
Dowódca Artemis II powiedział, iż lądowanie ludzi na Księżycu jest technicznie wykonalne i możliwe szybciej, niż wcześniej sądzono.
Po 10-dniowej misji wokół Srebrnego Globu astronauci mówią wprost, iż lądowanie ludzi wygląda dziś na bardziej osiągalne, niż wydawało się to przed lotem. Najmocniej wybrzmiały słowa dowódcy misji Reida Wisemana, który stwierdził, iż jeżeli na pokładzie byłby testowy lądownik, to co najmniej trzech członków załogi już próbowałoby siadać na Księżycu. To miara zaufania do Oriona i do tego, jak wypadł pierwszy załogowy lot programu Artemis.
Artemis II nie miała lądować, ale po tej misji załoga widzi Księżyc inaczej
Artemis II od początku nie była misją lądowania. NASA planowała ją jako pierwszy załogowy lot programu Artemis i jednocześnie pierwszy załogowy test Oriona na trasie wokół Księżyca i z powrotem. Celem było sprawdzenie statku, jego systemów podtrzymywania życia i tego, jak zachowuje się podczas pełnej misji załogowej w przestrzeni cis-lunarnej. Załoga wykonała dokładnie taki profil lotu – wystartowała 1 kwietnia i wróciła na Ziemię 10 kwietnia.
Z wypowiedzi astronautów po misji wynika, iż największe wrażenie zrobiło na nich to, jak dobrze Orion radził sobie z obsługą 4-osobowej załogi. Wiseman mówił, iż to właśnie wsparcie statku dla ludzi na pokładzie okazało się najbardziej pozytywnym zaskoczeniem. Z perspektywy Artemis II to bardzo ważne, bo misja miała być nie tyle pokazem spektakularnych manewrów, ile pełnoskalowym sprawdzianem tego, czy kapsuła może bezpiecznie utrzymać ludzi przy życiu i w gotowości przez cały lot.
Astronauci przyznali też, iż nie wszystko było idealne. Na początku misji załoga odczuwała zbyt niską temperaturę w kabinie, ale problem został gwałtownie skorygowany z Ziemi. Lot nie był więc całkowicie pozbawiony drobnych usterek, ale na szczęście żaden z tych problemów nie wyglądał na coś, co podważałoby gotowość statku do kolejnych, znacznie ambitniejszych misji. Sam Wiseman stwierdził, iż gdyby trzeba było, Orion dla Artemis III mógłby być gotowy do lotu bardzo szybko.
Załoga wróciła z poczuciem dużego niedosytu
Wiseman powiedział, iż po locie wokół Księżyca czuje, iż to nie był aż tak duży skok, jak się spodziewał i iż gdyby na pokładzie był testowy lądownik, załoga chciałaby spróbować zejść na powierzchnię. Oznacza to, iż psychologiczna i operacyjna odległość między przelotem wokół Księżyca a lądowaniem przestała wydawać się załodze gigantyczną przepaścią. Nie dlatego, iż lądowanie byłoby proste, ale dlatego, iż po Artemis II pierwszy etap drogi został sprawdzony w realnym locie.
To ma ogromne znaczenie, zwłaszcza po latach frustrującej niepewności, jaka ciążyła nad programem Artemis. Choć w ostatnich miesiącach NASA wielokrotnie rewidowała datę powrotu człowieka na Księżyc, to teraz na fali bezdyskusyjnego sukcesu misji Artemis II agencja zaczęła wreszcie wytyczać znacznie twardszą i bardziej realistyczną ścieżkę.
Sama NASA zresztą stawia sprawę jasno: koniec z księżycowym hurraoptymizmem. Zamiast tego obowiązuje żelazna strategia małych kroków – od rygorystycznych lotów testowych, przez w pełni bezpieczne lądowanie, aż po zbudowanie trwałego przyczółka na Srebrnym Globie. Wypowiedzi załogi to zatem twardy dowód na to, iż ta mozolna, ewolucyjna logika wreszcie zaczęła działać w praktyce.
Co dalej po Artemis II? Najpierw Artemis III, potem kolejne dłuższe loty
Następny w kolejce jest Artemis III. Z relacji po misji wynika, iż NASA traktuje ją jako lot, w którym kolejna załoga Oriona ma ćwiczyć dokowanie na orbicie okołoziemskiej z co najmniej jednym księżycowym lądownikiem. Dopiero ta misja ma otworzyć drogę do faktycznego lądowania załogowego w obecnej fazie programu. Obecny plan zakłada start Artemis III w połowie 2027 r.
W jeszcze dalszej perspektywie NASA mówi o Artemis IV i kolejnych wyprawach jako o etapie budowania bardziej stałej infrastruktury księżycowej. Celem programu jest nie pojedynczy powrót, ale trwała obecność ludzi na Księżycu, która ma stać się pomostem do wypraw na Marsa. To właśnie dlatego tak duże znaczenie ma powodzenie Artemis II. Bez sprawdzonego Oriona, bez doświadczenia załogi i bez zaufania do sprzętu cała architektura dalszych misji byłaby znacznie mniej stabilna.











