
Naukowcy przewiercili się przez lodowiec Grenlandii i odkryli, iż 7 tys. lat temu nie było tam w ogóle lodu. Taki scenariusz może się powtórzyć, co zdecydowanie nie będzie dla nas dobre.
Na mapach wygląda jak solidny garb grenlandzkiej czapy lodowej, jeden z tych obszarów, które miały przetrwać choćby poważne ocieplenie. Najnowsze odwierty pokazują jednak zupełnie inną historię. Około 7 tys. lat temu pod Prudhoe Dome nie było w ogóle lodu, a skały i osady leżały odsłonięte w pełnym słońcu. Co gorsza, temperatury, które doprowadziły do tego roztopienia, są bardzo zbliżone do tych, które klimatolodzy przewidują na koniec XXI w.
Lodowy bastion, który wcale nie był niezniszczalny
Prudhoe Dome leży na północno-zachodnim skraju Grenlandii, wysoko ponad poziomem morza. Przez lata traktowano ten rejon jako jeden z najstabilniejszych fragmentów lądolodu: miał się cofać, ale nie znikać całkowicie. Nowe wyniki z projektu GreenDrill stawiają tę tezę pod dużym znakiem zapytania. Zamiast historii wiecznego lodu badacze zobaczyli ślad po głębokim odwrocie – tak dalekim, iż lokalna kopuła lodowa zniknęła na tysiąclecia.
To ważna korekta obrazu Grenlandii. Lądolód nie jest jednolitą bryłą, ale systemem wielu kopuł i ramion. jeżeli tak wysoko położony fragment potrafił już raz całkowicie stopnieć, przestaje być oczywiste, gdzie naprawdę przebiega granica stabilności tej lodowej tarczy.
509 metrów lodu i cienka warstwa pamięci
Żeby sprawdzić, co kryje się pod Prudhoe Dome, naukowcy sięgnęli po klasyczną metodę lodowych odwiertów. W praktyce oznacza to powolne wycinanie pionowego rdzenia (kolumny lodu o niewielkiej średnicy) aż do skalistego podłoża. W tym przypadku wiertło musiało pokonać 509 m śniegu, firnu i lodu, zanim dotarło do osadów leżących bezpośrednio na skale. Właśnie te ziarenka piasku, mułu i minerałów okazały się najcenniejszym nośnikiem informacji.
Do ich datowania wykorzystano luminescencję. Drobne ziarna minerałów działają jak mikroskopijne magazyny energii: gdy są zakopane i odcięte od światła, gromadzą ładunek pochodzący z naturalnego promieniowania. W laboratorium, po odpowiednim naświetleniu próbek, energia ta jest uwalniana w postaci bardzo słabego świecenia. Na podstawie natężenia tej poświaty można obliczyć, ile czasu minęło od ostatniego kontaktu osadu ze światłem dziennym.
Wynik z Prudhoe Dome jest jednoznaczny. Osady pod dzisiejszym lodem były wystawione na słońce około 7,1 tys. lat temu, z niepewnością rzędu nieco ponad 1 tys. lat. Żeby do tego doszło, lód musiał całkowicie ustąpić, odsłaniając skały na dłużej niż tylko na jedno wyjątkowo ciepłe lato.
Holocenowe ocieplenie, czyli próba generalna tego, co robimy dziś
Okres, do którego odsyłają dane z odwiertów, to wczesny holocen. Na półkuli północnej był to czas tzw. optimum klimatycznego – fazy, w której letnie temperatury były wyższe niż obecnie. Rekonstrukcje pokazują, iż nad północną Grenlandią latem panowały wtedy temperatury wyższe o 3-5 stopni Celsjusza względem współczesnych. Prudhoe Dome nie wytrzymał takiego ocieplenia. Lokalna kopuła lodowa stopniała, a jej miejsce zajęły odsłonięte skały i osady.
To porównanie brzmi dziś wyjątkowo niewygodnie. W wielu scenariuszach klimatycznych dla końca XXI w. Arktyka osiąga podobny poziom dodatkowego ocieplenia. Kluczowa różnica tkwi w tempie zmian. Naturalne procesy holocenu rozgrywały się w skali tysięcy lat, podczas gdy obecne ocieplenie wywołane przez człowieka zachodzi w ciągu zaledwie jednego stulecia. Wygląda więc na to, iż ten lądolód nie jest wieczny. Kilka stopni więcej przez dłuższy czas wystarczyło, by choćby wysoko położona kopuła zniknęła z powierzchni.
Co skały spod lodu mówią o przyszłym poziomie mórz?
Skoro tak duży fragment czapy już raz całkowicie stopniał przy stosunkowo niewielkim z naszej perspektywy ociepleniu, oznacza to, iż próg wrażliwości lądolodu jest bliżej, niż dotąd zakładano.
Nie da się oczywiście na tej podstawie wyliczyć dokładnej liczby centymetrów, o jakie podniósł się wtedy poziom oceanów. Wiadomo jednak, iż takie dziury w lądolodzie zmieniają zachowanie całego systemu: woda łatwiej dostaje się w głąb, pogłębia pęknięcia i szczeliny, a lodowiec staje się bardziej podatny na spływanie ku morzu.
Dla współczesnych modeli to istotny sygnał ostrzegawczy. Dotąd wiele z nich traktowało wewnętrzne, wysoko położone części Grenlandii jako względnie odporne na ocieplenie. Nowe dane pokazują, iż choćby te obszary potrafią przejść pełną deglacjację, jeżeli klimat przesunie się o kilka stopni.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI
Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google
