
Galerie handlowe i ogromne biurowce w wielu polskich miastach gwałtownie stały się reliktem przeszłości, więc trzeba się ich pozbyć. Korekcja coraz częściej martwi okolicznych mieszkańców.
Przykład widzimy nad morzem. Mieszkańcy gdańskiego Przymorza protestują przeciwko planom rozbiórki galerii handlowej Alfa Centrum. W rozmowie z Radiem Gdańsk jedna z mieszkanek zwraca uwagę, iż jeżeli budynek zniknie i zamknie się kino, to trzeba będzie jeździć na filmy do innych dzielnic.
Można wzruszyć ramionami i stwierdzić: cóż z tego. Tak bywa. Nie wszędzie może stać basen, kino, boisko, las – czasami żeby z czegoś skorzystać, trzeba się namęczyć. A ja jednak rozumiem złość mieszkańców, którzy mają swoje miejsca, a za chwilę może ich zabraknąć. Wiemy za to, czego przybywa i jak bardzo dzielnice upodabniają się jedna do drugiej.
Radna Barbara Imianowska mówi, iż centrum to „różnego rodzaju usługi potrzebne mieszkańcom”. Nie tylko kino, ale też ścianka wspinaczkowa, z której korzystają sąsiedzi i szkoły.
W komentarzu na portalu trójmiasto.pl jedna z osób zamieszkałych w dzielnicy pisze:
Na Przymorzu tak naprawdę brak miejsc, gdzie można się spotkać, pójść do kina, na kawę, na ściankę czy zakupy. Wszystko co powstaje jest albo mikro apartamentami albo kolejnymi hotelami dla turystów. Ludzie tu mieszkają, powinniśmy mieć gdzie wyjść! Najbliżej jest Wrzeszcz, ale fajnie by było mieć coś w zasięgu spaceru, a nie wyprawy autem czy zbiorkomem.
Podobny protest organizowano rok temu na jednym z poznańskich osiedli, gdzie w miejscu galerii handlowej przewidziano bloki.
– Nam zależy najbardziej na tym, żeby ten teren był przejęty przez inwestora, który specjalizuje się w zakresie handlowo usługowym. Tam zawsze tętniło życiem, to miejsce zawsze cieszyło się dużym zainteresowaniem z uwagi na dostępność dla mieszkańców Piątkowa krótko mówiąc – tłumaczył cytowany przez TVP 3 Poznań zastępca przewodniczącego Rady Osiedla S. Batorego w Poznaniu Grzegorz Hałuszko.
Galerie handlowe idą do rozbiórki. Nawet, jeżeli to wciąż młokosy
Alfa Centrum w Gdańsku wybudowane zostało w 2002 r. W Warszawie zburzone mają zostać galerie handlowe z lat 90.: Dom Mody Klif, Galeria Bemowo i widoczny na zdjęciu otwierajacym CH Land. Powód jest prosty – już nie robimy zakupów w ten sposób.
Mimo iż budynki wydają się mieć jeszcze wiele przed sobą, to właściciele argumentują, iż nie są w idealnym stanie.
Spółka będąca właścicielem Galerii Bemowo w opublikowanym komunikacie zwróciła się do mieszkańców wyjaśniając, iż budynek „wymaga gruntownej modernizacji pod kątem technicznym, ekologicznym i ergonomicznym”.
Naszą ambicją jest, aby projekt Bemowo 2.0 był nowoczesnym kompleksem odpowiadającym na potrzeby nie tylko mieszkańców osiedla, ale całej lokalnej społeczności. Dlatego chcielibyśmy, aby w projekcie znalazły się liczne lokale usługowe, w tym supermarket, drogeria, inne sklepy, drobne punkty usługowe, restauracje i kawiarnie. Planujemy również ogólnodostępne parkingi naziemne i podziemny dla Klientów – napisano.
Zapowiedziano też „stworzenie ogólnodostępnych terenów zielonych pozbawionych ruchu samochodowego”.
Mieszkańcy okolic, w których mają powstać nowe bloki, obawiają się jednak właśnie zwiększonego ruchu i korków. Teoretycznie sąsiedztwo galerii handlowej również wiązało się z podobnymi utrudnieniami, ale przynajmniej można było pocieszać bliskością sklepów i usług. Niby deweloperzy obiecują, iż ogólnodostępnych atrakcji nie zabraknie, a dzielnica wzbogaci się o punkty z zielenią, to doskonale wiemy, iż do podobnych deklaracji na wszelki wypadek podchodzić z dystansem.
Nowe miasto nie patrzy z sentymentem również na biurowce, dawne symbole nowoczesności
Dziś drapacze chmur z lat 90. są ciężarem – łatwiej je zburzyć i wybudować nowe niż modernizować, by dopasować się do aktualnych standardów.
Aktywista Piotr Ikonowicz komentując plany dotyczące rozbiórki jednego z warszawskich wieżowców stwierdził wprost, iż taka „zabawa w burzenie i budowanie w tym samym miejscu na nowo” to wielkie marnotrawstwo pieniędzy materiałów budowlanych i ludzkiego wysiłku. Nie jest też powiedziane, czy mieszkańcy skorzystają na nowym dziele deweloperów.
Przyszedł rynek i krok po kroku odbiera nam powietrze i przestrzeń. Latem w Śródmieściu powietrze stoi, bo wiatr nie ma już gdzie wiać. Miasto przewiewne staje się miastem dusznym. Protestujący mieszkańcy, którym odebrano wiatr, i widok z okna nie mają szans z wielkim kapitałem, który zarabia na pozbawianiu nas przestrzeni i widoku. Kiedy patrzymy na anarchię budowlaną mamy wrażenie, iż żyjemy w jakimś trzecioświatowym mrowisku, w którym człowiek nie ma już żadnego znaczenia, a jego potrzeby są nieistotne.
Tęsknota za galeriami handlowymi czy biurowcami może wydawać się absurdalna, bo przecież nie były to miejsca, które dawały wiatr, widoki z okna i tak potrzebną wspólną przestrzeń. Raczej wręcz przeciwnie, zabierały ją, budując świat, który dziś jest mało ludzki. Skoro jednak wówczas nie przejmowano się głosem mieszkańców i budowano, bo tego wymagał postęp i czas – jeszcze więcej galerii handlowych, jeszcze więcej biurowców – to teraz, kiedy te budynki stają się kulą u nogi, warto zadać pytanie, w jakim celu powstają następcy. Czy na pewno biorą pod uwagę sąsiedztwo? Czy zmienią okolicę na lepsze? Czy może chodzi o to, aby deweloper mógł sprzedać kolejne mieszkania. O, przepraszam: inwestycje.

















