
Unijne miliardy mają przyspieszyć modernizację Wojska Polskiego. Stawką są systemy antydronowe, artyleria i infrastruktura. Jednak się uda skorzystać z programu SAFE.
SAFE nie jest oczywiście workiem bezzwrotnych dotacji, z którego Bruksela rozdaje państwom pieniądze na czołgi, radary i drony na prawo i lewo. To instrument pożyczkowy. Unia Europejska pożycza środki na rynku, a potem udostępnia je państwom członkowskim na korzystniejszych warunkach, niż wiele z nich mogłoby uzyskać samodzielnie. Chodzi więc o tani, długi kredyt na pilne zakupy obronne.
W naszym przypadku mówimy jednak o takiej skali, iż choćby słowo pożyczka nie zmniejsza politycznego i gospodarczego ciężaru tej decyzji. 43,7 mld euro to kwota, która w przeliczeniu daje ok. 185-200 mld zł, zależnie od kursu. Polska jest największym beneficjentem całego programu SAFE, a więc państwem, które w europejskiej układance zbrojeniowej ma dostać największy finansowy zastrzyk.
Rząd zapowiada, iż kluczowa umowa ma zostać podpisana już w najbliższy piątek. Podpisy mają złożyć przedstawiciele MON, Ministerstwa Finansów i Banku Gospodarstwa Krajowego, a po stronie Komisji Europejskiej komisarze odpowiedzialni za obronność i budżet. Konstrukcja finansowa ma prowadzić przez BGK oraz Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, czyli mechanizm, który już dziś jest jednym z głównych narzędzi finansowania modernizacji armii poza klasycznym budżetem MON.
SAFE jest odpowiedzią na wojenną arytmetykę Europy
Europa przez lata żyła w świecie, w którym wojna pełnoskalowa na kontynencie wydawała się mało prawdopodobna. Magazyny amunicji były płytkie, produkcja zbrojeniowa często pracowała w tempie pokojowym, a wiele armii modernizowano pod misje ekspedycyjne, nie pod długą konfrontację z państwem takim jak Rosja. Wojna na Ukrainie rozbiła jednak tę iluzję.
SAFE ma być jednym z instrumentów naprawczych. Unia chce skłonić państwa do szybkich i dużych zakupów, najlepiej wspólnych, oraz wzmocnić europejską bazę przemysłową. Chodzi nie tylko o to, żeby kupić gotowy sprzęt. Chodzi o to, żeby fabryki w Europie zaczęły produkować więcej amunicji, systemów przeciwlotniczych, dronów, radarów, pojazdów i technologii potrzebnych w wojnie wysokiej intensywności.
Jesteśmy państwem frontowym NATO, graniczącym z Białorusią, Rosją przez obwód królewiecki i Ukrainą walczącą z rosyjską agresją. Potrzebujemy nie tylko drogich systemów kupowanych za granicą, ale też własnej zdolności produkcji, naprawy, serwisowania i szybkiego uzupełniania strat.
89 proc. dla krajowego przemysłu to ambitna obietnica
Rząd deklaruje, iż 89 proc. środków z SAFE ma trafić do polskiego przemysłu i gospodarki. Polska zbrojeniówka ma mocne kompetencje w wybranych obszarach, ale nie jest w stanie z dnia na dzień wchłonąć prawie 200 mld zł zamówień bez ryzyka opóźnień, wąskich gardeł i problemów wykonawczych.
Jeśli ta obietnica ma mieć sens, pieniądze nie mogą zostać wydane wyłącznie na końcowe produkty. Muszą pójść także w hale, linie produkcyjne, maszyny, ludzi, zapasy komponentów, testy, certyfikację, serwis i całe łańcuchy dostaw. W przeciwnym razie Polska będzie miała imponujące kontrakty, ale niekoniecznie trwałą zdolność przemysłową.
To jest najważniejszy test programu. SAFE może być zwykłym mechanizmem finansowania zakupów albo może stać się dźwignią do rozbudowy polskiego przemysłu obronnego. Różnica jest zasadnicza. Zakup sprzętu wzmacnia armię tu i teraz. Rozbudowa produkcji wzmacnia państwo na lata, zwłaszcza jeżeli kolejny kryzys będzie wymagał szybkiego odtwarzania zapasów.
Tarcza Wschód, antydrony, OPL i artyleria. To są prawdziwe priorytety
Z polskiego planu inwestycyjnego wynika, iż środki mają zasilić kilka obszarów, które dziś są najbardziej oczywistymi brakami i potrzebami pola walki. Pierwszym jest Tarcza Wschód, czyli program wzmacniania obrony wschodniej granicy przez infrastrukturę, zapory, rozpoznanie, systemy obserwacji, magazyny, drogi wojskowe i przygotowanie terenu do obrony. To zestaw rozwiązań, które mają utrudnić przeciwnikowi działanie i ułatwić własnym wojskom szybkie reagowanie.
Drugim obszarem są systemy antydronowe. To w tej chwili tak naprawdę warunek przetrwania. Wojna na Ukrainie pokazała, iż drony stały się codzienną amunicją frontu: rozpoznają, korygują ogień, atakują pojazdy, polują na piechotę i uderzają w infrastrukturę. Obrona przed nimi musi zejść nisko, do pododdziałów, baz, lotnisk, magazynów, obiektów energetycznych i transportowych.
Trzeci priorytet to obrona powietrzna i przeciwrakietowa. Polska buduje wielowarstwowy system, ale to zadanie jest kosztowne i długie. Same wyrzutnie nie wystarczą. Potrzebne są radary, systemy dowodzenia, pociski, zapasy amunicji, serwis, szkolenie i integracja z NATO. W tej dziedzinie każde dodatkowe finansowanie ma znaczenie, bo jedna bateria albo kilka wyrzutni nie tworzą jeszcze szczelnej tarczy.
Czwarty obszar to artyleria i amunicja. Tutaj lekcja z Ukrainy jest najbardziej surowa: państwo może mieć nowoczesne systemy, ale jeżeli nie ma amunicji w dużej liczbie, gwałtownie traci zdolność prowadzenia walki. SAFE może więc sfinansować nie tylko same zakupy, ale także rozbudowę produkcji i magazynów.
Weto prezydenta nie zatrzymało rządu, ale skomplikowało drogę
W marcu prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą rozwiązania potrzebne do obsługi SAFE. Rząd nie zrezygnował jednak z programu, ale wybrał inną ścieżkę. Przyjął uchwałę dotyczącą programu Polska Zbrojna i upoważnił odpowiednich ministrów do podpisania dokumentów związanych z pożyczką. Środki mają zostać zaciągnięte przez BGK na rzecz Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.
Politycznie to spór o dług, zależność od Unii i sposób finansowania armii. Praktycznie stawką jest dostęp do największej puli pieniędzy obronnych, jaką Polska może dostać w ramach unijnego instrumentu. W tle jest też oczywiście presja czasu. Do końca maja państwa mogą łatwiej realizować część zamówień samodzielnie. Później większe znaczenie będzie miała formuła wspólnych zakupów i szukanie partnerów do projektów.
Wiele polskich planów dotyczy krajowego przemysłu. jeżeli Polska chce maksymalnie dużo pieniędzy skierować do własnych firm, musi dobrze ułożyć projekty, harmonogramy i ścieżkę zamówień. Opóźnienia mogą zmniejszyć elastyczność, a w programie o takiej skali każdy miesiąc ma znaczenie.
To może być największy impuls dla zbrojeniówki od dekad
Jeśli program zostanie dobrze przeprowadzony, SAFE może być dla polskiego przemysłu obronnego czymś więcej niż kolejną rundą zakupów. Może wymusić skalowanie produkcji, konsolidację kompetencji, budowę nowych linii, większą współpracę firm państwowych i prywatnych oraz szybsze włączanie technologii rozwijanych przez mniejsze spółki.
Szczególnie interesujący jest obszar dronów i systemów antydronowych. Polska ma firmy, które potrafią budować bezzałogowce, sensory, oprogramowanie, radary, efektory i systemy walki elektronicznej. Problemem bywa skala, tempo i zamówienia wystarczająco duże, by inwestycje w produkcję miały sens. Unijna pożyczka może ten problem częściowo przełamać.
Podobnie jest też zresztą z amunicją. Europa zrozumiała, iż magazyny z czasów pokoju nie wystarczą. Polska musi mieć nie tylko importowane systemy, ale też rzeczywistą zdolność produkcji pocisków, ładunków, amunicji artyleryjskiej, rakiet krótszego zasięgu i części zamiennych. SAFE może przyspieszyć tę zmianę, ale tylko pod warunkiem, iż zostanie potraktowany jako inwestycja przemysłowa, nie wyłącznie finansowa.















