Są takie projekty, które zaczynają się niewinnie – od rozmowy, kawy i kilku wspomnień – a kończą działaniami, który wywracają do góry nogami to, co wydawało się oczywiste. W Bikestage dokładnie tak to wyglądało. Moim przewodnikiem po tym świecie był założyciel miejsca – Marcin Piecuch – i trzeba przyznać, iż lepszego nie mógłbym sobie wyobrazić.


Od starego Treka do własnych projektów
Zaczęło się od… zdjęcia. Z roku 2003, przedstawiającego pierwszy “poważny” rower Marcina, sztywnego Trek i start w zawodach w Saalbach-Hinterglemm w mistrzostwach świata amatorów. Widzicie je powyżej. Nic więc dziwnego, iż dziś w sklepie to jest przypadkowa marka – to kawał historii, który naturalnie doprowadził do tego, iż Trek pojawił się w Bikestage na stałe dopiero niedawno, ale z pełnym przekonaniem.
I to czuć. Tu nie ma „nowej marki w ofercie”. Jest świadoma decyzja.


Bikestage: sklep, który zaczyna od człowieka
Jestem z Wrocławia, bywałem tu wcześniej, ale mimo wszystko mój zasób informacji wymagał aktualizacji. Bo widać, iż Bikestage to nie do końca zwykły sklep. Owszem – na miejscu znajdziesz pełną gamę modeli różnych marek, w tym Treka, w różnych wersjach, kolorach i rozmiarach. Ale to tylko punkt wyjścia.

Wolicie video? Jest i film!
Cała filozofia opiera się na personalizacji.
Bo co czeka klienta na miejscu? Najpierw niedyskretne… rowerowe pytania, bikefitting, a raczej bikesizing – ładne określenie na dobór wielkości roweru – rozmowa o stylu jazdy. Dopiero potem wybór rozmiaru – który, jak podkreśla Marcin, często mieści się w dwóch opcjach i wymaga dopasowania pod konkretne potrzeby, a nie tabelkę. Do tego dochodzi konfiguracja osprzętu, kół, opon, siodła, detali wykończenia czy choćby pełnej integracji kokpitu.


To podejście, które w teorii wszyscy znają, ale w praktyce rzadko kto realizuje tak konsekwentnie. I potwierdzam – trzy razy próbowaliśmy się umówić na składanie mojego roweru, za każdym razem ktoś akurat miał bikefitting, w którym sam Marcin uczestniczył. Zbieg okoliczności? Być może!
Fakt, iż trafiłem tu z nowym projektem, zakładającym zbudowanie specjalnego gravela badającego granice i możliwości gatunku, trudno nazwać tym samym przypadkiem. choćby jeżeli wiedziałem, czego chcę!

Checkline: kiedy pomysł przestaje być pomysłem
I w tym miejscu pojawia się „Checkline” – pierwszy wspólny projekt Bikestage i Treka.
Założenie? Zrobić coś swojego. Coś, czego nie ma w katalogu.

Bazą został Checkpoint, ale bardzo gwałtownie stało się jasne, iż to tylko rama do eksperymentu. Pomysł był od początku konkretny: gravel, który zaczyna wchodzić w teren zarezerwowany dla MTB.


Nie przez marketing. Przez komponenty. Tak się składa, iż nowa generacja Cheickpointa ALR GEN 3 jest też zdecydowanie atrakcyjniejsza cenowo jak poprzednia, co sprawia, iż to interesująca opcja dla tych, którzy chcą zbudować rower sami. Kosztuje 3099 zł, a to aż 2300 zł taniej niż generacja druga tego samego modelu.

Gravel z zawieszeniem. Serio.
Pierwszy szok? Amortyzator z przodu. I to nie jako ciekawostka, tylko element projektu. W rozmowie pada wprost: „jaki amortyzator do gravela?” – i odpowiedź wcale nie brzmi „żaden”.
Co więcej, to dopiero początek, bo w planach pojawiło się również… zawieszenie z tyłu. “Full suspension gravel” nie jako koncept z targów, tylko składany projekt. Ale w postaci wykręconej, bo amortyzującej sztycy USE Vybe GR, która ma aż 50 mm skoku i możliwości jego tuningu.

Do tego dochodzą komponenty z różnych światów – m.in. napęd oparty o rozwiązania od Garbaruka, mechaniczna konfiguracja „dla zabawy” z przerzutką Ratio Mech i komponentami Sram Apex oraz trybem MTB więc setup mullet, nietypowe zestawienia części i wyraźne odejście od typowego „gravelowego setupu”. W tym kwiatki w tylu kierownicy SQ Lab z podniesieniem (to na zjazdy) czy siodło Gravelier WTB (gravel więc i… specjalne siodło, bo dlaczego nie!)


Opony, które zmieniają charakter roweru
Kolejny element układanki to ogumienie. Tu nie ma miejsca na półśrodki.
W projekcie pojawiają się Tufo Thundero HD w wersji 44 mm, które w rzeczywistości mierzą bliżej 45,5 mm na konkretnej obręczy Dandy Horse o szerokości wewnętrznej 27 mm. To już jest zakres, który zmienia sposób jazdy i otwiera zupełnie inne możliwości w terenie. Ba – Checkpoint przyjmuje do 50 mm gumy, będzie i taka wersja!
I to widać od razu – to nie jest gravel „na szuter i asfalt”. To jest sprzęt, który chce iść dalej.

Waga i pierwsze wnioski
Gotowy rower? Około 10,28 kg w rozmiarze M – z pedałami Looka z platformą z drugiej strony, szerokimi oponami i amortyzacją. Czyli wchodzimy w rejony lekkich rowerów MTB, ale z zupełnie inną bazą.
To liczba, która najlepiej pokazuje, czym jest ten projekt: hybrydą w najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa.

Klimat miejsca: kawa, detale i zajawka
Bikestage to też klimat. W trakcie składania roweru obok technicznych tematów przewija się kawa, rozmowy, luźna atmosfera. Nie jest to sterylne „premium showroom”, tylko miejsce, w którym rowery się po prostu robi.
I to czuć w każdym detalu. Choćby po wyposażeniu warsztatu – od myjki pro po podobne woski do łańcucha.
Najważniejsze: projekt w toku
A nazwa? Szukałem takiej, która pasuje i do Treka i całej rodziny graveli na “Ch” – Checkpoint, Checkout, Checkmate – i oddawała jego duszę. Stąd „Checkline” – nawiązanie do „check” (sprawdzać, testować) plus „line” (linia / seria / koncept). Mój Trek Checkline nie jest skończony. I bardzo dobrze.

To dopiero pierwszy etap – baza pod kolejne modyfikacje, które już są planowane. Dalsze prace nad zawieszeniem, kolejne konfiguracje napędu, zmiany w setupie kół i opon, dopracowywanie całości pod konkretne zastosowania. 13 biegów z tyłu już wkrótce!
To rower, który będzie się zmieniał razem z jazdą.
Podsumowanie
Bikestage x Trek „Checkline” to jeden z tych projektów, które pokazują, iż gravel przez cały czas jest polem do eksperymentów. I iż jeżeli trafi w odpowiednie ręce – może pójść w zupełnie nieoczywistym kierunku.
A jeżeli przewodnikiem po tym świecie jest ktoś taki jak Marcin Piecuch, to można być pewnym jednego: to dopiero początek. Ba, w planach Bikestage i naszych są i ustawki gravelowe, na których na Checkline pewnie się pojawię! Chcecie zobaczyć ten sprzęt w akcji? Zaglądajcie na bieżąco facebook.com/Bikestage.wroclaw
PS Szczególne podziękowania dla Krzysztofa, który rower złożył!
Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski






