Cała inicjatywa Dolnośląskich Rowerowych Parków Umiejętności to, co do zasady, bardzo dobry kierunek. To odpowiedź na rzeczywistą potrzebę – stworzenie miejsc, w których można uczyć się jazdy na rowerze górskim, rozwijać technikę i po prostu bezpiecznie się bawić. W pewnym sensie to także kontrpropozycja wobec nielegalnych miejscówek budowanych społecznie, bo ludzie po prostu chcą jeździć. I to widać.

W samym Wrocławiu bez problemu można wskazać co najmniej pięć takich nieoficjalnych miejsc, które funkcjonują od lat. Paradoks polega na tym, iż oficjalnie mamy… jeden park umiejętności. I to nie w samym mieście, tylko adekwatnie poza nim – w Siechnicach.

Dlatego, o ile całej idei należą się brawa (tutaj znajdziecie założenia) o tyle bezrefleksyjna akceptacja rzeczywistości byłaby zwyczajnie naiwna. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą publiczne pieniądze, a ich wydawanie – jak pokazują przykłady – bywa bardzo różne.
Byliśmy w Świdnicy, gdzie park umiejętności jest zrobiony świetnie. Ale byliśmy też w Szczawnie-Zdroju, gdzie konstrukcja to – nie boję się tego napisać – nieporozumienie zagrażające bezpieczeństwu użytkowników. Pół roku temu napisałem w tej sprawie do burmistrza, licząc choćby na rozmowę i próbę poprawy sytuacji. Do dziś nie doczekałem się odpowiedzi, więc możecie się spodziewać w najbliższym czasie osobnego komentarza. Pytanie brzmi: czy da się jeszcze coś z tym zrobić?
Wiedzieliście, iż w Srebrnej Górze też jest coś takiego? Tak, ktoś wpadł na pomysł by 500 metrów obok Tras Enduro Srebrna Góra – i ich placyku ćwiczeń, plus drugiego dla dzieciaków – wybudować bubel, bo inaczej trudno to nazwać. Wydano na to 721 800 zł – a to coś już zarasta trawą. Zmarnowane pieniądze – trudno to inaczej nazwać. Zobaczcie zresztą sami – przejechała to Maja Travels (pozdrawiamy!):

Są jednak miejsca, które pokazują, iż dobry park umiejętności nie musi być ani drogi, ani ogromny. I tu dochodzimy do Twardogóry. Tutaj pisaliśmy o założeniach:
Jesienią byłem tam po raz pierwszy i – przynajmniej na razie – to miejsce wciąż nie istnieje w szerszej świadomości na rowerowej mapie Dolnego Śląska. A to doskonały przykład, iż taki park można stworzyć niemal wszędzie. Trasy wykopała ekipa PM Bike Experts – czyli ludzie odpowiadający za Trasy Enduro Srebrna Góra.

Mamy niewielką dolinę rzeczki, dwie krótkie trasy i to adekwatnie wystarcza. Dwie zgrabne pętelki – niebieska i zielona – dobrze wykorzystujące teren, do tego placyk do ćwiczenia skilla. Na trasach pojawiło się kilka skoczni, a całość jest po prostu… sensowna.
Zresztą możecie zobaczyć na filmie obok, jak wygląda tam jazda. I bez względu na to, czy przyjedziecie na hardtailu XC, czy na czymś z pełnym zawieszeniem, jest spora szansa, iż będziecie się dobrze bawić.
Co ważne – niektóre elementy są na tyle wymagające, iż trzeba się chwilę zastanowić, zanim się na nie wjedzie. Jest North Shore, jest skocznia, jest też gap przez rzekę. Ten ostatni wygląda dość… nietypowo. Nie jestem do końca pewien, czy tak było w planie twórców, czy raczej ktoś „w międzyczasie” ukradł mostek. Jeśli ktoś wie, jak to wyglądało pierwotnie – chętnie poczytam w komentarzach.

Twardogóra to około 40 minut jazdy od Wrocławia i realna szansa na spędzenie kilku godzin na sensownej zabawie na rowerze. Byłem tam z młodzieżą w wieku 11 lat i reakcja była jednoznaczna. Adam po każdej pętli prosił o jeszcze jedną. I jeszcze jedną. Trudno o lepszą rekomendację.

Co więcej – na North Shore wjechał od razu, bez wahania. Element edukacyjno-motywacyjny? Zaliczone w 200%. Po powrocie do Wrocławia pierwsze pytanie brzmiało: „kiedy znowu jedziemy?”.


A byliśmy przecież w kilku podobnych miejscach i nie zawsze entuzjazm był taki sam. Janosik w Sobótce okazał się dla niego jednak za trudny – zwłaszcza rock garden, który jest już ewidentnie dla bardziej zaawansowanych. Za to Twardogóra, Świdnica czy Ząbkowicach Śląskie to miejscówki, które z czystym sumieniem można polecić – szczególnie młodszym i początkującym.
Oczywiście – jak tylko zejdzie śnieg. Choć podobno Dolny Śląsk to najcieplejszy fragment Polski, a w porównaniu ze wschodem kraju śniegu mamy choćby trzykrotnie mniej. Co oznacza jedno: sezon rowerowy trwa tu niemal cały rok.
I tego właśnie Wam życzę w tym sezonie – jak najwięcej takich miejsc i jak najwięcej powodów, żeby na rower po prostu chciało się wracać.
I przy okazji zapowiadam recenzję kolejnych Dolnośląskich Rowerowych Parków Umiejętności (nazwa słaba – kto da lepszą?).
Tutaj znajdziecie całą ich mapę:
Ps. Rower Giant Faith 24 na którym w Twardogórze latał Adam
Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski








