Przejechanie się w miejsca takie jak Srebrna Góra, Bielsko czy dowolna ustawka rowerowa mają jedną cechę wspólną – zawsze spotkacie tam kogoś, kto jeździ na rowerze, który się wyróżnia. I nie chodzi wcale o proste modyfikacje sprzętu w postaci dodania kilku anodowanych błyskotek, ale o rzeczy znacznie bardziej fundamentalne. Choćby o indywidualne malowanie. A choćby rower na zamównie.
Radek z Hultaja odpowiada na szczegółowe pytania klienta, który chce… wózek dla kota (serio)Trudno nie odnieść wrażenia, iż ten trend narasta. I dobrze.
Przyznam przy okazji, iż do zastanowienia dało mnie też moje własne podejście do tematu kolejnego roweru – a adekwatnie kolejnych rowerów – które mam zamiar zbudować w tym roku. Nie jestem jednak w tym wyjątkowy. Widzę, co robią ze swoim sprzętem bliżsi i dalsi znajomi. Trudno wśród nich znaleźć rowery seryjne, dokładnie takie, jakie wyjechały z fabryki.
Bo… no właśnie. Co to adekwatnie znaczy custom?
Słowo „customowy” określa produkty lub usługi wykonane zgodnie z indywidualnymi preferencjami klienta. To spolszczona wersja angielskiego słowa custom, oznaczającego wykonanie na zamówienie. Customowy przedmiot uwzględnia osobiste życzenia, potrzeby i gust odbiorcy. I w tej najprostszej definicji nie jest skalowalny, bo zakres personalizacji może być bardzo różny.
Myśląc jednak o swoich kolejnych rowerach, złapałem się na tym, iż powszechność tej – nazwijmy to roboczo – „usługi” sprawiła, iż stała się ona po prostu bardziej dostępna. I nagle zdałem sobie sprawę, iż to może być w przyszłości, a może już jest, podstawowy tryb kupowania lub budowania roweru.
Grzegorz Płecha i jego rower marki SFR Bikes, także ramę wykonał samSpójrzmy więc na kolejne etapy – zaczynając od końca.
1. Personal touch
Tak pewnie zaczęło się dla wielu z was. Pierwszy rower seryjny i pierwsze modyfikacje. Czasami siodełko, czasami opony. Potem kolejne kroki – może lżejsze koła, może lepszy napęd. Rower powoli przestaje być „taki jak u wszystkich”, a zaczyna być nasz.
2. Budujemy!
Dlatego przy kolejnym rowerze bardzo często od razu pojawia się myśl, żeby zbudować go od podstaw. Kupujemy osobno ramę, a potem pozostałe komponenty, tak by całość od początku była optymalnie dopasowana. Dokładnie w ten sposób działają konfiguratory oferowane dziś przez wiele firm – wybieramy, klikamy, składamy.
3. Malujemy
A jeżeli do wstępnego wyboru dodamy jeszcze możliwość wyboru koloru… obraz robi się niemal kompletny. Rower naprawdę zaczyna być zindywidualizowany. W wielu przypadkach firmy nie ograniczają się już tylko do palety kolorów i doboru osprzętu, ale podsuwają też opcję użycia własnego projektu graficznego. Ryzykowne – bo talent malarski to rzecz dyskusyjna – ale sama możliwość mówi bardzo dużo o kierunku, w jakim to wszystko zmierza.
4. Rama na zamówienie
Poprzedni punkt wcale jednak nie zamyka tematu. Bo cały czas punktem wyjścia pozostają seryjne ramy dostępne w ofercie producenta. Prawdziwy „custom” – pozwólcie, iż użyję tego słowa z lekkim przymrużeniem oka – zakłada, iż rama powstaje od podstaw pod konkretnego klienta. Z bike fittingiem, wyborem materiału, założeń konstrukcyjnych. Dopiero taka rama staje się fundamentem kolejnych etapów „szycia” roweru.
I tu wróciłem znowu do własnych projektów na ten rok. Bo uświadomiłem sobie, iż choćby ten ostatni, najbardziej zaawansowany stopień stał się dziś znacznie bardziej dostępny. Oczywiście – mamy wiele firm, także polskich (piszę o nich regularnie), które budują rowery na gotowych ramach. Ale nowoczesne techniki produkcji sprawiają, iż moment, w którym sama rama zacznie powstawać dopiero w chwili zamówienia, wydaje się coraz bliższy.
I coraz prostszy.
Stanisław z 6P Composites tworzy ramy z karbonu…. w Warszawie. Oczywiście customowe! Drukowanie muf jest dziś faktem. Kilka firm już tak pracuje. Wystarczy połączyć je z rurami – choćby karbonowymi – i… mamy rower. A gdybym powiedział wam, iż coś takiego jest możliwe również w Polsce? Choć jeszcze nie na skalę przemysłową?
Dokładnie to uświadomiłem sobie, planując budowę kolejnego roweru. I… czekam na ramę.
Customowy full z Polski – to brzmi dumnie.
Tak, wiem. W tej całej układance brakuje bardzo istotnego elementu: ceny. Jednocześnie codzienne kontakty ze sklepami, warsztatami i z wami uczą mnie, iż to pojęcie jest bardzo względne. Zawsze da się taniej. Zawsze da się drożej. I zawsze będzie tak, iż coś jest warte dokładnie tyle, ile ktoś chce za to zapłacić. Albo nie chce.
Proste.
Pytanie dnia brzmi – czy Wasz następny rower będzie customem? Piszcie!
Tekst i zdjęcia: Adrian Grześkow (otwierające), Grzegorz Radziwonowski
Zobacz także reportaże z wizyt u polskich twórców – dwa takie rowery, Hultaj i Strato, mam już w swojej kolekcji








