Ecovacs Deebot T10 Turbo to odkurzacz, który w końcu nie rozmazuje brudu mopując – recenzja

1 rok temu

No i to jest dobra ewolucja. Ecovacs Deebot T10 Turbo zamienia nawilżaną szmatkę mopującą na obrotowe talerze z frędzlami. Autonomiczny odkurzacz sam myje elementy mopujące, a choćby je suszy. Różnica jakościowa względem klasycznych urządzeń jest gigantyczna. Cenowa niestety również.

Każdy właściciel autonomicznego odkurzacza doskonale wie, jak to jest z mopowaniem w tych urządzeniach. Zamiast mycia podłogi mamy rozcieranie brudu na większej powierzchni.

Nawilżana szmatka nie jest bowiem w stanie zrobić tego, co porządne pucowanie paneli na kolanach albo zdeterminowane szorowanie mopem. Mopowanie w wykonaniu odkurzacza nadaje drewnianej podłodze chwilowy połysk, ale zdecydowanie jej nie czyści. Udowodni to każda jasna skarpetka.

Dlatego od razu zainteresowałem się modelem Ecovacs Deebot T10 Turbo, z wirującymi talerzami mopującymi

Mamy do czynienia z naprawdę ciekawym rozwiązaniem. Zamiast klasycznej nawilżanej tacki mopującej odkurzacz został wyposażony w dwa wirujące talerze, z materiałowymi frędzlami przypominającymi końcówkę mopa. Gdy odkurzacz wykonuje pracę, nawilżane wodą talerze obracają się z prędkością 600 obrotów na minutę, mopując podłogę.

Co najlepsze, takie mopowanie to więcej niż rozcieranie brudu, ponieważ Ecovacs Deebot T10 Turbo regularnie powraca do stacji bazowej, w celu mycia talerzy. W zależności od preferencji takie czyszczenie odbywa się co kilka – kilkanaście minut pracy. Deebot T10 Turbo zjeżdża do bazy, przez kilkadziesiąt sekund płucze talerze, a potem wraca do odkurzania tam, gdzie przerwał proces. W tym czasie brudna woda po płukaniu jest wysysana z podstawy stacji bazowej do specjalnego pojemnika.

Teraz prawdziwy kosmos: po pełnym cyklu sprzątania T10 Turbo wraca do bazy, gdzie nie tylko ponownie myje talerze z frędzlami, ale również je suszy. Takie ciche suszenie trwa od 2 do 4 godzin, w zależności od ustawień. Po nim materiałowe elementy są suche, czyste i gotowe do dalszego czyszczenia.

Jak wirujące talerze sprawdzają się w praktyce i czy faktycznie mopują podłogę?

Będzie prosto z mostu. Dobra wiadomość jest taka, iż takie ruchome talerze są znacznie skuteczniejsze od klasycznej tacki mopującej. Zła jest natomiast taka, iż to wciąż nie efekt uzyskiwany przez tradycyjny mop i wiadro zamydlonej wody. Autonomicznemu odkurzaczowi najzwyczajniej w świecie brakuje siły ludzkich mięśni, które potrafią docisnąć mop lub „zdrapać” zeschniętą nieczystość z paneli lub dywanu.

Kiedy jednak Ecovacs Deebot T10 Turbo natrafia na coś innego niż kawałek zasuszonego, przyklejonego na amen do podłogi sosu tatarskiego, radzi sobie bardzo dobrze. Podczas kilku tygodni testów odkurzacz „wymył” z paneli takie nieczystości jak krople sosu sojowego, sucha plama po soku czy wyciek z worka na śmieci (fuuuj). Warto wskazać obszar z taką nieczystością, a następnie zlecić sprzętowi drobiazgowe, podwójne mopowanie.

Później chodząc po takim miejscu nie ma żadnej mowy o przyklejaniu się stopy do podłoża czy kleistej powierzchni przyciągającej drobinki kurzu. Jest więc znacznie lepiej względem klasycznej tacki mopującej, ale wciąż nie na tyle, by raz na zawsze wyrzucić mop ze składzika. Gwarantuję wam jednak, iż ten będzie znacznie, ale to znacznie rzadziej używany niż dotychczas.

Ecovacs Deebot T10 Turbo sam usuwa brudną wodę po myciu. Potem opróżnianie zbiornika z cieczą bardzo satysfakcjonuje

W stacji bazowej T10 znajdują się dwa duże, czterolitrowe zbiorniki na ciecz. Do jednego właściciel nalewa czystą wodę z kranu, do drugiego Deebot sam wlewa wodę brudną, pozostałą po czyszczeniu talerzy mopujących. System świetnie działa w praktyce. Dzięki połączeniu z funkcją suszenia, w zakamarkach stacji bazowej nie pozostaje żadna woda. Zostają tam za to drobne nieczystości, które od czasu do czasu warto wygarnąć solidną szczotką dołączoną do zestawu.

Muszę przyznać, iż wylewanie brudnej wody ze zbiornika do toalety to moja ulubiona czynność całego cyklu sprzątania. Gdy widzę, jak szara ciecz spływa do kanalizacji, od razu czuję się lepiej. Mam świadomość, iż podłoga stała się odczuwalnie czystsza, a taka woda uzmysławia, jak bardzo. Chociaż przed zmianą na T10 również korzystaliśmy w mieszkaniu z odkurzacza z funkcją mopowania, dopiero teraz białe skarpetki pozostają białe, a jakościowa zmiana jest wyczuwalna w codziennym życiu.

Jeśli chodzi o samo odkurzanie, Ecovacs Deebot T10 Turbo to fighter. Trudno o lepsze określenie

Jestem szczerze zdumiony jak zaciekły i zdeterminowany jest ten odkurzacz. Napędzające go algorytmy sprawiają, iż T10 próbuje wepchnąć się wszędzie i nie zostawia żadnego kawałka podłogi bez uwagi. Odkurzacz pozytywnie zdał mój test bieżni. Da się pod nią wjechać, ale wyłącznie od jednej strony, przez wąski przesmyk. Zdecydowana większość autonomicznych odkurzaczy odpuszcza. Deebot nie.

Dla modelu Ecovacs Deebot T10 Turbo stół z trzema krzesłami nie jest żadnym problemem, tak samo slalomy między zmieniającym się układem butów na przedpokoju. Gdy urządzenie wjeżdża na dywan i matę, zwiększa moc ssania, o ile pozwalają mu na to preferencje użytkownika. Kiedy natomiast nie potrafi dotrzeć w jakieś miejsce – bo np. położyłem tam wielki karton po telewizorze – to podczas kolejnego cyklu poświęca mu szczególną uwagę.

Ta duża terminacja może być jednak wadą. Razem z żoną z rozbawieniem oglądaliśmy, jak odkurzacz z premedytacją wjeżdża w listę pod kaloryferem. Upodobał sobie to miejsce do agresywnego podboju. Na szczęście odkurzacz ma amortyzujący zderzak, więc ani jemu ani ścianie nic się nie dzieje, aczkolwiek taka dziwna dysfunkcja została naprawiona przez algorytmy dopiero po kilkunastu cyklach sprzątania. Lepiej późno niż wcale.

Muszę pochwalić Deebota za kapitalne rozpoznawania elementów wrażliwych: kabli, firan etc.

Ecovacs chwali się, iż dzięki sensorom oraz kamerom Deebot T10 Turbo rozpoznaje aż 18 typów przedmiotów w mieszkaniu, np. kapcie, okablowanie czy ludzkie nogi. Trudno oszacować mi realną skuteczność tego systemu, ale muszę przyznać: o ile odkurzacz nie cackał się ze wspomnianą wyżej listwą, tak już zasłonę zaraz obok zawsze traktował z wielkim namaszczeniem. Delikatnie pod nią podjeżdżał i sprawdzał na ile może sobie pozwolić. Nigdy jej nie zaciągnął.

Podobnie wyglądało to z kablami ładowarki na podłodze. T10 Turbo omija je i aż dwukrotnie wracał w ich miejsce, by upewnić się, czy coś zmieniło się w kwestii chaotycznego okablowania. Raczej nie trzeba się bać, iż odkurzacz będzie połykał elektronikę i zaciągał firany.

Będąc przy kamerach i sensorach, Ecovacs Deebot T10 Turbo to sprytna bestia z funkcją podglądu mieszkania na żywo

Dedykowana aplikacja pozwala na znacznie więcej niż tworzenie trójwymiarowych map domu, dzielenie ich na pomieszczenia, wskazywanie stref do czyszczenia czy ustalanie harmonogramów. Dzięki programowi na telefonie możemy przejąć kontrolę nad odkurzaczem i zobaczyć, co ten widzi swoimi „oczami” – kamerą strumieniującą obraz prosto z odkurzacza.

W ten sposób Ecovancs umożliwia np. podejrzenie co robi zwierzak pod nieobecność właściciela. Albo choćby porozmawianie z innym domownikiem, ponieważ Deebot może przesyłać wiadomości głosowe. Do teraz wspominam, gdy będąc na wycieczce rowerowej wjechałem odkurzaczem do salonu, zwróciłem go w kierunku żony, a następnie powiedziałem jej, iż ją obserwuję. Reakcja była bezcenna.

Oczywiście jeżeli dbamy o prywatność, nic nie stoi na przeszkodzie, by z kamery nie korzystać wcale. Tak samo użytkownik ma możliwość dezaktywacji komend głosowych przy użyciu asystenta. Tutaj jednak nie działa to odpowiednio dobrze, a odkurzacz wciąż nasłuchuje blokady aktywacyjnej asystenta głosowego, choćby nieprzesadnie się z tym kryjąc. Liczę, iż zostanie to naprawione w kolejnych aktualizacjach. Sam asystent wciąż nie wspiera języka polskiego.

Niestety, wszystko co dobre i nowe kosztuje. Cena Ecovacs Deebot T10 Turbo boli

Wirujące talerze z powierzchnią mopującą, system automatycznego mycia oraz suszenia, oddzielne zbiorniki na czystą i brudną wodę z automatyczną obsługą, solidne algorytmy sprzątania i tworzenia map, ulepszona optyka oraz kamery ze strumieniowaniem obrazu – wszystko to rzutuje na finalną cenę urządzenia, które razem ze stacją bazową kosztuje odstraszające 3700 złotych.

To bardzo duża kwota z perspektywy coraz tańszych autonomicznych odkurzaczy, ale te nie mają wielu funkcji premium testowanego Turbo. Od jego pierwszego włączenia nie da się wrócić do zwykłej tacki mopującej wykorzystywanej przez tańsze modele. Chociaż kosztowna, mopująca ewolucja ma realne przełożenie na czystość mieszkania. Ecovacs dokonał wyraźnego kroku na przód, a w przyszłości takie obrotowe talerze prawdopodobnie będą nowym standardem.

Będąc przy wadach, dla wielu jedną z nich będzie brak większego zbiornika na śmieci w stacji bazowej, zasysającej nieczystości z odkurzacza. Taka funkcja pojawia się w jeszcze droższym T10 Omni. Jednak dla lenia brak większego zbiornika na śmieci to zaleta. Ze względu na jego obecność w innym modelu śmieci ze stacji nie wyniosłem przez miesiące. Oszczędzę wam opisu tego, co w międzyczasie wylęgło się w worku. Z kolei zbiornik w odkurzaczu bez problemu wystarcza na kilka cykli sprzątania.

Gdybym był projektantem Ecovacs, wymieniłbym również klasyczną główną szczotkę z włosiem na w pełni silikonowy odpowiednik. Może to zaskoczyć wielu czytelników, ale taka gumowa alternatywa okazuje się o wiele skuteczniejsza podczas sprzątania, lepiej pochłaniając śmieci, wymagając jednocześnie znacznie mniej konserwacji.

Wirujące talerze zdały egzamin. Ecovacs Deebot T10 Turbo to w końcu nowość, która ma realne przełożenie na czystość

W katowickim mieszkaniu nowy autonomiczny odkurzacz testuję średnio co kilka miesięcy. Dlatego wiem, iż większość pojawiających się w nich nowości to slogany marketingowe, nic więcej. W przypadku opisywanego T10 bywa podobnie: połowa elementów z karty produktowej to przerost formy nad treścią. Zbędna górka podbijająca cenę, dla promila użytkowników. Na szczęście talerze to faktyczna ewolucja.

Wirujące talerze z powierzchnią do mopowania, w połączeniu z automatycznym ich myciem oraz suszeniem, a także podział zbiorników na wodę – te elementy naprawdę sprawiają, iż Ecovacs Deebot T10 Turbo jest premium nie tylko z ceny. interesujący eksperyment połączenia autonomicznego odkurzacza z maszyną mopującą zdaje egzamin. Sprzęt generuje znacznie więcej zachwytów niż rozczarowań.

Największe zalety:

  • Talerze wirujące znacząco ulepszają mopowanie
  • Mapy 3D z rozpoznawaniem mebli i obiektów
  • Możliwość używania odkurzacza jako kamery na kołach
  • Bardzo dobre, „dociekliwe” i „wojownicze” algorytmy sprzątające
  • Stacja bazowa sama myje talerze mopujące i usuwa brudną wodę

Największe wady:

  • Asystent głosowy podsłuchuje lokalnie mimo wyłączenia
  • Wysoka cena urządzenia
  • Aplikacja mogłaby być nieco bardziej klarowna

Liczę, iż z biegiem czasu takie obrotowe talerze będą się pojawiać również w tańszych modelach, tak jak wcześniej mapy mieszkań czy tacki mopujące. Talerze naprawdę robią robotę, chociaż wciąż nie są tak dobre jak dedykowane maszyny mopujące. Dzięki wirującym talerzom Ecovacs Deebot T10 Turbo stał się naszym ulubionym odkurzaczem, co jest znacznym osiągnięciem, bo mój dotychczasowy faworyt Deebota wciąż spisuje się naprawdę dobrze. T10 jest od niego lepszy na niemal każdym polu.

Idź do oryginalnego materiału