
Ekran prywatyzujący, czyli to pierwsza naprawdę interesująca nowość sprzętowa w telefonach od dłuższego czasu. Samsung pokazał nie tylko coś unikalnego, ale też praktycznego. Póki co rozwiązanie jest cholernie drogie, ale chcę, by w przyszłości był to powszechny standard.
Nuda. Emerytura. Stypa. Tak można podsumować rynek telefonów w ostatnich latach. Nie licząc krzemowo-węglowej ewolucji baterii, co roku serwuje się nam powtórkę z rozrywki. Cała para producentów zwykle idzie w nowości na poziomie oprogramowania. Czy to algorytmy foto, czy narzędzia AI.
Dlatego szczerze jara mnie, co wymyślił Samsung. Sposób, w jaki działa Ekran prywatyzujący, to przejaw inżynieryjnego sprytu
W przeciwieństwie do naklejanych folii prywatyzujących, Ekran prywatyzujący (Privacy Display) działa bezpośrednio pod wyświetlaczem. Technologia dzieli piksele na dwie grupy – klasyczne oraz wąskie. Te drugie są zawężane mikro-pierścieniami, aby stożek padającego światła był cienki i trafiał wyłącznie na wprost. Czyli w nasze oczy.
Dzięki temu użytkownik na wprost telefonu widzi wszystkie treści, z kolei postronni po bokach nie widzą prawie nic. To skutek wygaszenia klasycznych, szeroko świecących pikseli. Co najlepsze, technologia pozwala płynnie przełączać się między pikselami wąskimi oraz typowymi, a także działa strefowo, z dokładnością niemal do piksela.
Dzięki działaniu strefowemu, wyłącznie część pikseli, na konkretnej powierzchni ekranu, może zostać wygaszona. Na przykład tam, gdzie pojawiło się powiadomienie. Albo gdzie wyświetliła się wiadomość. To gigantyczna przewaga Ekran prywatyzujący nad klasycznymi foliami prywatyzującymi. Te przyciemniają cały ekran, a czasem zakłócają działanie czytników linii papilarnych.
W praktyce Ekran prywatyzujący działa dosyć skutecznie, ale jest jedno ale…
Widzisz ekran…
…trochę widzisz ekran…
…już nie widzisz ekranu. Wszystko zależy od kąta padaniaTryb prywatności może działać w dwóch stopniach – standardowym oraz wzmocnionej ochrony. W tym drugim dostępne kąty widzenia są jeszcze mniejsze. Podczas prostych testów choćby stojąc ramię w ramię ze znajomym, ten nie był w stanie określić, co wyświetlam na ekranie. W standardowym trybie widział natomiast ogólny zarys interfejsu. Mógł skutecznie odgadnąć np. aplikację.
Problem polega na tym, iż tryb wzmocnionej ochrony – chociaż niezwykle skuteczny – negatywnie oddziałuje na reprodukcję barw. Czernie są wyszarzane, choćby trzymając telefon na wprost twarzy. Trochę jakbyśmy przechodzili z panelu OLED na panel LCD, przez co kontrast i czerń dostaje po pupie. Dlatego dobrze, iż Samsung daje wybór. Wzmocniona ochrona to dodatkowy suwak, którego nie musimy włączać.
Sprawdziłem skuteczność Ekranu prywatyzującego w samolocie oraz na mieście.
Lecąc obok kolegi w samolocie, korzystałem z S26 Ultra z włączoną maksymalną ochroną. Znajomy przechylał głowę w kierunku ekranu, wyprostowany i oparty w swoim fotelu. Nie był w stanie dostrzec zawartości ekranu z włączoną ochroną maksymalną, za to w trybie ochrony domyślnej rozpoznawał aplikacje, kontury i kolory. Nie było jednak szans, aby był w stanie przeczytać treść ekranu.
Ciekawiej robiło się ze zdjęciami. Siedzący obok wścibski kolega rozpoznawał około połowy obiektów, o ile były to proste i wyraźne rzeczy a kadrze. Na przykład kubek kawy. Albo jedna osoba na tle błękitnego nieba. W przypadku złożonych scenerii oraz fotek z bogatym światłocieniem nie był w stanie określić, co widzi na zdjęciu.
Podczas kolejnego testu kolega przechylał się w moim kierunku, naruszając przestrzeń osobistą. W ten sposób był w stanie zobaczyć pełną zawartość ekranu, ale tylko w domyślnym trybie ochrony. Poziom wyżej dojrzał wyłącznie pewne kształty i zarysy. Zbyt mało, by przeczytać tekst, ale wystarczająco, aby podejrzeć zdjęcia albo określić, z jakiej aplikacji korzystam.
Ekran prywatyzujący – tryb standardowy. Od boku, mały kąt
Privacy Display – tryb maksymalnej ochrony. Od boku, mały kąt
Privacy Display – tryb standardowy Od boku, ostry kąt
Privacy Display – tryb maksymalnej ochrony. Od boku, ostry kątTeraz ważne: stojąc za mną w kolejce do wyjścia, znajomy bez problemu widział, co mam na ekranie.
Wniosek: osoba siedząca obok w kinie czy autobusie zobaczy kilka albo nic. Co innego osoba siedząca za nami. Ta widzi już częściowo albo całkowicie zawartość ekranu. Warto mieć to na uwadze.
Testy na mieście wyłącznie potwierdzają wnioski z samolotu. Na zewnątrz, gdy cieszymy się większą przestrzenią osobistą, Privacy Display skuteczniej chroni prywatność. Dopiero w trakcie ścisku, na przykład w komunikacji miejskiej albo bardzo ciasnej windzie, wścibskie osoby zobaczą, co mamy na ekranie. Muszą się jednak nieco postarać, o ile nie stoją idealnie za użytkownikiem telefonu.
Czyli działa. Do tego Privacy Display błyskawicznie ustawia się z poziomu wysuwanej belki skrótów. Ochronę możemy skonfigurować dla każdej aplikacji indywidualnie. Szkoda tylko, iż nie można tam programować konkretnych czasów działania, na przykład od 7:00 do 8:00, kiedy najczęściej dojeżdża się do pracy.
Privacy Display – tryb maksymalnej ochrony. Na wprostCiśnij Samsung, ciśnij. Kto ze starych liderów, jeżeli nie ty.
Koreańczycy z Samsunga wydają się jedyną przeciwwagą w świecie Androida wobec agresywnych, głodnych sukcesu Chińczyków. Produkują najlepsze ekrany na świecie (np. dla Apple), solidne matryce aparatów (np. dla Xiaomi) oraz pamięci. Chociaż w ostatnich latach Samsung niezwykle silnie koncentruje się na Galaxy AI, dobrze widzieć, iż ichni magicy od hardware’u wciąż są aktywni.
Co mnie grzeje w Privacy Display:
- To naprawdę działa. Osoba stojąca z boku zobaczy niewiele
- Tryb maksymalnej ochrony dla paranoików
- Szybka (dez)aktywacja z poziomu skrótu
- Możliwość konfiguracji dla poszczególnej aplikacji
- Może prywatyzować tylko powiadomienia/wiadomości
- Nie wpływa negatywnie na czas działania baterii
Co mnie ziębi w Privacy Display:
- Dostępne wyłącznie na Galaxy S26 Ultra
- Osoba stojąca za plecami zobaczy, co jest na ekranie
- Osoba siedząca blisko obok może odgadnąć aplikację/kontur
- Brak programowania godzin z poziomu zakładki Privacy Display
Samsung ma najciekawszą sprzętową nowość w telefonach od czasu krzemowo-węglowej ewolucji baterii. Jasne, nie jest to technologia od której rynek stanie na głowie, ale wydaje się praktyczna i z dużym potencjałem na przyszłość. Privacy Display póki co jest dostępny wyłącznie w modelu Galaxy S26 Ultra, ale liczę, iż za 2-3 lata będzie to standard w telefonach górnej półki.
Więcej na temat nowych telefonów Galaxy S26:
- Największy problem Galaxy? Właśnie przestał istnieć
- Galaxy S26 z Pocztą Głosową jakiej nie było. Rozprawi się ze spamerami
- Ceny Galaxy S26, S26+ i S26 Ultra








