
El Niño w tym roku ma być tak silne, iż już jest nazywane „Super El Niño”. Naukowcy zapowiadają, iż będzie ono mieć poważny wpływ na pogodę na całym świecie.
El Niño już jest wyjątkowo silne, a prognozy wskazują, iż w najbliższych miesiącach może osiągnąć poziom niewidziany w nowoczesnych obserwacjach. Jego skutki nie zatrzymają się jednak na Pacyfiku. Zmiany temperatury oceanu mogą przestawić pogodową układankę na całej planecie, a ich konsekwencje mogą być odczuwalne jeszcze w 2027 r.
El Niño to nie jest po prostu cieplejszy ocean. Zjawisko działa trochę jak gigantyczny przełącznik w systemie klimatycznym Ziemi. Gdy ogromna masa wyjątkowo ciepłej wody przemieszcza się w kierunku wschodnim wzdłuż równikowego Pacyfiku, zmienia się układ opadów, ciśnienia atmosferycznego i wiatrów. A ponieważ atmosfera nie zna granic państw ani kontynentów, zaburzenie powstałe tysiące kilometrów od Europy może pośrednio wpływać także na pogodę tutaj.
Tegoroczne El Niño jest szczególne jeszcze z jednego powodu. Nie tylko gwałtownie się wzmacnia, ale według amerykańskiego Climate Prediction Center może stać się najsilniejszym epizodem od początku porównywalnych pomiarów, czyli od 1950 r.
We wrześniowej prognozie NOAA oceniono prawdopodobieństwo wystąpienia historycznie silnego wydarzenia w okresie październik–grudzień 2026 na 69 proc. Nowsza aktualizacja mówi już o 75 proc. szans na wydarzenie przekraczające siłę wcześniejszych przypadków od 1950 r.
Ocean robi się niezwykle gorący
Żeby zrozumieć, co adekwatnie się dzieje, trzeba zajrzeć pod powierzchnię Pacyfiku. El Niño pojawia się wtedy, gdy temperatura wód w środkowej i wschodniej części równikowego Pacyfiku rośnie znacznie powyżej normy. Zwykle odpowiadają za to zmiany siły pasatów, czyli wiatrów wiejących w strefie równikowej.
W normalnych warunkach pasaty przesuwają powierzchniową, ciepłą wodę w stronę zachodniego Pacyfiku, w kierunku Indonezji i Australii. Na wschodzie oceanu może dzięki temu dochodzić do wypływania chłodniejszej wody z głębin. Podczas El Niño układ ten słabnie. Ciepła woda zaczyna przemieszczać się na wschód, a temperatura powierzchni oceanu rośnie.
Cyrkulacja atmosferyczna nad równikiem, cyrkulacja Walkera, ulega znaczącym zmianom wraz z nadejściem zjawiska El Niño. Ilustracja: NOAA/Climate.govW 2026 r. proces ten przybrał wyjątkową skalę. NOAA we wrześniowej analizie odnotowała anomalie temperatury powierzchni przekraczające 3 stopnie C we wschodniej części równikowego Pacyfiku. Co równie ważne, niezwykle ciepła woda znajduje się także pod powierzchnią. W niektórych miejscach anomalie temperatury w głębi oceanu przekraczają 10 stopni C! To ogromna ilość energii zgromadzonej w oceanie.
Właśnie dlatego naukowcy patrzą na obecne El Niño z tak dużą uwagą. To nie jest płytka warstwa ciepłej wody nagrzana przez kilka wyjątkowo słonecznych tygodni. Mówimy o znacznie większym zaburzeniu całego układu ocean–atmosfera.
„Super El Niño” może pobić rekordy
Określenie „Super El Niño” brzmi efektownie, ale nie jest oficjalną kategorią stosowaną przez meteorologów. Służy raczej do opisania wyjątkowo silnego epizodu El Niño. Istnieją natomiast konkretne indeksy, dzięki których można mierzyć siłę tego zjawiska.
NOAA wykorzystuje między innymi wskaźnik RONI, który pozwala ocenić temperaturę w kluczowym obszarze Pacyfiku z uwzględnieniem szerszego tła klimatycznego. Według prognoz z września 2026 r. obecne El Niño ma ponad 90 proc. szans na osiągnięcie poziomu bardzo silnego, a prawdopodobieństwo historycznego wydarzenia przekraczającego dotychczasowe przypadki od 1950 r. oceniono na 75 proc.
Zjawisko El Niño zwykle zmienia prąd strumieniowy Pacyfiku, rozciągając go na wschód, co sprawia, iż jest bardziej długotrwały i przynosi wilgotniejsze warunki na zachodzie USA i w Meksyku.Ilustracja: NASA Earth Observatory
Inne analizy pokazują jeszcze bardziej niezwykły obraz. Zestawienie prognoz 14 modeli wskazuje na możliwy szczyt anomalii temperatury w okolicach 4 stopni C pod koniec 2026 r.
W części symulacji wartości są jeszcze wyższe. To nie oznacza oczywiście, iż cały Ocean Spokojny będzie miał temperaturę wyższą o 4 stopnie C. Chodzi o różnicę względem wieloletniej średniej w konkretnym regionie używanym do monitorowania El Niño.
Rekord może paść jeszcze przed maksimum
Najbardziej niezwykłe jest tempo rozwoju obecnego El Niño. Zjawisko jeszcze nie osiągnęło przewidywanego maksimum, a już znajduje się na poziomie porównywalnym z historycznymi epizodami.
Za najsilniejsze El Niño w historii pomiarów często uznaje się wydarzenia z lat 1982–1983, 1997–1998 oraz 2015–2016. Szczególnie dobrze pamiętamy to ostatnie. Podczas El Niño z lat 2015–2016 temperatura powierzchni Pacyfiku osiągała ekstremalne wartości, a 2016 r. stał się wówczas najcieplejszym rokiem w historii pomiarów.
Tym razem niezwykle wysokie wartości pojawiły się bardzo wcześnie. Według aktualnych analiz w 2026 r. padły już rekordy temperatury dla odpowiednich okresów pomiarowych, a modele zgodnie wskazują na dalsze wzmacnianie El Niño w kolejnych miesiącach. NOAA przewiduje dalszy wzrost siły zjawiska do końca roku.
Dlatego meteorolodzy patrzą przede wszystkim na listopad i grudzień. To właśnie wtedy obecne El Niño może osiągnąć swoje maksimum.
Co El Niño robi z pogodą na świecie?
Najłatwiej wyobrazić sobie El Niño jako przesunięcie ogromnego źródła ciepła i wilgoci. Zmienia się miejsce, w którym nad oceanem powstają potężne chmury burzowe, a wraz z nimi zmienia się cyrkulacja atmosferyczna. To z kolei wpływa na prądy strumieniowe i układ wyżów oraz niżów.
W niektórych regionach świata oznacza to większe ryzyko suszy. W innych rośnie prawdopodobieństwo bardzo intensywnych opadów i powodzi. W jeszcze innych pojawiają się warunki sprzyjające falom upałów.
Światowa Organizacja Meteorologiczna ostrzega, iż bardzo silne El Niño może znacząco zmieniać rozkład temperatur i opadów na całym świecie, zwiększając ryzyko ekstremalnych zjawisk pogodowych. Według WMO El Niño ma niemal stuprocentową szansę utrzymać się co najmniej do lutego 2027 r.
Już teraz widać typowe sygnały. Część Azji Południowo-Wschodniej walczy z ograniczonymi opadami i spadkiem poziomu wód, a w Indonezji pojawiają się problemy związane z suszą i pożarami. Jednocześnie zmiany temperatury i opadów mogą wpływać na rolnictwo, rybołówstwo oraz ceny żywności. Associated Press zwraca uwagę, iż potencjalnie rekordowe El Niño zwiększa ryzyko strat w produkcji m.in. ryżu i oleju palmowego w Azji.
El Niño ma też charakterystyczny wpływ na tropikalne cyklony. Zwykle sprzyja większej aktywności burzowej we wschodniej i centralnej części Pacyfiku, natomiast w basenie Atlantyku często działa w przeciwnym kierunku, ograniczając warunki sprzyjające rozwojowi huraganów. Nie jest to jednak mechanizm działający przy każdej burzy jak zegarek. Ostateczny przebieg sezonu zależy również od innych czynników atmosferycznych i oceanicznych.
A co z Polską? Tu sprawa jest bardziej skomplikowana
Najbardziej naturalne pytanie brzmi: skoro El Niño jest tak potężne, to jaka będzie zima w Polsce?
Odpowiedź brzmi – nie da się powiedzieć, iż El Niño automatycznie przyniesie nam konkretną pogodę. Związek istnieje, ale jest znacznie słabszy i bardziej skomplikowany niż w wielu regionach tropikalnych czy w obu Amerykach.
Dla Europy ogromne znaczenie ma bowiem sytuacja nad Atlantykiem. Szczególnie istotna jest NAO, czyli oscylacja północnoatlantycka. Jej faza wpływa na to, czy nad Europę częściej napływa łagodne i wilgotne powietrze znad oceanu, czy też rozwijają się układy sprzyjające napływowi zimnego powietrza z północy i wschodu.
Mimo tego najnowsze prognozy dają dość wyraźny sygnał dotyczący całej Europy. Copernicus w prognozie opublikowanej 10 września wskazuje na temperatury powyżej średniej podczas zimy 2026/2027 niemal na całym kontynencie. W większości Europy, poza północnymi i południowymi krańcami, zwiększone jest również prawdopodobieństwo sezonu bardziej wilgotnego od normy.
To nie jest jednak prognoza mówiąca, iż w Polsce nie będzie śniegu. Sezonowa prognoza opisuje średnią sytuację w ciągu wielu tygodni. W cieplejszej od normy zimie przez cały czas może wystąpić tydzień z siarczystym mrozem, śnieżycami czy choćby krótkotrwałym atakiem zimy.
2027 r. może dostać dodatkowy zastrzyk ciepła
To właśnie dlatego wydarzenia na Pacyfiku będą obserwowane również po zakończeniu 2026 r. El Niño często osiąga maksimum pod koniec roku, ale jego wpływ na globalną temperaturę może być szczególnie widoczny później.
Podobny mechanizm obserwowaliśmy w przeszłości. Silne El Niño w latach 1997–1998 poprzedziło bardzo ciepły 1998 r. Jeszcze wyraźniejszy był przykład El Niño z lat 2015–2016, po którym 2016 r. ustanowił ówczesny rekord globalnej temperatury.
Również ostatnie silne El Niño, które rozwinęło się w 2023 r., miało ogromny wpływ na globalne temperatury w kolejnym okresie. Teraz scenariusz może się częściowo powtórzyć, choć oczywiście każde El Niño przebiega nieco inaczej.
Copernicus już wskazuje, iż rozwijające się w 2026 r. El Niño może zwiększyć prawdopodobieństwo bardzo wysokich globalnych temperatur w drugiej części roku.
Dlatego pytanie nie brzmi już tylko, czy Pacyfik pobije rekord?. Równie ważne jest to, co stanie się z globalną temperaturą kilka miesięcy później.
Ocean jeszcze długo będzie pamiętał to El Niño
Nawet jeżeli pod koniec 2026 r. temperatura Pacyfiku zacznie spadać, skutki zjawiska nie znikną z dnia na dzień. Ocean jest gigantycznym magazynem energii. Potrzeba czasu, aby ciepło zostało rozprowadzone i oddane atmosferze.
Według prognoz WMO El Niño ma utrzymać się co najmniej do początku 2027 r., a analizy europejskich instytucji wskazują, iż konsekwencje bardzo silnego wydarzenia mogą być widoczne również wiosną przyszłego roku.















