
Ma być przede wszystkim tanio, gwałtownie i skutecznie. Nowa głowica BRAKER nie jest ogromną bombą lotniczą, ale lekkim ładunkiem dla małego drona, który ma rozbijać bunkry, schrony i inne osłonięte cele bez angażowania cięższych środków rażenia.
BRAKER, czyli Bunker Rupture and Kinetic Explosive Round, to nowa amunicja opracowana z myślą o przenoszeniu przez niewielkie bezzałogowce uderzeniowe. Jej zadanie jest proste: najpierw przebić osłonę celu, a dopiero potem zdetonować ładunek w środku lub tuż po penetracji. Chodzi tu o bunkry polowe, umocnione stanowiska, schrony i inne obiekty, których nie da się skutecznie zniszczyć zwykłym lekkim ładunkiem zrzucanym z drona.
Do tej pory małe drony były kojarzone głównie z atakami na lekko opancerzone cele, sprzęt pozostający na odkrytym terenie albo stanowiska piechoty. BRAKER ma przesunąć tę granicę i dać małym jednostkom możliwość rażenia trudniejszych obiektów bez wzywania artylerii, lotnictwa albo cięższych systemów uzbrojenia.
Od pomysłu do strzelania minęły tylko 2 tygodnie
Zespół z DEVCOM Armaments Center i Project Manager Close Combat Systems przeszedł od koncepcji do prób ogniowych w zaledwie dwa tygodnie. Projekt ruszył na początku marca, potem wykonano prasowanie materiału wybuchowego, produkcję obudowy, integrację z tanim dronem jednorazowego użycia i testy kompatybilności. Powstało około 12 egzemplarzy głowicy, a jeden z nich sprawdzono przeciw prowizorycznemu bunkrowi jeszcze przed główną demonstracją w Redstone Arsenal w Alabamie.
Tak krótkiego cyklu nie udałoby się osiągnąć bez druku 3D. Armia wprost wskazuje, iż szybkie przejście od projektu do testu było możliwe dzięki wytwarzaniu elementów warstwa po warstwie. To dziś jedna z najważniejszych przewag nowoczesnych programów zbrojeniowych: nie chodzi już tylko o samą broń, ale o zdolność do błyskawicznego dostosowania jej do nowego zagrożenia.
Dron kamikadze dostaje nową rolę
BRAKER ma być zrzucany lub dostarczany przez mały, tani i w założeniu jednorazowy dron uderzeniowy. Amerykanie nie budują tutaj więc kosztownego systemu klasy premium, tylko próbują wykorzystać sposoby, które dobrze sprawdziły się już na wojnie na Ukrainie: masowe, względnie tanie bezzałogowce mogą robić rzeczy, do których dawniej potrzebne były znacznie droższe platformy.
Właśnie dlatego nowa głowica może być ważniejsza, niż sugerują same jej rozmiary. jeżeli mały dron potrafi skutecznie uderzyć w umocniony cel, zmienia się ekonomia pola walki. Dowódca niższego szczebla może szybciej reagować, a koszt ataku spada. Z perspektywy armii oznacza to większą elastyczność i możliwość prowadzenia precyzyjnych uderzeń bez natychmiastowego angażowania cięższego arsenału.
USA odrabiają lekcję z Ukrainy i Bliskiego Wschodu
Pentagon od miesięcy coraz mocniej skręca w stronę tanich i skalowalnych systemów bezzałogowych, bo doświadczenia z Ukrainy i ostatnich konfliktów na Bliskim Wschodzie pokazały, iż małe drony potrafią zmieniać przebieg walki szybciej niż wiele kosztownych programów modernizacyjnych. Armia wyciąga z tej rewolucji praktyczne wnioski dotyczące szkolenia, zakupów i uzbrojenia dla małych jednostek.
BRAKER nie jest superbronią ani odpowiednikiem ciężkich bomb penetrujących używanych przez lotnictwo strategiczne. To raczej próba miniaturyzacji tej zdolności i przeniesienia jej na poziom dużo tańszych, bardziej dostępnych systemów. Współczesne pole walki premiuje nie tylko siłę, ale też szybkość wdrożenia, niską cenę i możliwość użycia w dużej skali.
Armia już teraz pracuje nad małym uniwersalnym interfejsem dla ładunków bojowych. Chodzi o to, by przemysł mógł łatwiej integrować podobne głowice z różnymi platformami bezzałogowymi i szybciej przechodzić od pojedynczego prototypu do produkcji seryjnej. To może być równie istotne jak sama demonstracja.








