
Skupiają się na przyszłości, a odnaleźli przedmiot, który pozwoli lepiej poznać przeszłość. Takie paradoksy są najciekawsze.
Na cenne znalezisko o charakterze historycznym natrafiono podczas prac prowadzonych w ramach projektu pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce – poinformowała spółka Polskie Elektrownie Jądrowe.
Do odkrycia doszło w trakcie przygotowań dna morskiego na potrzeby projektowania i realizacji systemu doprowadzenia wody chłodzącej. Badania, jak tłumaczy PEJ, mają na celu wykrycie i neutralizację obiektów potencjalnie zagrażających realizacji inwestycji, w tym odpadów ferromagnetycznych, niewybuchów oraz niewypałów na obszarach przeznaczonych pod budowę elektrowni jądrowej wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Na szczęście na nic takiego tym razem się nie natknięto, za to natrafiono na kilkusetletnią drewnianą beczkę.
„Drewniana beczka” nie brzmi tak samo ekscytująco jak „drewniana skrzynia, w której być może znajduje się cenny skarb”, ale spokojnie – to też bardzo ważne odkrycie.
Według wstępnych hipotez beczka może być pozostałością ładunku jednego z późnośredniowiecznych lub wczesnonowożytnych statków żeglujących po Bałtyku.
Drewniany zabytek odnaleziono na głębokości ok. 19 metrów, metr pod dnem morskim
Wydobyli ją nurkowie pod czujnym okiem archeologa podwodnego.
Obiekt, wstępnie datowany na XV–XVII wiek, ma około 70 cm wysokości, 40 cm średnicy i waży 216 kg. W beczce najprawdopodobniej znajdują się bryłki żelaza typu osmund, a na denku zachowały się znaki kupieckie (tzw. merki). Takie znaki własnościowe były powszechnie stosowane do znakowania towarów ładowanych na statki do końca XVII wieku – wyjaśnia spółka.
Znalezisko zostało przekazane do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Tam będzie poddane specjalistycznym analizom i konserwacji.
– Odnaleziona beczka to cenny zabytek, który doskonale wpisuje się w znany nam kontekst bałtyckiego handlu żelazem. Pomimo braku części klepek zachowały się dennice ze znakami własnościowymi, których forma i sposób wykonania wykazują wyraźne analogie do oznaczeń znanych z badanych przez muzeum wraków XV-wiecznego statku handlowego tzw. „Miedziowca” czy wraku XVII-wiecznego „Rudowca”. Obydwa statki przewoziły niegdyś m.in. beczki z osmundem – wyjaśnia dr Anna Rembisz-Lubiejewska z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.
Był to surowiec przeznaczony do dalszej obróbki kowalskiej, powszechnie używany od średniowiecza do XVII wieku. Osmund w dużych ilościach trafiał do Gdańska ze Szwecji i następnie był przerabiany w lokalnych hamerniach. Jak zaznacza spółka PEJ, takie odkrycia „pozwalają lepiej poznać sposoby znakowania ładunków, organizację transportu morskiego oraz przebieg kluczowych szlaków handlowych łączących niegdyś największe miasta portowe Bałtyku”.
W tym przypadku ma to szczególny kontekst – budujemy technologię przyszłości, a poznajemy lepiej dawne zwyczaje
– Jednym z wyzwań przy realizacji projektu budowy pierwszej polskiej Elektrowni Jądrowej jest identyfikacja, bezpieczne wydobycie i zabezpieczenie spoczywających na dnie Bałtyku zabytkowych obiektów. Jesteśmy przygotowani na różne ewentualności. Przede wszystkim w tym obszarze dbamy o ochronę dziedzictwa kulturowego. Prowadzimy wiele monitoringów, zatrudniamy doświadczonego archeologa, współpracujemy z wykonawcami, którzy wspierają nas w zarządzeniu znaleziskami. Ponadto dopełniamy wymaganych działań względem służb konserwatorskich, a także pozostajemy w kontakcie z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku – komentuje dr hab. Grzegorz Matusik, dyrektor Pionu Zgód Inwestycyjnych Polskich Elektrowni Jądrowych.
Zdjęcie główne: Polskie Elektrownie Jądrowe
















