
Jest zima, więc musimy wdychać truciznę?
W ostatnich dniach polskie miasta biły niechlubne rekordy, trafiając na listy ośrodków z najgorszym powietrzem na świecie. Kraków choćby przodował pod tym względem. W dawnej stolicy Polski przez smog raz obowiązywała darmowa komunikacja miejska, a następnego dnia już nie, choć wychodzenie z domu odradzał choćby Alert RCB. Miasto tłumaczyło się, iż takie są przepisy.
Sytuacja w Krakowie była szczególnie wyjątkowa, bo niektórzy szydzili: „wprowadzono Strefę Czystego Transportu, a smog dalej zatruwa?”. Coś tu się nie zgadza, a raczej zgadza się wszystko – najwyraźniej całe te nowe przepisy to bujda na resorach i jak zwykle chodzi o drenowanie kieszeni obywateli. Tyle iż SCT ma chronić przed zupełnie innym rodzajem zanieczyszczenia, a problem Krakowa to efekt kopciuchów z okolicznych miejscowości.
Dusi się Kraków, źle było choćby nad morzem. Jak zauważało Radio Gdańsk, tak złej jakości powietrza na Pomorzu nie było od kilku lat.
– W środę został dwukrotnie przekroczony poziom dopuszczalny na siedmiu stacjach monitoringu powietrza w województwie pomorskim. To Gdańsk Śródmieście, Wrzeszcz, Jasień, Lawendowe Wzgórze, Kościerzyna, Malbork oraz Tczew – wyjaśniała rozgłośni Michalina Bielawska z Fundacji „Agencja Regionalnego Monitoringu Atmosfery Gdańsk-Gdynia-Sopot”.
Silne mrozy, brak wiatru i kopciuchy – to wszystko złożyło się na niekorzystne, bardzo delikatnie mówiąc, warunki. Nie można jednak zasłaniać się tym, iż taki mamy klimat i surowa zima zaskoczyła.
Niska temperatura obnażyła braki systemowe
Polski Alarm Smogowy podsumowując ostatnie smogowe dni wylicza, iż niechlubne rekordy pobite zostały m.in. w Rzeszowie („średniodobowy poziom zanieczyszczenia sięgnął poziomu, jakiego nie widziano od 5 lat”) czy Łomży. Tam stężenie PM10 wyniosło aż 293 µg/mł (600 proc. dopuszczalnej normy), będąc najwyższym w historii dostępnych pomiarów w tym mieście.
Smog powiedział: bawicie się w wyzwania i wspominacie, jak życie wyglądało 10 lat temu? Spokojnie, udowodnię, iż kilka się zmieniło.
Przesada? Niby tak, bo wiele działań w ostatnich latach poczyniono, czego najlepszym przykładem jest zresztą Kraków. W kontekście ostatnich dni może brzmieć to jak żart, jednak tam doszło do realnej poprawy. Mieszkańcy się duszą, ale dlatego, iż kopciuchy dymią wokół, a nie w samym mieście. Żadna to pociecha, skoro i tak trzeba wdychać trujące powietrze. Dostaliśmy jednak dowód na to, iż jeżeli się chce, to można.
I w tym rzecz – nie wszędzie się chce, a walka ze smogiem w wielu miejscach w Polsce nie jest tak stanowcza, jak być powinna.
Od lat ostrzegaliśmy przed powrotem kryzysu wywołanego spalaniem węgla i drewna w przestarzałych, wysokoemisyjnych kotłach, tzw. “kopciuchach”. W ostatnich 10 latach w Polsce wymieniono około 1 mln starych urządzeń grzewczych, jednak wciąż 2,5 mln „kopciuchów” funkcjonuje w polskich domach – w większości przypadków niezgodnie z prawem. Głównie to one odpowiadają za tak poważne zanieczyszczenie powietrza. Dlatego ich wymiana jest najważniejszym krokiem w zapobieganiu epizodom smogowym, z jakimi borykamy się w ostatnim czasie – podkreśla Polski Alarm Smogowy.
Niestety, nie zmierzamy w dobrą stronę
Wręcz przeciwnie. Polski Alarm Smogowy wskazuje na spowolnienie w programie Czyste Powietrze. „W pierwszym tygodniu stycznia 2026 r. do Programu złożono zaledwie 704 wnioski. W 2024 roku średnia tygodniowa liczba wniosków przekraczała 5200” – odnotowuje PAS.
Ruch zwraca też uwagę na uchwały antysmogowe. Choć w wielu województwach przepisy zostały wdrożone, to ich egzekucja jest fikcją. „Tysiące obywateli łamie prawo, zatruwając powietrze i nie ponosząc z tego powodu żadnych konsekwencji” – podkreśla PAS, wskazując na brak reakcji ze strony Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Ta pasywność boli i smuci, bo przecież chodzi o nasze zdrowie. Co roku w Polsce ok. 40 tys. osób umiera przedwcześnie z powodu narażenia na zanieczyszczone powietrze – to jeden z najwyższych wskaźników w UE.

















