Pora podzielić się moją opinią na temat najnowszego kompaktowego flagowca od Google, czyli Pixela 11 Pro. Czy jest to telefon, który warto kupić? Jak prezentuje się na tle konkurencji? W tym tekście postaram się na te pytania odpowiedzieć. Nie przedłużając, zapraszam do lektury.
Specyfikacja i cena
Seria Google Pixel 11 zadebiutowała w porównywalnych cenach, co modele zeszłoroczne, ale niestety z pewnymi kompromisami. W przypadku modelu 11 Pro te zaczynają się bowiem od 5199 złotych, bowiem Google wycięło z oferty wariant ze 128 GB pamięci. Ponadto wariant z 256 GB przestrzeni na dane ma 12 GB RAMu. Jedynie warianty 512 GB i 1 TB oferują 16 GB pamięci RAM. No cóż, rynek pamięci nas nie rozpieszcza.
Co do specyfikacji, to niestety względem poprzedników zmian jest tu niewiele. Pixel 11 Pro otrzymał przede wszystkim nieco jaśniejszy wyświetlacz, szybsze ładowanie bezprzewodowe, lepszy aparat z teleobiektywem oraz najnowszą wersję systemu Android. Wszelkie techniczne szczegóły znajdziecie w poniższej tabelce, a tymczasem ja przechodzę do adekwatnej części recenzji.
Google Pixel 11 Pro – specyfikacja techniczna:
Budowa i jakość wykonania
Jeśli mieliście okazję trzymać w dłoniach zeszłorocznego Pixela 10 Pro, to biorąc do ręki „jedenastkę”, poczujecie déjà vu. Google od lat konsekwentnie trzyma się wypracowanego języka stylistycznego, stawiając na subtelną ewolucję zamiast wywracania wszystkiego do góry nogami. W efekcie Pixel 11 Pro na pierwszy rzut oka wygląda niemal identycznie jak poprzednik, co z jednej strony może rozczarować miłośników radykalnych zmian, ale z drugiej nie można powiedzieć, by ten design się zestarzał.
Dzięki przekątnej ekranu na poziomie 6,3” Pixel 11 Pro należy na pewno do w tej chwili najbardziej kompaktowych telefonów na rynku. W wielu sytuacjach da się go zatem obsługiwać jedną ręką, ale myślę, iż mógłby być śmiało jeszcze mniejszy, zwłaszcza iż etui dodatkowo zwiększa jego wymiary.
Tradycyjnie zastosowano tutaj ramkę z polerowanego aluminium połączoną z satynowym, matowym szkłem Gorilla Glass Victus 2 na pleckach, które na szczęście nie zbiera odcisków palców tak agresywnie, jak błyszczące powierzchnie konkurencji. Całość została oczywiście uszczelniona zgodnie z normą IP68, więc nie musimy drżeć o sprzęt podczas ulewy.
Różnice względem modelu Pixel 10 Pro stają się widoczne dopiero przy bliższych oględzinach. Minimalnie odchudzono tu ramki otaczające ekran. Z kolei wyspa aparatów nie ma już aluminiowej wstawki, a jest w całości pokryta szkłem. Niestety zniknął z niej też termometr, unikatowy dla Pixeli. Mnie to osobiście nie przeszkadza, bo nigdy nie potrzebowałam z niego korzystać, ale jeżeli się do niego przyzwyczailiście, to jego brak w tym modelu na pewno odczujecie.
Spasowanie wszystkich elementów stoi na bardzo wysokim poziomie. Zarówno przycisk zasilania, jak i belka głośności umieszczone na prawym boku mają krótki, doskonale wyczuwalny skok, a konstrukcja nie wydaje z siebie żadnych niepożądanych trzasków choćby pod mocniejszym naciskiem. telefon prezentuje się elegancko, nowocześnie i adekwatnie do kwoty ponad 5000 złotych, choćby jeżeli inwencji stylistycznej zabrakło tu na cokolwiek więcej niż kosmetyczny lifting.
Wyświetlacz
Na froncie Pixela 11 Pro czeka na nas panel LTPO OLED o przekątnej 6,3 cala i rozdzielczości 2856 x 1280 pikseli. Przekłada się to na zagęszczenie na poziomie 497 PPI, więc o jakiejkolwiek ziarnistości czy poszarpanych czcionkach nie ma tu mowy – ostrość obrazu stoi na najwyższym poziomie. Podobnie jak w Pixelu 10 Pro, mamy do czynienia z adaptacyjnym odświeżaniem sięgającym 120 Hz, które dzięki technologii LTPO potrafi zjechać do zaledwie 1 Hz, gdy patrzymy na statyczny tekst, co oczywiście pozwala zaoszczędzić cenne procenty baterii. Animacje są niesamowicie płynne, a reakcja na dotyk błyskawiczna.
To, co jednak realnie odróżnia ten panel od zeszłorocznego modelu, to jego jasność. Pixel 10 Pro w pełnym słońcu radził sobie bardzo dobrze, ale Pixel 11 Pro podbija poprzeczkę jeszcze wyżej. Jasność w trybie wysokiej jasności (HBM) sięga teraz aż 2400 nitów, a jasność szczytowa wynosi kosmiczne 3600 nitów. W efekcie czytelność ekranu w słońcu potrafi być bardzo wysoka. Potrafi, bo w trakcie nagrywania wideo telefon niestety bardzo konserwatywnie obniża jasność ekranu, niezależnie od warunków otoczenia, co utrudnia ocenę wyglądu zawartości kadru.
Odwzorowanie kolorów to tradycyjnie mocny punkt telefonów Google. Wyświetlacz obsługuje 24-bitową głębię koloru i świetnie radzi sobie z treściami HDR, serwując głęboką, nasyconą czerń, rewelacyjny kontrast oraz naturalnie skalibrowane odcienie, które nie wyglądają na przesadnie przejaskrawione. Do ochrony panelu ponownie zaprzęgnięto szkło Corning Gorilla Glass Victus 2.
Na sam koniec warto wspomnieć o elementach zintegrowanych z ekranem. W jego górnej części znajdziemy oczywiście wycięcie na aparat do selfie. Z kolei w dolnej partii umieszczono ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Dla mnie znajduje się minimalnie za wysoko, ale działa dokładnie tak, jak bym sobie tego życzyła: gwałtownie i bez problemów.
Audio
W kwestii zaplecza multimedialnego Pixel 11 Pro korzysta ze sprawdzonego układu głośników stereo, w którym dolnemu przetwornikowi multimedialnemu tradycyjnie wtóruje głośnik do rozmów umieszczony nad ekranem. Podobnie jak w poprzedniku, zestrojenie całości stoi na flagowym poziomie – dźwięk jest czysty, niezwykle donośny, a separacja kanałów nie budzi zastrzeżeń. Względem Pixela 10 Pro da się wyczuć nieco pełniejszą średnicę i odrobinę głębszy dół pasma, dzięki czemu odtwarzana muzyka zyskuje przyjemniejszą dla ucha, nieco cieplejszą scenę. Choć mała bryła telefona fizyki nie oszuka i nie zastąpi dedykowanego głośniczka Bluetooth, to do oglądania YouTube’a, seriali w łóżku okazjonalnego słuchania muzyki zestaw ten sprawdza się więcej niż dobrze.
Oprogramowanie i łączność
Pod względem systemu operacyjnego Google Pixel 11 Pro to oczywiście pokaz najczystszej wizji systemu prosto z Mountain View. telefon zadebiutował z Androidem 17 na pokładzie, a producent ponownie dotrzymuje obietnicy aż 7 lat pełnego wsparcia, obejmującego zarówno kolejne duże wersje zielonego robota, jak i comiesięczne łatki bezpieczeństwa oraz pakiety nowości Pixel Feature Drops.
Pod względem interfejsu Android 17 nie różni się mocno od Androida 16. Interfejs przez cały czas jest minimalistyczny i estetyczny. Ponadto przez cały czas brak tu śmieciowego oprogramowania, a co do animacji, to mam wrażenie, iż te są jeszcze płynniejsze. Opcji personalizacji przez cały czas jest jednak według mnie za mało. telefon ma otrzymać „wkrótce” tak zwane Pakiety motywów, ale nie wiadomo, kiedy dokładnie to nastąpi.
Jeżeli chodzi o zmiany, o których warto wspomnieć, to funkcja szybkiego udostępniania współpracuje teraz z AirDropem Apple. Ponadto funkcja przenoszenia danych ze starego telefonu (także iPhone’a) na Pixela z Androidem 17 pozwala teraz przesłać więcej danych, w tym informacje o kartach e-SIM, wiadomości czy zapisane hasła. Nowością jest funkcja HiLight, dzięki której LED na wyspie aparatu subtelnie podświetla się, gdy rozmawiamy z Gemini lub gdy dzwoni jeden z ulubionych kontaktów.
Nie zabrakło też nowości związanych z AI. Po pierwsze, w aplikacji aparatu pojawiła się funkcja Magic Capture. Dzięki niej telefon w trakcie nagrywania wideo wykonuje wiele zdjęć, wybiera najlepsze, edytuje je i zapisuje w galerii. Aplikacje Google mogą natomiast wymieniać się danymi, dzięki czemu Gemini może lepiej wykorzystywać je podczas wykonywania wyznaczanych mu zadań.
W kwestii modułów łączności Pixel 11 Pro to w zasadzie urządzenie kompletne. Otrzymujemy pełne wsparcie dla sieci 5G, Wi-Fi 7, najnowszy standard Bluetooth 6 oraz NFC do płatności zbliżeniowych. telefon obsługuje też awaryjną łączność satelitarną obsługuje, która pozwala na wezwanie pomocy, gdy nie ma zwykłego zasięgu sieci komórkowej – czyli w bardzo odosobnionych miejscach.
Wydajność
Sercem Pixela 11 Pro jest nowy autorski procesor Google Tensor G6, wspierany przez pamięć RAM LPDDR5X oraz szybką pamięć masową UFS 4.0, a w przypadku najdroższego wariantu 1 TB – choćby ZUFS 4.0. Oczywiście nie jest to jednak jednostka, która rzuca na kolana najmocniejsze układy od Qualcomma czy MediaTeka w benchmarkowych tabelkach – wręcz przeciwnie, co doskonale pokazują przeprowadzone przeze mnie testy (ich wyniki widzicie na poniższych zrzutach ekranu).
Na szczęście w codziennym użytkowaniu telefon jest jednak niesamowicie responsywny i po prostu piekielnie szybki. Mam wrażenie, iż choćby w stosunku do Pixela 10 Pro działa płynniej. Przeglądanie sieci, praca z wieloma otwartymi kartami, przełączanie się między programami czy edycja materiałów wideo przebiegają idealnie gładko i bez irytujących przycięć. Warto jednak pamiętać o rozkroku pamięciowym, na jaki zdecydowało się Google: podstawowy wariant z dyskiem 256 GB wyposażono w 12 GB RAM-u, z kolei wersje 512 GB i 1 TB mają już na pokładzie 16 GB RAM-u. W praktyce 12 GB w zupełności wystarcza do płynnej pracy, ale to wariant z 16 GB potrafi trzymać w pamięci podręcznej gigantyczną liczbę procesów bez konieczności ich ponownego przeładowywania.
Kwestią, która zawsze budzi w Pixelach spore emocje, jest kultura pracy oraz zachowanie pod długotrwałym obciążeniem. Tutaj odnotowuję przyjemny progres względem Pixela 10 Pro. Nowy procesor jest nieco lepiej zoptymalizowany pod kątem termicznym, dzięki czemu telefon nie nagrzewa się tak agresywnie przy typowych, codziennych czynnościach czy podczas korzystania z nawigacji w ciepły dzień. Obudowa staje się odczuwalnie ciepła dopiero przy dłuższych sesjach z wymagającymi grami lub podczas rejestrowania długich filmów w wysokiej rozdzielczości.
Zatem przy wymagających czynnościach throttling termiczny oczywiście występuje, a taktowanie po kilkunastu minutach mocnego obciążenia nieco spada, zwłaszcza w stress teście. Pixel 11 Pro na pewno nie jest zatem najlepszym wyborem dla graczy, bo w najbardziej wymagających grach przy wysokich ustawieniach graficznych sprawdza się kiepsko na tle innych flagowców.
Bateria
W smukłej obudowie Pixela 11 Pro upchnięto ogniwo o pojemności 4850 mAh. To wartość niemal identyczna jak w Pixelu 10 Pro, który oferował 4870 mAh, a więc o żadnym skoku pojemnościowym nie ma tutaj mowy. Na papierze mogłoby się wydawać, iż czasy pracy pozostaną na niezmienionym poziomie, jednak w praktyce widać zbawienny wpływ bardziej energooszczędnego procesora Tensor G6.
W moim teście odtwarzania wideo z platformy YouTybe Pixel 11 Pro wytrwał dokładnie 16 godzin i 41 minut, czyli dłużej niż Pixel 10 Pro (choć nie jest to wybitny wynik). Podczas codziennego użytkowania jest w stanie wytrwać więcej niż jeden dzień działania i dłużej niż poprzednik, ale na pewno daleko mu w tym temacie do telefonów z bateriami krzemowo-węglowymi o pojemnościac 6-7 tysięcy miliamperogodzin.
Słodko-gorzko wypada kwestia samego ładowania. Ładowanie przewodowe to wciąż bolesny temat, bo Google uparcie trzyma się skromnych 30 W, przez co napełnienie akumulatora od zera do setki zajmuje grubo ponad godzinę (1 godzinę i 20 minut) i w tej cenie po prostu trąci myszką. Na szczęście moc ładowania bezprzewodowego (w standardzie Qi2.2), zwiększono do 25 W.
Możliwości fotograficzne
Smartfony z serii Pixel od lat uchodzą za jedne z najlepszych fotosmartfonów na rynku i Pixel 11 Pro w zasadzie to potwierdza. o ile jednak liczyliście na kompletną rewolucję sprzętową, to niestety muszę ostudzić Wasz entuzjazm. Google po raz kolejny postawiło bowiem na doskonalenie sprawdzonej bazy. Sprzętowego ulepszenia doczekał się bowiem przede wszystkim aparat z teleobiektywem, który dostał powiększoną matrycę, a reszta dzieje się po stronie algorytmów.
No dobra, ale jak Pixel 11 Pro wypada w praktyce? Słuchajcie, Google jak zawsze dało radę, choć pozostało pole do poprawy. Lubię zdjęcia z tego telefonu za ich szczegółowość, odwzorowanie kolorów i kontrast. Nic nie jest tu zbyt jaskrawe, a sztuczna inteligencja działa zachowawczo i wyostrza obrazy wykonane przede wszystkim z bardzo dużym cyfrowym zoomem. telefon radzi sobie też (za dnia) z dynamicznymi obiektami, co sprawdziłam na meczu piłkarskim.
Na pewno na udoskonalenia można by jeszcze liczyć w przypadku aparatu przedniego, który w trybie portretowym odciął mnie od tła dość nienaturalnie i nieidealnie. Ponadto po zmroku zgubił wiele detali i mam wrażenie, iż zgubił gdzieś ostrość. Po zmroku gorzej wypada też aparat ultraszerokokątny, bo na zdjęciach z tej jednostki pojawia się dużo miękkości.
Nagrywanie wideo
Pixel 11 Pro potrafi nagrywać wideo natywnie w rozdzielczości 4K przy 60 klatkach na sekundę. Do wyboru w ustawieniach jest też opcja 8K, ale ta rozdzielczość jest osiągana poprzez upscaling. Ponadto, by z niej korzystać, potrzebujecie trochę przestrzeni w Zdjęciach Google (na przesłanie filmów do przetworzenia), a samo przetwarzanie trochę trwa. Dlatego ja nagrywałam tym telefonem w 4K.
Ten telefon na pewno jest dobrym telefonem do nagrywania wideo, ale nie tak dobrym jak telefony Apple. Dlaczego? Rejestrowana jakość obrazu jest wysoka, ale odwzorowanie kolorów według mnie pozostawia nieco do życzenia, a stabilizacja wypada nieco gorzej niż na iPhone’ach. Trzeba też zauważyć, iż podczas nagrywania w ciemniejszym otoczeniu, szum i „miękkość” na nagraniach z Pixela znacznie mocniej daje się we znaki. Ponadto iPhone daje znacznie większą kontrolę nad parametrami rejestrowanego wideo.
Podsumowanie: Czy Google Pixel 11 Pro to telefon, który warto kupić?
Google Pixel 11 Pro to bez wątpienia udana, choć bardzo zachowawcza ewolucja. Google po raz kolejny postawiło na dopracowanie sprawdzonej formuły zamiast rewolucyjnych zmian. W efekcie otrzymujemy jeden z najlepszych kompaktowych telefonów na rynku, który zachwyca poręczną konstrukcją, świetnym i niesamowicie jasnym ekranem, topową kulturą pracy na co dzień oraz niezmiennie znakomitym aparatem głównym i peryskopowym. Do tego dochodzi wzorowe wsparcie software’owe z czystym Androidem 17 na czele i bardzo przydatnymi funkcjami AI.
Z drugiej strony trudno zignorować fakt, iż za kwotę startującą od 5199 złotych producent wciąż serwuje nam powolne ładowanie przewodowe o mocy zaledwie 30 W, a układ Tensor G6 pod mocnym, gamingowym obciążeniem wciąż ustępuje konkurencji. Podział pamięci RAM (12 GB w wersji 256 GB i 16 GB dopiero w droższych wariantach) to kolejny zgrzyt w tej półce cenowej. jeżeli korzystacie z Pixela 10 Pro, przesiadka na „jedenastkę” mija się z celem, bo zmian jest po prostu zbyt mało. jeżeli jednak szukacie nowoczesnego, kompaktowego flagowca z Androidem, przemyślanym oprogramowaniem i pewnym aparatem – Pixel 11 Pro będzie bardzo satysfakcjonującym wyborem.
Mocne strony:
- Kompaktowe wymiary
- Świetna jakość wykonania
- Świetna jakość zdjęć
- Płynne, bezproblemowe działanie w codziennych zastosowaniach i wysoka kultura pracy
- Czysty Android 17 z obietnicą aż 7 lat pełnego wsparcia i przydatnymi funkcjami AI
- Szybsze ładowanie bezprzewodowe
- Nowoczesne standardy łączności
- Bardzo dobre głośniki
Słabe strony:
- Bardzo wysoka cena startowa
- Przestarzałe, powolne ładowanie przewodowe
- Niewielki skok wydajnościowy procesora Tensor G6
- Brak termometru obecnego w poprzednikach
- Spadek jasności ekranu podczas nagrywania wideo
- Nagrywane wideo wciąż ustępuje konkurencji

5 godzin temu







