Darmowa woda pachnie restauratorowi komuną. A ja wyczuwam absurd

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

„Nie ma darmowych obiadów” – to hasło spowszedniało, więc należało je uaktualnić. Za darmo nie dostanie się choćby wody.

Chcesz napić się wody za darmo, masz do tego prawo. Nad takim przepisem pracuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska. jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w restauracjach gratisowa kranówka przysługiwałaby klientom już od 12 sierpnia 2026 r. Goście za darmo będą mogli otrzymywać do pół litra wody z kranu.

Nie tylko włoski sąd krytycznie ocenia tego typu pomysły. Choć w praktyce coraz więcej lokali bezpłatnie udostępnia gościom wodę z kranu, to zdaniem niektórych robienie z tego obowiązku, a nie gestu serdeczności i gościnności, pachnie dawnymi czasami i złymi nawykami.

Ludziom to się bardzo podoba i ja tych ludzi rozumiem, bo dostają z mediów komunikat: złodziejscy restauratorzy jeżdżący maybachami będą nam dawali wodę za darmo. Nie, nie będą wam dawali wody za darmo, tylko ją wliczą w cenę innych rzeczy, tak jak robią to restauratorzy na Zachodzie, gdzie woda rzeczywiście w wielu krajach, przynajmniej kranowa, jest za darmo – mówi w rozmowie z portalem wyborcza.biz restaurator Kamil Sakałus.

Restaurator sam przyznaje, iż woda z kranu jest tania, więc na tym restauracje nie stracą. Przejdzie im za to koło nosa zysk ze sprzedaży butelkowanej wody.

„To jest problem tego, iż wielu klientów, dostając darmową wodę, nie kupi nic innego do picia” – wyjaśnia.

Jeżeli pana koleżanka poszła do restauracji z trzema koleżankami i zamówiły tylko trzy karafki wody, siedziały przy tym stoliku dwie godziny i piły wodę, to koszt pracy kelnerki, czynszu, stolika, kucharza, sprzątania itd. był wyższy niż przychód z tej wody – argumentuje restaurator.

Mam wrażenie, iż ludzie nie przychodzą do restauracji czy choćby kawiarni wyłącznie po to, aby pić wodę

To jednak tylko moje doświadczenie – klienta, a nie kogoś, kto zajmuje się prowadzeniem lokalu. Z drugiej strony jakoś nie mogę deprecjonować własnych obserwacji, z których wynika, iż choćby tam, gdzie woda jest za darmo, na stolikach bywają herbaty, kawy, napoje i inne przysmaki, które nie służą wyłącznie temu, aby gasić pragnienie.

Co więcej, goście restauracji wcale się nie wycwanili i nie przychodzą do miejsc, gdzie rozdawane są tzw. czekadełka. A mogliby. Zamawialiby danie, dostawali chleb z masłem, a potem wołali do kelnera, iż jednak się rozmyślili i uciekają. Albo, jeszcze lepiej, wychodzili ukradkiem, najedzeni kromką darmowego chleba.

Z tymi rzeczami za darmo to jest ciężka sprawa. Wyobraźcie sobie, iż ktoś przychodzi do restauracji i myje ręce darmowym mydłem. Korzysta z darmowego papieru toaletowego. Suszy ręce suszarką, za którą przecież nie zapłacił. Słucha lecącej muzyki, a więc ma coś na kształt darmowego koncertu. I wcale nie zamawia najdroższego dania. Czy już można zaryzykować stwierdzenie, iż taki klient po prostu restauratora okrada, żeruje na jego gościnności, nie dając szansy odpłacić za skosztowanie luksusu w postaci ręczników i płynu do mycia rąk?

Oczywiście można powiedzieć, iż to wszystko jest już wliczone w ceny dań. I woda też zostanie wliczona. Ale jakoś mam wrażenie, iż tak się nie stanie. A ci, dla których będzie to okazja do podwyżek, mogą spotkać się z reakcją klientów, którzy takie miejsce zaczną omijać.

Wodna histeria zaczyna się rozkręcać

Restaurator wylicza problemy. „A co, jeżeli ludzie zatrują się kiepską kranówką? Kto będzie winny?” – pyta. A przecież knajpy serwują już wodę za darmo i o dramatycznych historiach jakoś nie słyszymy.

Czytamy też, iż to typowy PRL, bo to „rząd decyduje w prywatnym biznesie, co ja mogę sprzedawać i po ile”. Zabawne są te utyskiwania poszkodowanego przedsiębiorcy, ale tak naprawdę są przede wszystkim smutne. Jakoś wszędzie się da, a u nas, jak zwykle, nie. Trzeba bić na alarm, robić z siebie bojownika w walce z opresyjnym systemem.

A przecież to tylko woda. Absolutnie podstawowa rzecz. Na szczęście zaczyna się to zauważać. Zaczyna oburzać fakt, iż ktoś w upalny dzień, w zatłoczonym miejscu, próbuje sprzedawać wodę w nieludzkich cenach. Że 15 zł za gazowaną, owszem, schłodzoną wodę to jednak mimo wszystko przesada. I tak, biznes to biznes, a nie organizacja charytatywna. Ale są granice.

To naprawdę nie jest tak, iż nagle ludzie będą przychodzić do restauracji, zamawiać wodę i siedzieć przy jednym stoliku przez trzy godziny, bo to taka atrakcja. Woda za darmo! Zaoszczędzimy na tym w ciągu miesiąca kilka groszy i miło spędzimy czas: rozmawiając przy kranówce, ale za to w knajpie!

Naprawdę, bez przesady. jeżeli ze zwykłej gościnności rząd musi czynić prawo, to wcale nie jest to wina polityków. A raczej tych, którzy przed takim drobnym gestem się wzbraniają.

Zastanawiam się, z czego to wynika. Czy zawsze tak było, iż z byle czego robiono burzę w szklance wody? Czy może to nowość, efekt uboczny współczesności, iż drobiazg urasta do rangi wielkiego problemu, błahostka zasługuje na oburzenie. Skoro bicie na alarm się niesie, to warto się gorączkować, przekrzykiwać, szykować do starcia i długiej dyskusji. Jest w tym zwykłe wyrachowanie czy rzeczywiście kilka trzeba, aby rozpalić ogień?

Cóż, to tylko jeszcze jeden dowód na to, iż każdemu przyda się szklanka wody. Darmowej. Na uspokojenie.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału