Bianchi Infinito – pierwsza jazda na trasach Strade Bianche

magazynbike.pl 1 tydzień temu

Nowe Bianchi Infinito zostało zaprezentowane w Toskanii podczas wydarzenia przygotowanego przez Bianchi w jednej z willi w okolicach tras Strade Bianche. W trakcie spotkania przedstawiono szczegóły konstrukcji oraz założenia projektowe nowego modelu, a po części prezentacyjnej uczestnikom umożliwiono krótką jazdę po lokalnych drogach – zarówno asfaltowych, jak i szutrowych.

Jednocześnie trasa przygotowana przez organizatorów liczyła tylko nieco ponad 20 kilometrów. W praktyce oznacza to, iż nie można mówić o teście z prawdziwego wrażenia. Taki dystans pozwala jedynie na zobaczenie kultowego szutru, niekoniecznie sprawdzenie, czy deklaracje producenta mają swoje odbicie w odczuciach na rowerze. I zdecydowanie wzmaga apetyt na więcej.

Szacunek dla zawodników, którzy latają 50 km/h po dziurach i kanieniach, to zupełnie inny temat. Tego nie da się opisać!

Kolory i styl się zgadzają – opony też

I tu już na pierwszy rzut oka uwagę zwraca… kolorystyka roweru. Nowe Infinito prezentuje się bardzo efektownie, choć oczywiście pozostaje to kwestią indywidualnego gustu. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów można jednak powiedzieć kilka więcej niż to, iż rower wygląda dobrze. jeżeli ktoś chce poznać wszystkie szczegóły konstrukcyjne oraz deklaracje producenta dotyczące projektu, warto zajrzeć do wcześniejszej prezentacji modelu opublikowanej na stronie. Właśnie te informacje zostały również przekazane podczas spotkania z przedstawicielami marki.

Pierwsza jazda miała jednak zupełnie inny cel – sprawdzenie roweru w praktyce. choćby jeżeli Infinito mieści opony o szerokości do 40 milimetrów i właśnie na takich jeździliśmy, trudno uznać go za… gravela. I w gruncie rzeczy nie jest to wada. Nie każdy rower wyposażony w szerokie opony musi być rowerem gravelowym.

Trasy w okolicach Siena obejmowały fragmenty prawdziwego Strade Bianche – charakterystycznych toskańskich dróg szutrowych znanych z jednego z najbardziej rozpoznawalnych wyścigów kolarskich na świecie. W takich warunkach opona o szerokości 40 mm w rowerze szosowym okazuje się bardzo dobrym rozwiązaniem. Pozwala jechać szybciej i pewniej, bez obaw, iż pierwsza większa dziura na drodze zakończy jazdę przebiciem opony – zwłaszcza gdy jedzie się w dużej grupie kilkudziesięciu osób, które po prezentacji w końcu mogą rozprostować nogi i przyspieszyć.

Własności tłumiące w praktyce

Podczas prezentacji producent podkreślał, iż konstrukcja została zaprojektowana z myślą o wysokim komforcie jazdy oraz zdolności tłumienia nierówności. Jednym z elementów mających odpowiadać za te adekwatności jest charakterystycznie wyprofilowana sztyca. W praktyce można odnieść wrażenie, iż rzeczywiście pracuje ona zauważalnie – podczas przejazdu przez dziury czy nierówności nie pojawiało się wrażenie gwałtownego uderzenia przenoszonego na ciało.

Jednocześnie przednia część roweru pozostaje wyraźnie sztywna. Zintegrowany kokpit oraz wysokie, niemal pięćdziesięciomilimetrowe koła sprawiają, iż przód konstrukcji zachowuje typowo szosowy charakter. choćby przy zastosowaniu szerokich opon wyraźnie czuć sztywność kokpitu i całej przedniej części roweru. Dopiero kolejne setki kilometrów pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy deklarowane przez producenta adekwatności tłumiące rzeczywiście będą miały większe znaczenie w dłuższej perspektywie.

Geometria z włoskimi korzeniami

Pod względem prowadzenia rower zachowuje typowo szosowy charakter, który jest silnie zakorzeniony w tradycji włoskich konstruktorów ram. Infinito jest konstrukcją zwrotną i stosunkowo krótką. W mniejszych rozmiarach – w tym w testowanych rozmiarach 50 i 53 – zauważalny jest tak zwany toe overlap, czyli możliwość zahaczenia butem o przednie koło przy bardzo małych prędkościach i dużym skręcie kierownicy. W praktyce nie stanowi to problemu podczas normalnej jazdy szosowej, jednak jest to ciekawostka konstrukcyjna, którą warto odnotować.

Podczas jazd wybraliśmy dwa rozmiary ramy. Rozmiar 50, na którym jechałem, okazał się bardzo dobrze dopasowany przy wysokości siodła około 68 cm i mojego wzorstu 169 cm. Długość mostka była odpowiednia, choć w moim przypadku preferowana byłaby kierownica nieco węższa. Drugi egzemplarz, w rozmiarze 53, nie wzbudził już tak jednoznacznie pozytywnych odczuć i wymagałby zdecydowanie większej liczby kilometrów, aby ocenić jego dopasowanie.

Zgodny z trendami

Nowe Infinito pokazuje również, iż marka zachowuje swoje tradycyjne podejście do konstrukcji ram, ale jednocześnie uważnie obserwuje oczekiwania współczesnego rynku. Jednym z przykładów jest wspomniany prześwit na opony do 40 mm. Podczas jazd testowych wykorzystano właśnie taki rozmiar i w ramie pozostawał jeszcze wyraźny zapas miejsca. Oznacza to, iż choćby w przypadku jazdy po drogach szutrowych czy w warunkach, w których na oponach pojawia się błoto, przestrzeń wokół koła pozostaje wystarczająca.

Drugim elementem świadczącym o tym kierunku zmian jest schowek zintegrowany z ramą. Rozwiązanie to coraz częściej pojawia się w nowoczesnych rowerach szosowych i endurance, a w Infinito również zostało wprowadzone. Dostęp do schowka jest wygodny, a sam otwór ma wystarczającą wielkość, aby bez problemu zmieścić najpotrzebniejsze rzeczy – na przykład zapasową dętkę, multitool czy lekką kurtkę przeciwdeszczową.

Ceny także dla normalnych ludzi

Warto zwrócić uwagę jeszcze na jeden aspekt premiery nowego modelu. Obok drogiej i efektownej wersji Launch Edition producent zaprezentował również warianty wyraźnie bardziej dostępne cenowo. Podstawowa konfiguracja została wyceniona na około 2790 euro i opiera się na mechanicznej grupie Shimano 105.

Co istotne, niższa cena nie oznacza zupełnie innej konstrukcji. Wariant bazowy korzysta z tej samej ramy Infinito, a więc zachowuje identyczną geometrię oraz najważniejsze rozwiązania konstrukcyjne, w tym pracującą sztycę i zintegrowany schowek w dolnej rurze. W praktyce oznacza to, iż różnice pomiędzy wersjami wyposażenia sprowadzają się głównie do zastosowanych komponentów, natomiast podstawowe własności jezdne pozostają bardzo zbliżone.

Dodatkowym atutem jest szeroka gama wariantów kolorystycznych. Nowe Infinito oferowane jest w wielu wersjach malowania, dzięki czemu łatwiej dopasować rower do własnych preferencji.

Infinito Launch Edition dla fanów włoskiego smaku

Dla osób lubiących bardziej spektakularne projekty przygotowano natomiast wspomnianą Launch Edition – specjalną wersję w limitowanym malowaniu, której produkcja została ograniczona do 200 egzemplarzy. Podczas prezentacji w Toskanii dostępne były dwa egzemplarze tej wersji – jeden wyposażony w napęd SRAM Force XPLR AXS 1×13, drugi w klasyczną konfigurację szosową z Shimano Ultegra. Ciekawostką jest fakt, iż oba rowery miały identyczny numer seryjny: 000.

Obiecująca próba

Po pierwszych kilometrach można więc powiedzieć jedno: nowe Infinito pozostaje rowerem wyraźnie szosowym, choćby jeżeli dopuszcza montaż znacznie szerszych opon niż klasyczne konstrukcje endurance. Ostateczna ocena jego komfortu, charakteru prowadzenia oraz realnych adekwatności tłumiących będzie jednak możliwa dopiero po przejechaniu znacznie większego dystansu.

Pełną kolekcję znajdziecie na bianchi.com

Tekst: Grzegorz Radziwonowski, zdjęcia: Justyna Jarczok

Idź do oryginalnego materiału