Czarnobyl to był błąd systemu. Przestańcie w końcu bać się atomu

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Czarnobyl był katastrofą, traumą i symbolem technologicznej pychy ZSRR. Nie jest jednak dowodem na to, iż atom sam w sobie jest niebezpieczny.

Dokładnie 26 kwietnia 1986 r. wybuch w czwartym bloku elektrowni jądrowej w Czarnobylu zmienił nie tylko historię energetyki. Zmienił też zbiorową wyobraźnię o atomie. Dla milionów ludzi przestał on kojarzyć się z postępem, nowoczesnością, niezależnością energetyczną i wielką inżynierią. Zaczął kojarzyć się z niewidzialnym zagrożeniem, skażeniem, ewakuacją, chorobą popromienną i mapą radioaktywnej chmury przesuwającej się nad Europą.

Właśnie ten mentalny skutek katastrofy podkreśla prof. Kamil Fedus, fizyk doświadczalny z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, w wypowiedzi dla portalu Nauka w Polsce. Zwraca uwagę, iż Czarnobyl do dziś najmocniej działa w sferze emocji i skojarzeń. Katastrofa była oczywiście olbrzymią tragedią, ale przez kolejne dekady stała się też jednym z najskuteczniejszych straszaków w każdej rozmowie o energetyce jądrowej.

Mam wrażenie, iż współcześnie nastawienie do energetyki jądrowej zmienia się na bardziej przychylne. Główny wpływ katastrofy w Czarnobylu, poza oczywistymi skutkami, bo była to tragedia dla wielu ludzi, pozostał w sferze mentalnej. Energetyka po tej katastrofie przestała być postrzegana jako symbol nowoczesności, postępu, możliwości technologicznych, a zaczęła się ludziom kojarzyć z katastrofą, z chorobami popromiennymi – powiedział fizyk doświadczalny prof. Fedus z Wydziału Fizyki UMK

Strach nie zawsze idzie w parze ze zrozumieniem. Czarnobyl bywa używany jako prosty argument przeciwko atomowi, choć w rzeczywistości był splotem wad konstrukcyjnych, błędów organizacyjnych, presji systemowej, źle przeprowadzonego testu i dramatycznie słabej kultury bezpieczeństwa. To nie była sytuacja, w której nowoczesna elektrownia jądrowa pracująca zgodnie z obecnymi standardami nagle po prostu wybuchła. To był finał działania systemu, który zlekceważył własne ryzyko.

Co naprawdę wydarzyło się w nocy z 25 na 26 kwietnia?

Katastrofa w Czarnobylu wydarzyła się w trakcie wykonywania testu bezpieczeństwa w reaktorze RBMK-1000. Celem było sprawdzenie, czy po odcięciu zasilania rozpędzona turbina będzie przez krótki czas w stanie dostarczać energię do pomp chłodzących reaktor, zanim uruchomią się generatory awaryjne. Sama idea testu dotyczyła więc bezpieczeństwa. Problem w tym, iż wykonano go w warunkach, które stały się skrajnie niebezpieczne.

Reaktor pracował przy niskiej mocy, w niestabilnym stanie, a operatorzy próbowali utrzymać go w ruchu mimo narastających problemów. Konstrukcja RBMK miała cechy, które w pewnych sytuacjach mogły po prostu wzmacniać reakcję łańcuchową zamiast ją tłumić.

Jedną z nich był dodatni współczynnik pustki, czyli zjawisko, w którym pojawienie się większej ilości pary w kanałach chłodzących mogło zwiększać reaktywność. W reaktorze zaprojektowanym z odpowiednim marginesem bezpieczeństwa taki efekt powinien być ograniczony albo kompensowany. W Czarnobylu stał się jednym z elementów katastrofalnej sekwencji.

Do tego dochodziły ogromne błędy proceduralne, niewłaściwe decyzje operatorów i niedostateczna świadomość tego, jak blisko reaktor znalazł się stanu niekontrolowanego wzrostu mocy. Gdy uruchomiono awaryjne wyłączenie, konstrukcja prętów sterujących dodatkowo pogorszyła sytuację w pierwszych sekundach. W efekcie moc gwałtownie wzrosła, doszło do eksplozji pary, zniszczenia rdzenia i pożaru grafitu, który wyniósł do atmosfery ogromne ilości substancji promieniotwórczych.

Czarnobyl nie jest uniwersalnym modelem awarii elektrowni jądrowej. Jest przykładem bardzo konkretnej katastrofy w bardzo konkretnym typie reaktora, w bardzo konkretnym systemie polityczno-organizacyjnym.

Prof. Fedus zwraca uwagę na liczby, które znikają pod emocjami

Prof. Kamil Fedus podkreśla, iż jednym z problemów w rozmowie o Czarnobylu jest przerysowywanie skutków zdrowotnych katastrofy. Nie chodzi o umniejszanie tragedii. Chodzi o oddzielenie potwierdzonych danych od liczb, które przez lata żyły własnym życiem w debacie publicznej.

Najbardziej precyzyjnie opisany bezpośredni skutek dotyczy pracowników elektrowni i ratowników narażonych na bardzo wysokie dawki promieniowania jonizującego. U 134 osób rozwinęła się ostra choroba popromienna. 28 z nich zmarło w krótkim czasie po katastrofie. To dramatyczna liczba, ale inna niż apokaliptyczne wyobrażenia, które często pojawiają się w popularnych opowieściach o Czarnobylu.

Osobnym tematem jest nowotwór tarczycy, zwłaszcza u osób, które jako dzieci były narażone na radioaktywny jod. Wzrost zachorowań stanowi jeden z najlepiej udokumentowanych długofalowych skutków katastrofy. Jednocześnie prof. Fedus zwraca uwagę, iż interpretacja tych danych wymaga ostrożności, bo po katastrofie prowadzono znacznie szersze badania przesiewowe. Większa liczba wykrytych przypadków nie zawsze oznacza wyłącznie większą liczbę przypadków wywołanych promieniowaniem. Oznacza też, iż zaczęto szukać ich intensywniej.

Polska potrzebuje energii, która działa także wtedy, gdy nie wieje

Prof. Fedus podkreśla, iż Polska, jeżeli chce być państwem stabilnym i bezpiecznym energetycznie, musi uczynić atom jednym z filarów energetyki. Nie chodzi o wybór między atomem a odnawialnymi źródłami energii. Chodzi o zbudowanie systemu, który będzie jednocześnie niskoemisyjny, stabilny i odporny na szoki surowcowe.

Mamy elektrownie węglowe i póki co trzeba z nich korzystać. Wydobycie węgla jest jednak coraz droższe, trzeba sięgać po coraz głębsze pokłady. Mamy odnawialne źródła energii, które się rozwijają, i bardzo dobrze, ale OZE samo z siebie nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb przemysłu, gospodarki i gospodarstw domowych. Potrzebne jest nam alternatywne stabilne źródło mocy. Takim źródłem jest atom. Do tego jest efektywnym źródłem mocy. Energia wyzwalana z 1 grama uranu jest równoważna energii powstałej przy spalaniu trzech ton węgla – wyjaśnia prof. Fedus.

OZE są Polsce potrzebne i powinny się rozwijać. Fotowoltaika, wiatr na lądzie i morzu, magazyny energii, sieci przesyłowe, elastyczne zarządzanie popytem – to wszystko są elementy przyszłego systemu. Ale same odnawialne źródła nie rozwiązują całego problemu, zwłaszcza przy rosnącym zapotrzebowaniu przemysłu, transportu, centrów danych, ogrzewania i gospodarstw domowych. Gdy produkcja z wiatru i słońca spada, system przez cały czas musi dostarczać energię.

Przez lata tę funkcję pełnił w Polsce węgiel. Tyle iż węgiel jest coraz droższy, coraz bardziej problematyczny środowiskowo i coraz mniej pasuje do europejskiej polityki klimatycznej. Importowane paliwa kopalne również nie dają pełnej niezależności, bo wystawiają państwo na ceny, kryzysy geopolityczne i zakłócenia w dostawach. Wojna na Ukrainie i napięcia wokół strategicznych szlaków transportu surowców pokazały, jak gwałtownie energia staje się narzędziem presji.

Na koniec pamiętajmy, iż współczesna energetyka jądrowa dużo wyciągnęła z tej katastrofy. Chodzi m.in. o normy bezpieczeństwa, systemy pasywnego chłodzenia, projektowanie reaktorów z większymi marginesami, niezależne dozory jądrowe, międzynarodowe kontrole, kulturę raportowania incydentów i wymianę doświadczeń między operatorami. To wszystko jest odpowiedzią na takie katastrofy, jak właśnie Czarnobyl czy Fukushima. Energetyka jądrowa po 1986 r. nie jest tą samą energetyką, którą znał Związek Radziecki.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału