
Witamy w przyszłości, która wygląda jak druga część Real Steel, tylko bez Hugh Jackmana.
Shenzhen znów postanowił udowodnić światu, iż jeżeli chodzi o futurystyczne widowiska, to nikt nie robi tego z takim rozmachem jak Chiny. W połowie lipca odbyła się tam pierwsza edycja Ultimate Robot Knock-out Legend (URKL) – turnieju, który organizatorzy opisują jako „pierwszą na świecie wolną walkę humanoidalnych robotów”.
Na ringu stanęły pełnowymiarowe humanoidy EngineAI T800 – 1,73-metrowe maszyny wyposażone w zestaw sensorów, dynamiczną percepcję, amortyzację uderzeń i algorytmy podejmujące decyzje w milisekundach. W turnieju wystartowały 32 drużyny z całego świata, ale wszystkie korzystały z tego samego modelu robota. To nie był konkurs na najlepszą konstrukcję, tylko na najlepsze wykorzystanie jej możliwości.
I tak, roboty faktycznie wymieniały ciosy, robiły uniki, wyprowadzały wysokie kopnięcia, a choćby próbowały wstawać po nokdaunie. To były realne, fizyczne starcia, które można było oglądać na żywo.
Głowa spada, robot walczy dalej. Publiczność szaleje
Najgłośniejszy moment wieczoru? Oczywiście ten, w którym jeden z robotów stracił głowę. Dosłownie.
Wideo, które obiegło sieć, pokazuje humanoida, któremu przeciwnik wyprowadza kopnięcie tak mocne, iż głowa odrywa się od korpusu i zaczyna dyndać na kablu. I tu zaczyna się najlepsze: robot dalej walczy. Wyprowadza ciosy, próbuje zachować równowagę, a jego systemy sterowania – pozbawione części sensorów – działają na tyle dobrze, iż maszyna nie od razu pada na matę.
Dopiero kolejne uderzenie i próba wstania kończą się widowiskowym upadkiem. Kabel pęka, głowa odpada całkowicie, a robot leży bez ruchu. Zwycięzca tańczy nad pokonanym przeciwnikiem jak zawodnik MMA po wygranej walce.
Po co to wszystko? Odpowiedź jest prosta: pieniądze i technologia
Co prawda widowisko wygląda jak czysta rozrywka, ale organizatorzy podkreślają, iż URKL ma dwa cele. Pierwszy jest oczywisty: stworzyć globalną markę komercyjnych walk robotów. Drugi – znacznie ciekawszy – to przyspieszenie rozwoju humanoidalnych konstrukcji.
Walki robotów to dla inżynierów idealne środowisko testowe. W prawdziwym starciu można sprawdzić:
- stabilność konstrukcji przy gwałtownych przeciążeniach,
- koordynację sensorów w sytuacjach, gdy część z nich przestaje działać,
- odporność mechaniczną na uderzenia,
- algorytmy podejmowania decyzji w ułamku sekundy.
To nie są testy, które da się przeprowadzić w laboratorium. Robot walczący bez głowy to przypadek, którego nie zaplanujesz – ale który może dać bezcenne dane.
Sport, e-sport, robosport…
Jeśli URKL faktycznie stanie się globalną marką, to prędzej czy później takie widowiska trafią do Stanów Zjednoczonych, Japonii, a może choćby do Europy. Czy polska publiczność byłaby gotowa na robotyczne MMA? Patrząc na popularność wszelkich gal freak fightów – absolutnie tak.
Na razie to tylko początek, ale i tak to trudno oprzeć się wrażeniu, iż za kilka lat robotyczne walki mogą być równie popularne jak e-sport. A może choćby bardziej, bo nic nie przyciąga uwagi tak skutecznie jak maszyna, która po utracie głowy dalej próbuje walczyć.













