodek o wyższej przepływności skraca czas pracy na baterii.
Dźwięk przestrzenny z funkcją śledzenia ruchów głowy jak zawsze robi lepsze wrażenie w filmach niż w muzyce. Dialog pozostaje przed słuchaczem, a efekty rozchodzą się szerzej niż w zwykłym stereo. Przy utworach muzycznych często wracałem jednak do normalnego trybu, bo przestrzeń w nich niemal zawsze brzmi sztucznie.
ANC jest dobre, ale do ideału brakuje. A tryb kontaktu?
Aktywna redukcja hałasu należy do mocniejszych punktów HUAWEI FreeBuds Neo, pod warunkiem iż oczekiwania są odpowiednie do budżetu. ANC bardzo dobrze radzi sobie z jednostajnym szumem: wentylatorem, odgłosem jazdy pociągiem lub szumem komunikacji miejskiej. Takie tło znika po włączeniu ANC i nie trzeba podgłaśniać muzyki, aby usłyszeć dialog albo podcast.
Gorzej wypada tłumienie rozmów, stukania klawiatury i niespodziewanie głośnych dźwięków. Tak, są przyciszone, ale nie znikają. Neo nie zapewniają też tej niemal nienaturalnej ciszy, jaką potrafią stworzyć najdroższe modele z oferty Sony, Apple, czy choćby HUAWEI FreeBuds Pro 5. Z drugiej strony nie czułem nieprzyjemnego ciśnienia w uszach, a system płynnie dopasowywał intensywność tłumienia do otoczenia.
Tryb kontaktu działa dobrze, ale nie brzmi całkowicie naturalnie. W cichym miejscu można usłyszeć delikatny szum, a głos użytkownika ma lekko zamknięty charakter. Funkcja wykrywania rozmowy jest wygodna. Kiedy zaczynałem mówić, słuchawki ściszały odtwarzanie i wpuszczały dźwięki z zewnątrz. Zdarzało mi się jednak uruchomić ją przypadkiem przy nuceniu, dlatego ostatecznie wolałem sterować trybem manualnie.
Jakość rozmów jest dobra, ale nie wzorcowa
HUAWEI sięgnął po system trzech mikrofonów i czujnika przewodnictwa kostnego. W cichym pomieszczeniu rejestrowany głos brzmi czysto i dość naturalnie. Na ulicy algorytmy skutecznie wycinają dużą część hałasów tła, więc rozmówca nie słyszy każdego przejeżdżającego samochodu. Przy silniejszym wietrze głos staje się jednak bardziej przetworzony. przez cały czas da się prowadzić rozmowę, ale nie jest to poziom dobrego mikrofonu w telefonie ani najlepszych słuchawek dokanałowych.
Bateria jest dobra. Z ANC – po prostu poprawna
Producent deklaruje do 10 godzin działania HUAWEI FreeBuds Neo bez redukcji hałasu i 6,5 godziny z ANC. W praktyce, przy dość wysokiej głośności i włączonym tłumieniu, uzyskiwałem około sześciu godzin. Bez ANC wynik zbliżał się do obiecywanych dziesięciu. Etui wydłuża łączny czas odpowiednio do około 40 i 24 godzin. To niezłe rezultaty, jeżeli weźmiemy pod uwagę mniejszy od standardowego rozmiar słuchawek.
Na pochwałę zasługuje obecność szybkiego ładowania. Dziesięć minut w etui faktycznie zapewnia mniej więcej cztery kolejne godziny słuchania, więc krótka przerwa wystarcza, aby podładować HUAWEI FreeBuds Neo do satysfakcjonującego poziomu.
Etui ładuje się przez USB-C. Brakuje tu ładowania bezprzewodowego, co przy regularnej cenie 549 złotych uważam za zauważalne cięcie kosztów.
Czy warto kupić HUAWEI FreeBuds Neo?
Po nazwie i wyglądzie spodziewałem się produktu w jakiś sposób… rewolucyjnego? Świeżego? Tymczasem największy atut Neo jest dość mało widowiskowy: te słuchawki po prostu nie irytują podczas użytkowania. Są lekkie, nie uciskają, pewnie siedzą w uszach, dobrze brzmią bez grzebania w ustawieniach i płynnie przełączają się między telefonem a komputerem.
Są też wady. Sterowanie na krótkiej nóżce wymaga precyzji, tryb kontaktu ustępuje rozwiązaniom z droższych modeli, a około sześciu godzin działania z włączonym ANC nie rzuca na kolana. Do tego dochodzi brak ładowania bezprzewodowego i kilka funkcji, które rozwijają skrzydła dopiero w ekosystemie Huawei.
W mojej ocenie za 549 złotych FreeBuds Neo są interesującym, ale zdecydowanie nie bezkonkurencyjnym wyborem. Za 449 złotych stają się znacznie łatwiejsze do polecenia, szczególnie osobom, które stawiają wygodę ponad audiofilskie ambicje. To bardzo udane słuchawki, które wiedzą, gdzie musiały ustąpić droższym modelom. Szczerze? Mimo wszystko wolałbym dołożyć co nieco i kupić HUAWEI FreeBuds Pro 5 w cenie 699 złotych.
Mocne strony:
- bardzo wygodna i lekka konstrukcja,
- zrównoważone, energiczne brzmienie bez przesadnego basu,
- skuteczne ANC na jednostajny hałas,
- multipoint i stabilne połączenie,
- szybkie ładowanie,
- cztery rozmiary końcówek i odporność IP55 (słuchawek),
- kompaktowe, interesujące etui.
Słabe strony:
- gesty na krótkiej nóżce wymagają precyzji,
- tryb kontaktu nie brzmi tak naturalnie jak w najlepszych dokanałówkach,
- brak ładowania bezprzewodowego,
- część dodatków działa tylko w ekosystemie Huawei.

4 godzin temu







