BenQ MA270U – monitor dla MacBooka, który naprawdę ma sens

10 godzin temu

Czasami najlepsze decyzje zakupowe zapadają przypadkiem. Jeszcze kilka miesięcy temu nie myślałem, iż zwiążę się z BenQ na dłużej, a jednak – jeden produkt sprawił, iż marka ta stała się dla mnie pierwszym wyborem, gdy przyszło szukać kolejnego monitora. Tak, wiem, iż monitor to nie telefon czy choćby komputer i produktu tej kategorii nie wymienia się zbyt często. Ja sam nabyłem nowy po raz pierwszy od ponad 10 lat.

Wszystko zaczęło się od modelu BenQ PD2730S, który kilka tygodni temu pojawił się na moim biurku. To ekran o wysokiej rozdzielczości 5K, ze świetną fabryczną kalibracją kolorów i funkcjami przeznaczonymi dla grafików czy montażystów, który doskonale sprawdzi się również do codziennej pracy biurowej i różnych multimediów. Gdy jednak pojawiła się potrzeba kupienia drugiego monitora – tym razem dla żony – wiedziałem, iż nie potrzebujemy aż tak wyśrubowanych parametrów, jaki oferuje ten model, jednak wciąż zależało mi na dobrym odwzorowaniu kolorów. 4K było w zupełności wystarczające, ale pojawiły się trzy twarde wymagania: musiał być port USB-C z Power Delivery, pełna zgodność z MacBookiem, również jeżeli mówimy o odwzorowaniu barw, oraz matowy ekran, który pozwoli wygodnie pracować przy biurku w jasnym pokoju. Dodatkowo maksymalna przekątna ekranu to 27 cali.

Tak trafiłem na serię MA i model MA270U – monitor, który od początku reklamowany jest jako rozwiązanie stworzone specjalnie dla MacBooków. I to nie jako zwykły marketingowy chwyt, bo BenQ rzeczywiście spróbowało odtworzyć doświadczenie Apple Studio Display, tyle iż w cenie, która nie wywołuje zawrotów głowy.

Stanowisko pracy mojej żony z podłączonym MacBookiem Air do monitora. fot. Jan Urbanowicz

Design to minimalizm i praktyczność

Pierwsze wrażenie po wyjęciu monitora z pudełka to mieszanka prostoty i funkcjonalności. MA270U nie aspiruje do tego, by wyglądać jak produkt Apple, choć z pewnością stara się nie kłócić z estetyką MacBooka. Obudowa utrzymana jest w srebrno-szarej tonacji, a ramki są cienkie, co sprawia, iż obraz dominuje, a sprzęt nie odciąga uwagi od treści. Zresztą tutaj doświadczenia są bardzo zbliżone do tych, jakie miałem przy okazji modelu PD2730S – pewnie wiele osób na pierwszy rzut oka nie odróżniłoby tych monitorów od siebie i nie jest to zarzut w stronę żadnego z nich.

Z tyłu mamy plastik z metalizowanym wykończeniem, a podstawa – duża i kwadratowa – została wyposażona w gumową wstawkę, która chroni laptopa, jeżeli ustawimy go tuż przed ekranem. Jest to prosta rzecz, a jakże przydatna, jeżeli nie decydujemy się na ramię VESA do monitora i chcemy zostać przy fabrycznej „nodze“. Montaż monitora nie wymaga żadnych narzędzi, gdyż metalowa nóżka blokuje się na zatrzask, a całość stabilizuje prostokątna podstawa przykręcana śrubą z pokrętłem. Stoi pewnie, nie buja się choćby przy maksymalnym wysunięciu w górę.

Ergonomia jest tu na poziomie, jakiego można oczekiwać od monitora tej klasy: 115 mm regulacji wysokości, pochylenie od -5° do 20°, obrót po 15° w każdą stronę i pivot 90° w obie strony. To pełna swoboda, dzięki której można wygodnie dopasować ekran do swojego biurka, zachowując przy tym odpowiednia ergonomię. Choć wydawać by się mogło, iż na minus można zapisać plastikowy klips do zarządzania kablami, to ostatecznie w pełni spełnia on swoje zadanie i jest mocniejszy, niż sprawia wrażenie. Dobrze trzyma kable, choć w naszej – a adekwatnie żony – konfiguracji, nie ma ich za wiele. Ten model BenQ jest również dostępny w większym rozmiarze, 32 cale, ale w tym przypadku 27-calowa wersja jest w pełni wystarczająca.

Ekran to świetne odwzorowania tego, co widzimy na wyświetlaczu MacBooka

Tym, na co głównie tu patrzymy, jest 27-calowy panel IPS o rozdzielczości 3840×2160 pikseli, czyli klasyczne 4K UHD. Na papierze mamy parametry typowe dla dobrej klasy monitora biurowego, to jest 95% pokrycia przestrzeni DCI-P3 i 99% sRGB, kontrast na poziomie 1200:1 i jasność sięgającą 400 nitów. Monitor ma też certyfikat VESA DisplayHDR 400, który daje podstawowe wsparcie dla treści HDR.

BenQ zapewnia, iż MA270U został skalibrowany tak, aby kolory jak najwierniej odtwarzały to, co widzimy na ekranach MacBooków z 2022 roku i nowszych. Dzięki trybowi M-book na ekranie mamy takie samo odwzorowanie kolorów, jak w naszym MacBooku. Oznacza to, iż różnice między kolorami wyświetlanymi przez monitor a wartościami wzorcowymi od Apple są praktycznie niewidoczne dla ludzkiego oka. W praktyce obraz na MA270U wygląda niemal identycznie jak na MacBooku Air M3 mojej żony. Oczywiście, w laptopie mamy obraz „za szkłem“, a ekran BenQ jest matowy i w tym różnica jest widoczna, ale same kolory wyglądają adekwatnie tak samo.

Zdjęcie tego w pełni nie oddaje, ale barwy na wyświetlaczy monitora, są w zasadzie takie same jak na MacBooku fot. Jan Urbanowicz

Profile ICC i ICCsync

Każdy monitor, laptop czy drukarka ma własny sposób wyświetlania kolorów – tzw. profil ICC. To niewielki zestaw danych, który określa, jak dana przestrzeń kolorów (np. sRGB, Display P3) ma być odwzorowana. jeżeli profil obrazu i profil monitora są różne, kolory mogą wyglądać inaczej, niż powinny. Dlatego profesjonaliści często spędzają sporo czasu w ręcznym dopasowywaniu profili w systemie operacyjnym i w aplikacjach graficznych.

BenQ postanowiło to uprościć. Funkcja ICCsync, dostępna w aplikacji Display Pilot 2, automatycznie synchronizuje profile ICC pomiędzy monitorem a komputerem. Dzięki temu, gdy przełączamy monitor z trybu sRGB na P3, system i aplikacje robią to razem z nim – bez konieczności dodatkowej konfiguracji. Oznacza to, iż nie trzeba martwić się o przekłamane kolory ani żmudne ustawienia, bo obraz po prostu wygląda tak jak powinien.

Podczas regulacji jasności na klawiaturze Macbooka, na mino torze widać systemową regulację jasności fot. Jan Urbanowicz

Panel Nano Matte i komfort pracy

Dużym atutem monitora jest matowa powłoka Nano Matte, która eliminuje odblaski i odbicia bez degradacji ostrości czy kontrastu. To technologia, którą Apple sprzedaje w Studio Display za sporą dopłatą, a BenQ oferuje ją w standardzie. choćby przy jasnym świetle dziennym monitor pozostaje czytelny i komfortowy w użytkowaniu. Ta sama powłoka znajduje się w moim modelu 5K i po wielu tygodniach pracy przy zarówno jednym, jak i drugim monitorze, cieżko by mi było wrócić do ponownego siedzenia przy ekranie typu glossy. Niby ma on swoje zalety, ale ja cenię sobie teraz fakt, iż w słonecznie dni monitor nie jest lustrem. Do tego dochodzą certyfikaty TÜV Rheinland potwierdzające redukcję refleksów i światła niebieskiego. Można więc spędzić kilka godzin przy pracy biurowej, montażu czy pisaniu, a oczy będą mniej zmęczone niż przy klasycznych błyszczących panelach.

Aplikacja Display Pilot 2

Jednym z ciekawszych rozwiązań BenQ, również w serii MA, jest rezygnacja z klasycznego OSD na rzecz aplikacji Display Pilot 2. Program działa zarówno na Macu, jak i na Windowsie, i zastępuje typowe przeklikiwanie się przez opcje monitora, dzięki joysticka w dolnej krawędzi monitora. Dzięki prostemu widgetowi można regulować jasność, wybierać profile kolorów, przełączać tryb HDR czy aktywować automatyczną rotację. Bardziej zaawansowani użytkownicy mogą zmieniać temperaturę barwową, krzywą gamma czy przestrzeń kolorów. Najważniejsze jednak, iż aplikacja pozwala synchronizować ustawienia pomiędzy MacBookiem a monitorem.

Włączenie trybu P3 czy sRGB odbywa się równocześnie na obu ekranach, a jasność regulowana klawiszami MacBooka zmienia się również na monitorze. Funkcja iKeyboard Control daje pełną kontrolę z poziomu klawiatury, a Brightness Sync wykorzystuje sensor światła w MacBooku. Całość działa płynnie i sprawia, iż monitor naprawdę zachowuje się jak część ekosystemu Apple, co nie było dla mnie takie oczywiste i trochę bałem się, jak wyjdzie to w praktyce. Niepotrzebnie. Jedyne co, to należy dbać o to, by aplikacja Display Pilot 2 była regularnie aktualizowana, by pozostawała w pełni kompatybilna z nowymi wersjami macOS. Ale o to, to już musi dbać samo BenQ. Ogólnie to mamy do czynienia z jedną z najlepszych implementacji funkcji systemu Apple w monitorach zewnętrznych.

Zestaw złącz na tyle obudowy monitora fot. Jan Urbanowicz

Łączność i porty

MA270U wyposażono w port USB-C z Power Delivery 90 W, który pozwala jednym kablem przesyłać obraz w 4K 60 Hz, dane i zasilać MacBooka. Była to chyba główna funkcja, na jakiej zależało mi przy wyborze monitora dla mojej żony. Wiem, iż od lat powoli staje się to standardem w wyższych modelach różnych producentów, ale i tak był to „must have“. Drugi port USB-C oferuje 15 W mocy, i idealne nadaje się do ładowania telefonu czy tabletu. Podobnie jak pierwszy, obsługuje on USB 3.2. Do tego mamy dwa porty HDMI 2.0, dwa USB-A 3.2 i wyjście słuchawkowe.

Na minus trzeba wspomnieć o braku złącz DisplayPort (choć ten jest wbudowany w jedno z USB-C) i Thunderbolt. To ogranicza elastyczność w zastosowaniach profesjonalnych – przykładowo, przy pełnych prędkościach USB 3.2 Gen 1 musimy zrezygnować z 60 Hz i zejść do 30 Hz. Można to obejść, podpinając komputer przez HDMI i zostawiając USB-C na dane i zasilanie, ale nie jest to tak wygodne jak w monitorach z Thunderboltem. Pewnie mocno bym na to zwrócił uwagę, gdyby to miałby monitor dla mnie, ale tym razem nie miało to większego znaczenia.

Jakość obrazu i ograniczenia HDR

W codziennej pracy BenQ MA270U sprawia bardzo pozytywne wrażenie – obraz jest ostry, kolory wierne, a kontrast typowy dla dobrych paneli IPS. Tekst wygląda bardzo czysto, dzięki czemu wielogodzinne pisanie czy czytanie nie męczy wzroku. Zdjęcia i filmy prezentują się naturalnie, a wyświetlanie treści w szerokiej przestrzeni kolorów sprawia, iż wyglądają dokładnie tak, jak powinny. Jednak w przypadku HDR monitor wyraźnie pokazuje swoje ograniczenia. Certyfikat DisplayHDR 400 brzmi obiecująco, ale w praktyce mamy do czynienia raczej z HDR w nazwie. Efekt HDR przypomina lekkie „dopalenie” obrazu, a nie prawdziwy skok jakościowy, do którego przyzwyczaiły nas telewizory OLED czy Mini LED.

Nie oznacza to jednak, iż HDR należy całkowicie przekreślić – w filmach widać delikatnie głębsze kontrasty, a kolory są nieco bardziej nasycone. To miły dodatek, ale nie coś, co powinno być powodem zakupu tego monitora. jeżeli ktoś oczekuje prawdziwego HDR, musi sięgnąć po dużo droższe konstrukcje. MA270U pozostaje przede wszystkim monitorem do codziennej pracy biurowej i obróbki treści w standardowym SDR, w czym sprawdza się znakomicie. Dla mnie kwestia HDR nigdy nie było w żaden sposób kluczowa, jednak nie można było o tym nie wspomnieć.

Zakres regulacji wysokości i pochylenia monitora fot. materiały prasowe

Audio i multimedia

Wbudowane w monitor głośniki to miłe zaskoczenie, choć nie zastąpią porządnych zestawów audio – i nie wiem czy ktokolwiek by mógł tego oczekiwać. Każdy ma moc 3 W i potrafi osiągnąć głośność rzędu 65–66 dB z jednego metra, co wystarcza do codziennych wideokonferencji, rozmów przez Zoom czy Teams, a także do słuchania podcastów lub audiobooków. Dialogi i głosy ludzkie są wyraźne, co w tej klasie sprzętu jest najważniejsze. Trzeba jednak jasno powiedzieć, iż basu praktycznie nie ma, a wysokie tony brzmią płasko i nieco stłumienie. Muzyka rockowa, jazz czy filmowe ścieżki dźwiękowe tracą na dynamice i głębi. Lepiej więc traktować te głośniki jako awaryjne – sprawdzą się w sytuacji, gdy nie mamy pod ręką słuchawek, ale nie jako codzienne źródło rozrywki.

Do oglądania filmów monitor nadaje się jednak dobrze – matowa powłoka eliminuje rozpraszające refleksy, a szeroka gama kolorów sprawia, iż obraz w serwisach streamingowych wygląda naturalnie i barwnie. Podłączenie konsoli czy odtwarzacza multimedialnego przez HDMI nie stanowi żadnego problemu, a 27 cali to rozmiar, który przy biurkowej odległości pozwala wygodnie cieszyć się serialami czy filmami.

Codzienna praca i doświadczenie użytkownika

Największą zaletą MA270U nie jest jednak sama specyfikacja, ale to, jak monitor sprawdza się na co dzień. To urządzenie stworzone przede wszystkim z myślą o użytkownikach MacBooków – i czuć to w każdym detalu. Wybudzanie z uśpienia odbywa się niemal w tym samym momencie, co w laptopie, bez irytującego oczekiwania na sygnał czy migotania, które zdarzają się w tańszych monitorach. Dzięki aplikacji Display Pilot 2 jasność ekranu można regulować tymi samymi klawiszami, co w MacBooku, a jeżeli korzystamy z funkcji automatycznego dostosowania jasności, monitor i laptop działają w tandemie. To niby drobiazg, ale daje ogromne poczucie spójności.

Warto też podkreślić komfort ergonomiczny. Regulacja wysokości i pivot pozwalają dopasować ekran do własnych preferencji – choćby przy pracy w trybie pionowym, np. nad długimi dokumentami. To i powyższe praktyce daje to efekt, który trudno ująć w tabelach czy liczbach. Monitor po prostu „znika” i przestaje być celem samym w sobie. Nie trzeba ciągle poprawiać ustawień, zmieniać profili czy robić częstych przerw na odpoczynek oczu (są one oczywiście zalecane, ale są efektem szybkiego uczucia zmęczenia). Po prostu działa – a o to przecież chodzi w dobrym sprzęcie do pracy.

Ta gumowa wstawka na podstawie to naprawdę świetne rozwiązanie fot. Jan Urbanowicz

Czy 4K wystarczy w świecie macOS?

To pytanie powraca jak bumerang w dyskusjach o monitorach do Maców. Studio Display ma 5K, MacBooki oferują gęstość pikseli ponad 220 PPI, a 27-calowe 4K to około 163 PPI. Różnicę widać, jeżeli siedzimy bardzo blisko ekranu, ale przy normalnym użytkowaniu macOS ze swoim skalowaniem HiDPI sprawia, iż obraz jest ostry i komfortowy. Dla grafików i fotografów 5K to ideał. Dla większości użytkowników – 4K w MA270U jest zupełnie wystarczające.

Monitor, który naprawdę ma sens

BenQ MA270U to monitor, który udowadnia, iż da się stworzyć produkt dla MacBooków bez kompromisów i bez windowania ceny pod sufit. Nie jest tak elegancki jak Apple Studio Display i nie oferuje prawdziwego HDR, ale nadrabia to świetnym odwzorowaniem kolorów, powłoką Nano Matte, pełną ergonomią i integracją z macOS, która naprawdę ułatwia codzienną pracę.

W cenie około 2000 zł trudno o lepszą propozycję dla użytkowników MacBooków. To sprzęt, który idealnie wpisuje się w potrzeby osób, szukających monitora do podłączania ich laptopa – daje wszystko, czego potrzeba do wygodnej pracy, a przy tym nie obciąża przesadnie budżetu. Dla profesjonalistów zajmujących się na co dzień grafiką czy wideo pozostają bardziej zaawansowane modele, ale dla większości użytkowników MA270U to monitor, który naprawdę ma sens.

Zalety:

  • Bardzo dobra zgodność kolorów z MacBookami
  • Pokrycie 99% sRGB i 95% DCI-P3 – wystarczające choćby do półprofesjonalnej pracy z grafiką.
  • Wygodna obsługa przez aplikację Display Pilot 2 (regulacja jasności z klawiatury MacBooka, Brightness Sync)
  • Ergonomiczna konstrukcja
  • Ładowanie MacBooka przez USB-C (90 W Power Delivery)
  • Solidna jakość wykonania i stabilna podstawa
  • Atrakcyjna cena

Wady:

  • Brak Thunderbolt i DisplayPort
  • Nieidealny HDR
  • Słaba jakość głośników

Ocena: 8/10

Cena:
BenQ MA270U – 2000 PLN

Jeśli artykuł BenQ MA270U – monitor dla MacBooka, który naprawdę ma sens nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału