
Ostatni polski Mi-14PŁ/R zakończył swój dyżur ratowniczy. To koniec historii śmigłowców, które przez dekady służyły nad Bałtykiem.
9 maja zakończył się ostatni dyżur ratowniczy śmigłowca Mi-14PŁ/R nr 1009. Dla polskiego lotnictwa morskiego to zamknięcie ponad 40-letniej historii jednego z najbardziej rozpoznawalnych śmigłowców nad Bałtykiem. Techniczna zmiana pokoleniowa w polskiej Marynarce Wojennej właśnie stała się faktem. Ostatni egzemplarz był ostatnim ogniwem całej rodziny maszyn, które przez dekady tworzyły kręgosłup morskiego lotnictwa śmigłowcowego w Polsce.
Ostatni dyżur maszyny z Darłowa
Mi-14PŁ/R nr 1009 był ostatnim przedstawicielem rodziny Mi-14 w strukturach Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Służył w Grupie Lotniczej Darłowo, należącej do 44. Bazy Lotnictwa Morskiego, i wykonywał zadania poszukiwawczo-ratownicze nad Bałtykiem. Jego wycofanie wynika z wyczerpania resursu technicznego, czyli dopuszczalnego limitu eksploatacji określonego dla konstrukcji i jej kluczowych podzespołów.
Mi-14 to ciężki, morski śmigłowiec, wywodzący się z rodziny Mi-8, ale przystosowanym do działań nad wodą. Charakterystyczny kadłub o łodziowym kształcie i wysuwane podwozie odróżniają go od typowych maszyn transportowych, a wersje przeznaczone dla lotnictwa morskiego otrzymały wyposażenie do zadań nad Bałtykiem. W wariantach ratowniczych najistotniejsze były przede wszystkim duży zasięg, przestronna kabina, możliwość zabrania rozbitków oraz wyposażenie ułatwiające pracę nad morzem, m.in. radar, reflektor poszukiwawczy, środki łączności i wciągarka pokładowa.
To nie był szybki ani nowoczesny śmigłowiec według dzisiejszych standardów, ale przez lata dawał załodze odpowiednią masę, zapas mocy i przestrzeń potrzebną do prowadzenia trudnych dyżurów SAR daleko od brzegu.
Historia Mi-14 w Polsce zaczęła się w 1981 r., gdy kupiono pierwszych 6 śmigłowców w wersji Mi-14PŁ, przeznaczonej do zwalczania okrętów podwodnych. W 1983 r. dołączyło kolejnych 6 maszyn, a w 1984 r. zakupiono 4 śmigłowce Mi-14PS w wersji poszukiwawczo-ratowniczej.
Przez lata flota się kurczyła. W czasie eksploatacji utracono 2 Mi-14PŁ i 2 Mi-14PS, a w 1990 r. dokupiono jeszcze jeden śmigłowiec. Gdy część maszyn ratowniczych zaczęła kończyć resursy, zdecydowano się na przebudowę dwóch śmigłowców Mi-14PŁ do standardu Mi-14PŁ/R. Były to maszyny przeciwpodwodne dostosowane do zadań ratowniczych.
Anakondy zostają same na placu boju
Po odejściu Mi-14PŁ/R zadania ratownicze będą realizowane przez śmigłowce W-3WARM Anakonda, dyżurujące w Darłowie i Gdyni. To konstrukcje dobrze znane polskiemu lotnictwu morskiemu, ale ich średni wiek dawno przekroczył 25 lat.
Nadzieją na przełamanie impasu związanego ze starzejącą się flotą śmigłowców SAR mają być dodatkowe mechanizmy finansowe Unii Europejskiej, które mogłyby zasilić fundusz na zakup wyspecjalizowanych wiropłatów ratowniczych. To jednak scenariusz optymistyczny, wymagający sprawnej dyplomacji i precyzyjnych montaży finansowych.
Na ten moment można jedynie powiedzieć, iż ostatni lot Mi-14 pozostawił po sobie symboliczną pustkę, a polscy ratownicy morscy muszą mierzyć się z coraz większą presją czasu, czekając na konkretne decyzje, które pozwolą im operować nowoczesnym i bezpiecznym sprzętem nad niespokojnym Bałtykiem.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: st.chor.sz.mar. Arkadiusz Dwulatek, Wojsko Polskie











