Deweloper sprzedaje szum morza pod Łodzią. „Wystarczy wyobraźnia”

konto.spidersweb.pl 23 godzin temu

Prosty złośliwiec z internetu słyszy hałas samochodów, a w tym czasie deweloper-wizjoner z wyobraźnią delektuje się szumem fal.

Znacie to? Wchodzi podpity facet do taksówki i prosi, żeby zawieźć go pod Pałac Kultury. Zdziwiony taksówkarz odpowiada, iż jesteśmy w Łodzi. Na to zawiany gość nie widząc problemu ripostuje: „no to wiosłuj!”.

Była też inna wersja, podobna, równie śmieszna. Mocno zmęczony podróżny budzi się w pociągu i pyta pasażerów, gdzie się znajdują. W Łodzi, mówią mu towarzysze. Więc on: „To wiem, ale dokąd płyniemy?”.

Ja tam lubię wszelkie tego typu żarty bazujące na grze słów, niezręcznych nieporozumieniach. Gorzej, gdy trzeba tłumaczyć, iż nazwa Łódź wcale nie jest absurdalna, bo w mieście nie ma przecież choćby rzeki. Są, są, ale głęboko ukryte i jest zresztą ich całkiem sporo.

W końcu jednak ktoś odejść od tych wszelkich niezręczności. Zamiast tego postanowił wykorzystać skojarzenia przychodzące od razu na myśl i połączyć okolicę z tak upragnioną wielką wodą. Jest tylko jeden drobny problem – to deweloper.

Jak zauważył na TikToku Paweł Paczul, w sieci natknąć można się na nietypowe ogłoszenie. Sprzedawca reklamuje działkę, będąc na której da się usłyszeć szum morza. Cóż w tym dziwnego? Normalne ogłoszenie dla Trójmiasta czy innej części Pomorza. Na upartego przeszłoby i w Szczecinie, bo dałoby się uznać, iż to mrugnięcie okiem. Nie tak śmieszne jak „no to wiosłuj!”, ale i tak niezłe.

Tyle iż ogłoszenie dotyczy miejscowości znajdującej się pod Łodzią – działka obiecująca szum morza leży w Rąbieniu

Dziennikarz skontaktował się z autorem ogłoszenia. Ten wyjaśnił, iż efekt przypominający dźwięki rozbijających się o brzeg fal udaje się uzyskać za sprawą aut mknących przez położoną nieopodal drogę ekspresową. Wystarczy „lekka doza wyobraźni” i można poczuć się jak na plaży. Nie ma bryzy, są spaliny, ale poza tym niemal wszystko się zgadza.

Ja, nie zgadniecie, ale akurat dewelopera doskonale rozumiem. Wyobraźnia ma wielką moc. Stojąc na ul. Franciszkańskiej w Łodzi wystarczy przymknąć oczy i od razu można odnieść wrażenie, iż jest się w San Francisco. Efekt pozostało lepszy, jeżeli w Stanach faktycznie się nie było. Stroma droga przypomina amerykański krajobraz, a jak jeszcze tramwaj przejedzie, to już w ogóle czuję kalifornijski luz.

Wyobraźnia musi pracować, szczególnie jeżeli ogląda się wizualizacje zamieszczone przez deweloperów na reklamowych banerach

Widać mnóstwo zieleni, bawiące się dzieci, kawiarnie znajdujące się na parterze pełne są rozbawionych gości, siedzących przy winie i cieście w południe. Jaka praca, są tylko przyjemności. Do piekarni, rzecz jasna rzemieślniczych, ustawiają się kolejki. Pogodna sąsiadka czyta na swoim balkonie i wcale nie przeszkadza jej, iż sąsiedzi piętro wyżej toczą ożywioną dyskusję. Raj na ziemi, gdzie zawsze świeci słońce, a ludzie są uśmiechnięci, przyjaźni i pomocni.

Wyobraźnia jest też potrzebna, aby wyobrazić sobie, jak wyglądają mieszkania – dziwnym trafem deweloper chwali się tylko 57 m2 tarasem, o powierzchni mieszkalnej na plakacie milczy.

Później po wyobraźnię musimy sięgnąć, gdy budynek powstanie. Lokale usługowe stoją puste i czekają na najemców. Ci, którzy już są, to znany sklep spożywczy i miejsce dla automatów paczkowych. Reszta świeci pustkami. Kolor elewacji też się nie zgadza. Zieleni brakuje. Tam, gdzie miały być trawniki i ogrody, stoją zaparkowane auta. Dziwne, na wizualizacjach ich nie było.

Od czego mamy wyobraźnię? Wystarczy lekka doza fantazji i już, znowu to widzimy: kawiarnie, restauracje, rozmowy, śpiewy, śmiechy. Tak, tak, ja zamawiałem matchę, już odbieram!

Wszystko jest więc kwestią perspektywy, podejścia

Wy widzicie małe mieszkania z widokiem na klitkę innych. Mówicie, złośliwcy, coś o chowie klatkowym, Hong-Kongu. A nie kojarzycie tych sielskich obrazków z Włoch, gdzie na wąskich uliczkach pomiędzy ścianami wisi pranie? Nie widzicie, bo brakuje wam wyobraźni. Wolicie szydzić zamiast jej użyć i dostrzec, iż można zrobić sobie Włochy u siebie, z sąsiadem. Cudze chwalicie, deweloperskiego nie znacie.

Osiedle łanowe, daleko do miasta, nie ma żłobków, przedszkoli, szkół ani sklepów czy lekarza? Nie dojeżdża komunikacja miejska, jest wiele innych problemów? Owszem, można tak na to spojrzeć, jeżeli chce się być krótkowzrocznym i przede wszystkim przyziemnym. Albo powiedzmy sobie szczerze: płytkim i szablonowym. Skupionym na banalnych kwestiach. jeżeli wyrwiecie się z tej pułapki, uświadomicie sobie, iż tam żyją pionierzy. Prekursorzy. Pierwsi ludzie na obcej planecie. Oni, nie zgadniecie, też nie będą mieć sklepu na każdym kroku. Każda wyprawa będzie mieć wtedy znaczenie, opuszczenie bazy to droga w nieznane. Wystarczy sobie tylko wyobrazić, iż wychodząc do pracy z osiedla łanowego rusza na Misję, Kosmiczną Misję. Auto to księżycowy łazik, którym odkrywa się nieznane lądy. Dziury w jezdni to już nie efekt zaniedbań władz miasta czy dewelopera, który nie doprowadził solidnej trasy – to księżycowe kratery. To takie proste. Wyobraźnia. Wyobraźnia!

A może w całej tej akcji chodzi o stworzenie nowego żartu. Posłuchajcie.

Deweloper przywozi klienta na działkę w Rąbieniu i mówi mu, iż usłyszy szum morza.

– Ale jaki szum, my jesteśmy pod Łodzią?

– No to wypływamy, bo się utopimy!

Idź do oryginalnego materiału