
BepiColombo po ośmiu latach podróży wreszcie dobija do Merkurego. ESA i JAXA szykują się na najbardziej wymagający etap misji.
Po ośmiu latach krążenia po wewnętrznym Układzie Słonecznym, dziewięciu przelotach koło planet i ponad 10 mld przebytych kilometrów, europejsko-japońska misja BepiColombo wchodzi w finałowy zakręt przed wejściem na orbitę Merkurego. To moment, na który naukowcy czekali od 2018 r., kiedy rakieta Ariane 5 wyniosła zestaw trzech modułów w kierunku najtrudniejszej planety do zbadania.
Osiem lat lotu na jonowym napędzie
BepiColombo to jedna z najbardziej skomplikowanych misji międzyplanetarnych w historii ESA. Jej Mercury Transfer Module (MTM) przez lata pracował jak kosmiczny ciągnik – korzystając z napędu jonowego, który zamiast efektownych płomieni generował subtelny niebieski blask. Ten blask zgasł 15 czerwca, gdy ESA wyłączyła napęd po raz ostatni, kończąc fazę długiego rejsu.
Napęd jonowy pozwolił oszczędzać paliwo, ale nie skrócił podróży. Wręcz przeciwnie – aby dotrzeć do Merkurego trzeba było wielokrotnie zwalniać względem Słońca, a to wymagało serii skomplikowanych manewrów grawitacyjnych. W sumie BepiColombo wykonał dziewięć przelotów: jeden koło Ziemi, dwa koło Wenus i aż sześć koło Merkurego.
Plan misji BepiColombo3 września MTM został odłączony od dwóch orbiterów – europejskiego Mercury Planetary Orbiter (MPO) i japońskiego Mercury Magnetospheric Orbiter (Mio). Po ośmiu latach wspólnej podróży zestaw rozdziela się na elementy, które w końcu zaczną robić to, po co zostały wysłane – badać Merkurego z bliska.
Według danych ESA separacja przebiegła idealnie. Telemetria potwierdziła, iż oba orbitery są w prawidłowej konfiguracji i gotowe na kolejne miesiące lotu w kierunku planety. w tej chwili znajdują się ponad 200 mln kilometrów od Ziemi, a opóźnienie komunikacji wynosi około 11 minut w jedną stronę.
Dlaczego Merkury jest tak trudny?
Merkury to kosmiczny piekarnik. Temperatura na jego powierzchni potrafi skakać od -180°C do 450°C, a promieniowanie słoneczne jest choćby dziesięciokrotnie silniejsze niż na Ziemi. Do tego dochodzi potężna grawitacja Słońca, która sprawia, iż wejście na orbitę wymaga większej energii niż przelot do Plutona.
Merkury okiem BepiColomboInżynierowie ESA porównują pracę przy BepiColombo do „operowania z bardzo gorącym piekarnikiem na plecach” i „chodzenia po ostrzu noża”. Największym wyzwaniem są panele słoneczne – wystarczy odchylić je o ułamek stopnia w złą stronę, by albo stracić zasilanie, albo dosłownie je upiec.
21 listopada BepiColombo ma wejść na orbitę Merkurego. W grudniu orbitery rozdzielą się i rozpoczną swoje indywidualne zadania. MPO zajmie się badaniem powierzchni, geologii i składu chemicznego planety, a Mio skupi się na jej magnetosferze – jednej z najbardziej zagadkowych w Układzie Słonecznym. Pierwsze pełne dane naukowe mają napłynąć wiosną 2027 r.
Finał wieloletniej cierpliwości
Merkury jest najmniej zbadanym skalistym światem w Układzie Słonecznym. To planeta skrajności – z ogromnym żelaznym jądrem, nietypową magnetosferą i powierzchnią pełną zagadkowych jasnych, nieregularnych zagłębień, których geneza wciąż nie jest jasna. BepiColombo ma szansę odpowiedzieć na pytania o powstanie tej planety, jej ewolucję i rolę w historii Układu Słonecznego.
Misje międzyplanetarne to maraton, nie sprint. NASA czekała prawie dekadę na dotarcie New Horizons do Plutona – ESA i JAXA czekały osiem lat na BepiColombo. Ale w przypadku Merkurego nagroda może być większa niż wysiłek: to świat, który wciąż wymyka się naszym modelom i intuicji. jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to już za kilka miesięcy zaczniemy poznawać go z bliska – bez filtrów, bez domysłów, w pełnej, piekielnej krasie.















