Garmin w końcu naprawił Fenixa. Czekałem na to od lat

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Czy Garmin Fenix od lat miał mapy? Miał. Czy nawigowanie z nimi – np. podczas górskich wędrówek – działało jak trzeba? Jeszcze jak. Czy przeglądanie mapy działało płynnie i przyjemnie? Oj nie.

Do tego stopnia „oj nie”, iż po użytkowaniu – niemal od momentu premiery – mojego prywatnego Fenixa 8, jest to jedyna rzecz, do której naprawdę mogę się przyczepić. Tak, jeżeli chodzi o samą nawigację w terenie – jest adekwatnie idealnie.

Jeśli natomiast chcę sprawdzić na tej mapce, czy może gdzieś obok jest inna, fajniejsza, krótsza albo dłuższa trasa, albo cokolwiek takiego, to już tak pięknie nie jest. Przesuwam palcem – czekam. Potem czekam jeszcze chwilkę. Ok, kafelek mapy załadowany, ale to w sumie nie ten, który chciałem zobaczyć, chciałem zerknąć na ten obok. I znowu czekam.

Da się oczywiście z tego korzystać, do tego w większości przypadków wystarczy prowadzenie po wyznaczonej trasie, ale od dawna oczekiwałem czegoś lepszego.

I Garmin w modelu Fenix 9 w końcu dowiózł.

Mam teraz przed sobą na biurku dwa zegarki – Fenixa 8 51 mm i Fenixa 9 Pro 51 mm. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami – miało być w kwestii map szybciej. Zgodnie z pierwszymi recenzjami – w sumie to mało kto zwrócił na to uwagę.

A ja sobie siedzę, patrzę i przewijam, i mówię wprost: różnica jest zdecydowanie odczuwalna. Oczywiście na korzyść Fenixa 9 Pro. Do tego stopnia, iż prawdopodobnie zmieni się mój dotychczasowy sposób działania, gdzie regularnie sięgałem do kieszeni po telefon, żeby coś sprawdzić na mapie – teraz jestem w stanie zrobić to sprawnie i przyjemnie na zegarku.

Co ciekawe, choć różnice widać gołym okiem, są one różne w zależności od tego, co aktualnie robimy. Przykładowo – pierwsze wczytanie mapy jest zdecydowanym zwycięstwem Fenixa 9 Pro, a różnicę można naprawdę liczyć w pełnych sekundach.

Jeśli natomiast po prostu machniemy palcem na mapie, żeby przewinęło nas gdzieś hen-hen daleko, to przy zachowaniu tej samej skali czas „rysowania” jest zbliżony. Dalej bez wątpienia Fenix 9 Pro jest szybszy, ale już o ułamki sekund.

Z drugiej strony – takie przewijanie mapy raczej nie jest standardem – dużo częściej przewijamy po prostu mapę delikatnie na boki czy na góra-dół, żeby zobaczyć, co jest obok nas. I tutaj Fenix 9 Pro ma już znowu znaczącą przewagę. I to zarówno, jeżeli chodzi o płynność samego procesu przewijania, jak i o prędkość rysowania.

Różnica jest też tym bardziej widoczna, im bardziej jest oddalona mapa. Przykładowo – przy „podziałce” mapy ustalonej na 30-50 m, tak bardzo bym się o te różnice w czasie ładowania nie kłócił. jeżeli natomiast przekroczymy na tej samej podziałce 200 m, to mamy do czynienia z absolutną przepaścią. Między Fenixem 9 Pro a 8 potrafi być choćby 5 sekund różnicy, w zależności od tego, jak skomplikowane są warstwy mapy pod spodem.

Oczywiście może być w tym trochę po prostu dodatkowego, sprytnego programowania, a nie tylko czystej prędkości. Mapy na Fenixie 9 nie tylko zdają się przewijać zdecydowanie płynniej, ale też rysują się dużo bardziej etapowo. Na Fenixie 8 jest najpierw długo białe tło, potem wskakuje cała treść, ewentualnie uzupełniana o cieniowanie. Na Fenixie 9 niektóre elementy wczytują się jeden po drugim, przez co dostajemy o wiele lepsze wrażenie prędkości wczytywania, choćby jeżeli czasem efekt jest… zbliżony do tego z F8.

Mapowo Fenix 9 Pro ma zresztą jeszcze jedną przewagę.

W postaci większego o 0,1″ ekranu, co wprawdzie nie brzmi porywająco, ale w praktyce sprawia, iż i widzimy trochę więcej (1,5″, 466 x 466), i całość – w tym elementy interfejsu – sprawiają wrażenie mniej ściśniętych na tej mniejszej przestrzeni.

Jednocześnie rozmiar koperty „na boki” jest taki sam – a więcej ekranu w tej samej obudowie to zawsze miła wiadomość.

Czy jest tak płynnie, jak na telefonie?

Jeszcze nie, to jeszcze nie to. Z drugiej strony – mogę teraz uczciwie napisać, iż te mapy absolutnie nadają się do regularnego użytkowania, jeżeli chodzi o szukanie czegoś na mapach czy np. przeglądanie ścieżek biegnących obok naszej dodatkowej trasy. Wcześniej traktowałem je głównie jako podkład dla nawigacji po wyznaczonej wcześniej ścieżce – teraz nie boję się, jeżeli będę musiał… je przewinąć.

Z drugiej strony – biorąc pod uwagę poziom złożoności i dokładności tych map oraz opcję korzystania z własnych warstw, map i nakładek, byłoby nieprawdą, gdybym przyznał, iż całe to rozwiązanie jest dla mnie po prostu wystarczające. Nie – mapy Garmina są czymś, przez co… regularnie wracam do Garmina, choćby jeżeli czasem spróbuję czegoś innego. Zresztą wiem, iż nie jestem w tej kwestii jedyny, a teraz oprócz bardzo dobrych map dostajemy jeszcze dużo przyjemniejsze korzystanie z nich.

Czy to powód, żeby kupić najnowszego Fenixa?

Sam w sobie – raczej niespecjalny, szczególnie biorąc pod uwagę, iż Fenix od lat jest tak dobry, iż choćby modele „kilka generacji wstecz” wcale aż tak bardzo nie wołają o natychmiastową wymianę. Do tego sama nawigacja na Fenixach od dawna jest po prostu co najmniej dobra, więc jeżeli ktoś nigdy nie poczuł, iż w tym zakresie przydałaby się poprawa – to odpowiedź jest raczej oczywista.

Z drugiej strony – jeżeli komuś od dawna w niesamowity sposób ten drobiazg przeszkadzał, to można tę „poprawkę” spokojnie doliczyć do listy argumentów za zmianą. Tym bardziej, iż zdecydowanie nie jest to jedyna rzecz, która zmieniła się na plus w nowym Fenixie – ale o tym to już następnym razem.

Idź do oryginalnego materiału