Castelnuovo di Val di Cecina – dzikie enduro w Toskanii

magazynbike.pl 2 dni temu

Toskania przyzwyczaiła nas do określonego obrazu. Szutry wijące się między winnicami, miękkie światło, spokojne tempo jazdy i krajobrazy, które same proszą się o zdjęcia. Castelnuovo di Val di Cecina nie wpisuje się w ten schemat. To inna Toskania – bardziej surowa, bardziej dzika i zdecydowanie mniej oczywista. Zamiast gładkich dróg dostajesz tu techniczne single, zamiast przewidywalnych tras – teren, który wymaga skupienia od pierwszego do ostatniego metra.

Ciekawostka – patronami wszystkich tras, niczym święci, są postaci z filmów dla dorosłych. Tu kultowa postać większa niż życie Rocco Siffredi.

Od eksploracji do centrum ścieżkowego

Początek tej historii jest prosty i bardzo „rowerowy”. Latem 2016 roku trzech lokalnych riderów postanowiło sprawdzić, co tak naprawdę kryje się w ich okolicy. Bez wielkich planów, bez wsparcia sponsorów, bez strategii rozwoju regionu. Była tylko ciekawość i potrzeba jazdy. Z czasem ta eksploracja zaczęła przynosić konkretne efekty. Zapomniane ścieżki wracały do życia, stare linie były czyszczone i udrażniane, a nowe warianty zaczęły naturalnie powstawać tam, gdzie wcześniej nikt nie zaglądał. Z tej oddolnej inicjatywy narodziła się nie tylko sieć tras, ale też społeczność i formalna struktura w postaci ASD MTB Castelnuovo, która do dziś działa na rzecz regionu. Ekipę, ale i informacje o miejscówce, znajdziecie na mtbcastelnuovo.com.

Aia dei Diavoli – punkt wyjścia

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, iż mimo upływu lat miejsce nie straciło swojego pierwotnego charakteru. W zależności od źródła mówi się o ośmiu, dziewięciu, a choćby jedenastu trasach, ale liczby nie są tu najważniejsze. Większość z nich zaczyna się z jednego punktu – Aia dei Diavoli. Już sama nazwa – dziedziniec diabłów! – buduje odpowiedni klimat, ale to dopiero początek. To miejsce działa jak naturalny punkt startu, z którego rozchodzą się linie o bardzo różnym charakterze, choć wszystkie mają wspólny mianownik: są wymagające.

Naturalne enduro bez kompromisów

I to jest klucz do zrozumienia Castelnuovo. To nie jest bike park. Nie ma tu idealnie wyprofilowanych band, nie ma „flow dla wszystkich”, nie ma też poczucia kontroli, które znasz z bardziej komercyjnych miejscówek. Tu wszystko jest bardziej surowe, bardziej naturalne i przez to bardziej wymagające. Trasy są strome, często śliskie, pełne kamieni, korzeni i sekcji, które trzeba czytać w locie. Jak padło w jednej z relacji: to są trasy przetrwania. I nie jest to przesada, tylko bardzo trafne podsumowanie pierwszego kontaktu z tym miejscem.

Daniele, nasz przewodnik ze Sleep & Ride Massa Marittima, powiedział krótko: „Każdy wie, iż jak popadało to do Castelnuovo się nie jedzie!”

Charakter tras

Każda z tras ma swoją własną osobowość, ale żadna nie próbuje być łatwa na siłę. Astrogoli to szybkie wejście w temat – strome sekcje i niewielkie dropy sprawiają, iż od początku musisz być skoncentrowany. Bruciano wprowadza więcej rytmu, łącząc flow z technicznymi zakrętami, ale choćby tutaj łatwość jest tylko pozorna. Infernacci to już jazda po cienkiej linii między kontrolą a chaosem – kamienie i prędkość nie zostawiają miejsca na błędy. Pratone, jako najdłuższa trasa, buduje zmęczenie i pokazuje, iż w Castelnuovo liczy się nie tylko technika, ale też wytrzymałość. Streagaia jest najłagodniejsza, ale przez cały czas pozostaje w pełni naturalna i nie próbuje niczego „wygładzać”. Capraferrata to z kolei esencja technicznego enduro: kontropendencje, korzenie i ciasne nawroty, które wymagają precyzji i doświadczenia.

Samotność jako element doświadczenia

To wszystko sprawia, iż Castelnuovo nie wybacza. Nie dlatego, iż jest źle zaprojektowane, tylko dlatego, iż jest prawdziwe. Nie ma tu sztucznego bezpieczeństwa, nie ma też nadmiaru oznaczeń czy infrastruktury. W wielu miejscach jedziesz praktycznie sam, w ciszy, z dala od ludzi i zasięgu. To zmienia sposób, w jaki podchodzisz do jazdy. Znika luz, pojawia się koncentracja. I właśnie w tym tkwi siła tego miejsca.

W marcu, gdy byliśmy na miejscu, jeździliśmy sami. A jednocześnie trasy były posprzątane i gotowe na gości. Faktem jest, iż tu takze w tym roku odbędą się zawody regionalnej serii enduro, tak jak w Pimbino, gdzie byliśmy wcześniej. I jak się dowiedzieliśmy, miejscówkę jako swój treningowy placyk traktuje najlepszy włoski zawodnik EDR – Tommaso Calonaci.

Teoretycznie na bieżąco można być dzięki oficjalnemu FB – facebook.com/mtbcastelnuovo – ale to aktualizowane jest we włoskim tempie!

Połączenie z Monterotondo i krajobraz jak z innej planety

Jednocześnie to nie jest zamknięty świat. Z Castelnuovo można stosunkowo łatwo przedostać się do Monterotondo Marittimo, prowadząc przez obszar geotermalny Biancane. To jedno z tych doświadczeń, które trudno porównać do czegokolwiek innego w Europie. Krajobraz przypomina bardziej Islandię niż Toskanię – para wydobywająca się z ziemi, specyficzny zapach siarki i teren, który wygląda jakby cały czas był w ruchu.

Sleep’n’Ride Massa Marittima – rowerowa baza w sercu Toskanii

I z „naszej” Massy, gdzie stacjonowaliśmy, jest jednocześnie tylko 20 minut samochodem. Charakter tras zaś diametralnie różny!

Co poza rowerem?

Jeśli jednak na chwilę odłożysz rower, okolica przez cały czas potrafi zrobić wrażenie. Fiume Pavone to jedna z najbardziej dzikich rzek w tej części Toskanii, pełna głębokich, krystalicznych basenów ukrytych między ogromnymi głazami. To miejsce, które daje poczucie kompletnego odcięcia od cywilizacji. Wzdłuż rzeki można natrafić na pozostałości renesansowych mostów, które dziś wyglądają bardziej jak relikty niż infrastruktura.

Niedaleko znajdują się także Buche Fiorentine – system jaskiń o naturalnym pochodzeniu, z wyraźnymi naciekami i historią eksploracji sięgającą drugiej połowy XX wieku. Z kolei Montecastelli Pisano to przykład średniowiecznej architektury zachowanej niemal w nienaruszonej formie. Kamienne zabudowania, układ ulic i ogólna atmosfera miejsca sprawiają, iż trudno tu mówić o turystyce w klasycznym rozumieniu – to raczej podróż w czasie.

Dopełnieniem tego wszystkiego są fumarole w okolicach Sasso Pisano. To zjawiska geotermalne, w których z ziemi wydobywa się para i gazy o bardzo wysokiej temperaturze. Widok i zapach są na tyle charakterystyczne, iż trudno je pomylić z czymkolwiek innym. To przypomnienie, iż pod tym spokojnym krajobrazem cały czas coś pracuje.

Podsumowanie

Castelnuovo di Val di Cecina nie próbuje być modne. Nie stara się też konkurować z najbardziej znanymi „destynacjami: rowerowymi. I może właśnie dlatego działa tak dobrze. To miejsce dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko „fajnej trasy”. Dla tych, którzy chcą poczuć teren, zmęczyć się naprawdę i wrócić z jazdy z poczuciem, iż przejechali coś, co miało znaczenie.

I jeżeli jest w tym wszystkim jakaś puenta, to chyba taka, iż to jedno z tych miejsc, które najlepiej odwiedzić teraz. Zanim ktoś spróbuje je wygładzić.

Tekst: Grzegorz Radziwonowski, zdjęcia: Justyna Jarczok, Grzegorz Radziwonowski

To także może cię zainteresować

Piombino – toskański sekret nad samym morzem
Idź do oryginalnego materiału